Wracamy do pracy. To, co wydarzyło się w sobotę, pokazuje, że Polska potrzebuje mediów niezależnych od władzy wykonawczej, szczególnie tej uzbrojonej w pałki czy gaz pieprzowy. Problem w tym, że to nie jedyny przykład, że republika przegrywa z partiokracją . Dla wielu z nas to, co stało się ze słynną Listą Przebojów Programu Trzeciego, zmieniło diametralnie spojrzenie na władzę.


W Elblągu jest pewna szkoła, która w roku 2016 obchodziła swoje siedemdziesięciolecie. Te siedemdziesiąt lat Technikum Mechanicznego to tysiące uczniów i setki nauczycieli, ale dziś przytoczę prawdę, której uczyła nas od samego początku niezapomniana nauczycielka historii, Danuta Szmacińska.
Pani profesor od pierwszej lekcji historii klasycznej uczyła nas zasady, że każda władza deprawuje. Dla uczniów TM nie jest tajemnicą, że Pani Profesor miała swoje „drugie imię”, ale jak ono brzmiało, niech pozostanie słodką tajemnicą tych, którzy w początku lat 80 tych po trudnej lekcji Stanu Wojennego trafili na lekcje historii upadku Cesarstwa Rzymskiego.


Początek lat 80 tych to też premiera Listy Przebojów Programu Trzeciego i debiut młodego dziennikarza –Marka Niedźwiedzkiego, który listę tworzył. Co ma wspólnego lekcja historii klasycznej i Lista Przebojów Programu Trzeciego ? Dla wielu ludzi urodzonych w latach 60-tych XX wieku staje się jasne, że proces demoralizacji Zjednoczonej Prawicy przyśpieszył.

„Nad Europą twardy krok legionów grzmi Nieunikniony wróży koniec republiki” przypomniał w swojej Lekcji Historii Klasycznej niezapomniany bard tamtych czasów Jacek Kaczmarski.

Niestety w sobotnie przedpołudnie na warszawskim bruku koniec republiki wieszczyć zaczęły kroki Policjantów, którzy jak Legioniści składali przysięgę jej obrony.

Pora więc zacząć krzyczeć póki jeszcze Odoakar nie zasiadł na tronie Augustów. A nam, nikt ust nie zamknie….

Globalna pandemia koronawirusa to największe wyzwanie, z jakim dotychczas przyszło mierzyć się polskiemu społeczeństwu w XXI wieku. W ciągu ostatnich dwóch miesięcy życie wielu z nas wywróciło się do góry nogami za sprawą pozamykanych szkół, przedszkoli, żłobków czy podupadających biznesów. Czas epidemii to także wzmożone działania stróżów prawa, którzy egzekwują uchwalone przez sejm nakazy.

8 marca weszła w życie specjalna ustawa o szczególnych rozwiązaniach związanych z zapobieganiem, przeciwdziałaniem i zwalczaniem COVID-19, innych chorób zakaźnych oraz wywołanych nimi sytuacji kryzysowych. Rząd wprowadził wiele obostrzeń dotyczących m.in. swobodnego przemieszczania i grupowania się, robienia zakupów czy uczestnictwa we mszach i nabożeństwach. Nakazał również zasłanianie ust i nosa w przestrzeni publicznej oraz wyposażenie sklepów i innych obiektów usługowych w środki do dezynfekcji. Nad osobami potencjalnie zarażonymi, przebywającymi na domowej kwarantannie, sprawowany jest szczególny nadzór. Hasło „zostań w domu” uderza do nas zewsząd i zapisało się już na trwałe w powszechnej świadomości.
Na pierwszej linii frontu w walce z rozprzestrzenianiem się zachorowań no COVID-19, oprócz pracowników służby zdrowia, znajdują się także funkcjonariusze policji. Postanowiłem zapytać elblążan, jak oceniają aktualne działania policjantów oraz zasadność podejmowanych przez nich interwencji.

Myślę, że Polacy w większości przypadków stosują się do nakazów, jakie wprowadza Główny Inspektorat Sanitarny i rząd. Pytanie brzmi jak długo można w takim stanie funkcjonować bez zatargów na linii policjant-obywatel, bo to właśnie ten pierwszy stoi na straży prawa. Koniec końców, taki stan rzeczy jak nakazy, noszenie maseczek i dezynfekcja rąk w każdym sklepie nie pozostanie na zawsze, a przynajmniej taką mam nadzieję – wskazuje pan Paweł.

Mam nadzieję, że policja będzie raczej pouczać, a nie sankcjonować. Ostatecznie wszystkie te nakazy są przecież podyktowane troską o społeczeństwo –  mówi pani Agnieszka, matka dwójki dzieci.

Widziałam ostatnio bardzo pozytywny przykład działania policji, teraz w trakcie epidemii. Na boisku przy IV Liceum Ogólnokształcącym zgromadziła się kilkunastoosobowa grupa młodzieży. Grali w piłkę, wygłupiali się, rozmawiali. Większość z tych dziewcząt i chłopców nie miała nałożonych maseczