O Galerii EL słów kilka…

O Galerii EL słów kilka…

Nadmiar nieudolności. A może tylko… pycha władzy?
Edward Pukin – felieton

Od kilku tygodni na wokandzie spraw administracyjno-kadrowych prezydenta miasta – Witolda Wróblewskiego, stała kwestia obsady stanowiska szefa elbląskiego Centrum Sztuki, czyli Galerii El. Jarosław Denisiuk – dotychczasowy dyrektor tej instytucji, prowadzący Galerię już od osiemnastu lat, kończąc kolejną 3-letnią kadencję prowadzenia placówki, nie zdecydował się stanąć ponownie w szranki konkurencyjne i – jak świerkają wróbelki, prawdopodobnie odchodzi z Elbląga.

Ponieważ na początku lipca definitywnie kończyła się jego dyrektorska kadencja, zarządzono kwalifikacyjne spotkanie (niby konkurs) z jedynym kandydatem na to stanowisko. Okazała się nim młoda osoba – nie tak dawno – przyjęta przez dyrektora Denisiuka, na funkcję tzw. kierownika Działu Inicjatyw Propagandy i Reklamy w Galerii. I choć sam wiek kandydatki nie stanowi zarzutu, to jednak – zresztą, nie tylko moim zdaniem – wolna ona jest jeszcze od doświadczenia w zakresie kierowania tak ważną dla elbląskiej kultury sferą, jaką jest właśnie… ta dziedzina kultury.

Zapewne nabyte – tylko drogą studiów – kwalifikacje historyka i kuratora sztuki, nie do końca potwierdzają ultimatów w zakresach, jakie wymaga się od kandydata na stanowisko szefa Galerii, szczególnie tej naszej elbląskiej, a więc konkretnej a nawet o s o b l i w e j. Domyślam się, że pewnie w związku z tym urzędowa komisja kwalifikacyjna odrzuciła kandydaturę tej osoby (tu rodzą się również kolejne zastrzeżenia, dlaczego wszelkie komisje są tajne i niejawni są kandydaci zgłaszający się do różnych konkursów a zatem, gdzie podziała się obowiązująca transparentność?).

Być może – niezbyt przygotowany do takiego obrotu sprawy, ale działający pod wpływem przysłowiowego noża na gardle – prezydent Witold Wróblewski uchwycił się tej kandydatki na tyle, że jednak zdecydował się na obsadzenie nią stanowiska szefa Galerii … rzekomo tylko w okresie przejściowym. Można, zatem sądzić, że zadziałano zgodnie z normami i… jakoby nic strasznego się nie stało. Mimo wszystko sytuacja (jak wszystkie tymczasowe stołki) budzi niepokój i wymusza pytania, których nie podobna publicznie… nie zadać. A tym bardziej, że Galeria w Elblągu funkcjonuje nie od wczoraj.

Zbyt wiele zainwestowano w tę instytucję – mającą rangę krajową, a jeszcze nie tak dawno również europejską, i zbyt duża była jej ranga oraz cena utrzymania, by dziś można było ją traktować na równi z instytucyjną lichotą poddaną rządzącej administracji. Skądinąd ogromnie dziwi mnie, że poszukując rozwiązania spraw Galerii nie skorzystano z opinii i porad niegdysiejszego jej dyrektora i twórcy, jako Centrum Sztuki.

Jest przecież faktem, że to nie ktoś inny, ale – żyjący jeszcze Ryszard Tomczyk, rekomendował władzom odchodzącego teraz po latach Jarosława Denisiuka, że wcześniej ocalił obiekt przed środowiskową Solidarnością, która zamierzała zwrócić obiekt Kościołowi i, że nikt w Elblągu lepiej od niego nie zna jej losów, zmieniających się funkcji i jej historii.

Więc ignorowanie wybitnych i zasłużonych postaci elbląskiej kultury – a potwierdzają to również inne przykłady, chociażby olewający stosunek do memoriału ludzi pióra i ich inicjatywy uruchomienia Elbląskiej WITRYNY Literackiej – należy nazwać skandalem a również i to, że w skład komisji kwalifikacyjnych, czy też konkursowych nie wchodzą ludzie najbardziej kompetentni.

Zaciekawiło mnie, jak widzi ten problem i ocenia go – moim zdaniem – guru i twórca elbląskiej kultury. A zatem, z prośbą o szerszą wypowiedź zwróciłem się do dr. Ryszarda Tomczyka.

– Po odejściu na emeryturę i wielokrotnie zorientowawszy się – a czas się nie myli, iż jestem już „ persona non grata”, usunąłem się „w ciszę i cień”, wiedząc wszakże, że dla żywych już się nie liczę. Toteż, jeśli jeszcze cokolwiek piszę, czy też maluję, to dobrze wiem, iż na to nikt nie czeka. To irracjonalne, tyle, że wszelakich irracjonalności wokół jest nadmiar…. Może i dlatego oddaliłem się od szeregu elbląskich instytucji kultury, by się nie denerwować degradacją wielu z nich, inercją, brakiem inwencji i niskim poziomem „cultutragerów” mieszających w elbląskiej kulturze. I niejednokrotnie, by nie doświadczać wstydu.
A co do Elbląga, to dobrze wiem i widać to gołym okiem, że znajomość problemów kultury, czy jakieś umiłowanie sztuki, jest od pewnego czasu ostatnim – podkreślam, znamieniem gospodarzy miasta a to nie wyłączając tych, którym przydziela się obowiązki w instytucjach kultury.
Jestem przekonany, że taki, czy inny prezydent Elbląga albo jego szumny dyrektor określonego departamentu, winien mieć zadekretowany obowiązek organizowania od czasu do czasu spotkań z twórcami, obywatelami czy liczącymi się ich przedstawicielstwami, by wysłuchać, co ludzie mają do powiedzenia w sprawach np. tutejszej organizacji oświaty, kultury, instytucji podporządkowanych miastu lub województwu, potrzeb miejscowych ludzi sztuki i kultury.

Komu o tym mówić i gdzie? Prasy w Elblągu dziś nie ma a jedyna gazeta nb. umizgująca się do lokalnej władzy, nie wejdzie z nią w żadne konflikty. Gdyby, chociaż powołano instytucję takich otwartych spotkań pod jakąś egidą samorządową, mogłoby się np. okazać, że absurdalnych rozwiązań kulturalnych w Elblągu jest znacznie więcej, niż ich nadmiar. Co się tyczy zaś Galerii?

Galeria El już od lat nie potrafi funkcjonować, jako ośrodek twórczy, i tak naprawdę to nie wie, do kogo ma adresować swoje inicjatywy i jak znaleźć się wśród nowej rzeczywistości – szczególnie, że wzniesienie wg pomysłu i darowizny J. Bluma przeszklonej kondygnacji dla trwałego funkcjonowania tam sztuki konstruktywistycznej i geometrycznej ustala tendencję, do której nijak się mają inne inicjatywy. A w ogóle Galeria El nie może w sposób bardziej trwały funkcjonować pod nieobecność znaczących twórców sztuki.

Tylko przysłowie „jakoś to będzie” spowodowało, że przed wejściem Galerii w nowy etap funkcjonowania nie zatroszczono się o utrzymanie odpowiednich kontaktów z osobowościami artystycznymi spoza Elbląga, z ludźmi zdolnymi do działania, mogącymi sprostać placówce i jej adresatom (ludzie sztuki i zwykli odbiorcy sztuki). Zaś od komisji ukierunkowanej na sforsowanie wymogów pewnie nie można było wymagać, choć było to jej powinnością i to etatową, by zatroszczyła się o odpowiedzialne potraktowanie konkursu – to znaczy i poszukanie godnych kandydatów… Cały Elbląg

Osobiście kontynuowałbym w Galerii El działalność programową integrującą różne dyscypliny twórcze, więc o charakterze synkretycznym. Z powodzeniem jednak – a czego już dowiedziono, można w inny sposób profilować działalność Galerii. Bardzo istotna jest ranga osobowości skłonnej do takiej” zabawy”. W dzisiejszych kryteriach, gdy dysponujemy w Elblągu kadrami przypadkowymi, leniwymi myślowo, wolnymi od potrzeb kulturalnych i ogromnie skonformizowanymi – to nie będą tu zdążać twórcy mający, coś do powiedzenia.

Nigdy – ani Gerard Kwiatkowski, ani ja nie bralibyśmy się przed laty za bary z tutejszą rzeczywistością, gdybyśmy wówczas nie mieli za partnerów wśród elbląskich komunistycznych (tak!) władz, ludzi z polotem, odważnych, zdolnych do ryzyka i o budzącej szacunek aksjologii.

Nie mam powodu odmawiać racji Ryszardowi Tomczykowi, gdy mówi o elbląskich problemach (środowiska twórców z władzą) w sprawach kultury a tym bardziej, że wyraziłem swoje zdanie wyżej, choć okrojone tylko do kwestii związanej z Galerią El.

Publikacja z profilu Edwarda Pukina na facebooku.

https://www.facebook.com/groups/337654949691535/permalink/828688820588143/

Do ilustracji użyto materiałów fotograficznych Dziennika Elbląskiego /Autor/ oraz portalu Bryła.pl – wnętrze Galerii

Od Redakcji:
No cóż, jak widać Panu Edwardowi wzrok już nie dopisuje skoro nie dostrzega, że od roku w Elblągu są dwie gazety – co prawda jedna z nich nie jest miesięcznikiem, ale jednak istnieje…

Opinii Pana Edwarda przyjrzeć się warto szczególnie tam, gdzie Pan Tomczyk  mówi, że „dysponujemy w Elblągu kadrami przypadkowymi, leniwymi myślowo, wolnymi od potrzeb kulturalnych i ogromnie skonformizowanymi”.

Elbląg od lat zmaga się z emigracją – emigrują od nas najlepsi stolarze, najlepsi kierowcy i najlepsi budowlańcy – dlaczego zatem nie miałyby emigrować z Elbląga śpiewaczki, skrzypaczki czy dobrzy menadżerowie kultury?

Zastanawia owa fraza gdy Pan Ryszard zakłada, że komisja ma szukać godnych kandydatów na stanowisko Dyrektora Galerii EL. Owa fraza dziwi w ustach tak doświadczonego życiem człowieka i zaskakuje w zestawieniu z opinią, iż Galeria El pod kierownictwem Jarosława Denisiuka zagubiła się w swojej roli.
Kultura to rzecz płynna jak woda w potoku. Jej nurt jak żadna inna dziedzina ludzkiej aktywności zmienia się co dnia i potrafi zmienić kierunek w jakim biegnie.

Głównym problem Galerii El jest to, że jest w Elblągu, bo miasto w którym żyjemy wymarło artystycznie i stało się jałowe jak Dolina Śmierci – przynajmniej patrząc na jej dorosły wymiar. Poza Elbląską Orkiestrą Kameralną, ciągle nie posiadającą dużej sali koncertowej oraz Teatrem ciągle zastępującym Plac Zebrań Ludowych, mamy „plaże”.

Młodzież radzi sobie dobrze przynajmniej do czasu matury, po której co zdolniejsi emigrują do miejsc gdzie życie ma smak i zapach wielkiego miasta. Ale nie sposób zgodzić się z opinią, że Elbląg jest wolny od potrzeb kulturalnych – problem może jest w tym, że zaspokajanie potrzeb fizjologicznych kosztuje nas zbyt wiele czasu by myśleć o potrzebach  rzędu nieco wyższego.

Zmieniła się też skala wartości – kapitalizm to „mieć” a nie „być” a „manie” w Elblągu czegokolwiek poza problemami jest szalenie problematyczne. O tym, co kto ma za sobą i jakie doświadczenia może przekazać innym wcale nie mówimy. Elbląg chce być nowobogacki, a jest starocerkiewny .

Ten problem dotyczy zaś tego co kultura powinna kształtować –  świadomości.

Może zatem warto Galerię El przekształcić w siedzibę EOK i organizować w niej spotkania z władzą by o kulturze rozmawiać przy blasku świec  i  dziełach kameralistów, a działalność wystawienniczą ograniczyć do wystawiania kieliszków z szampanem?

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.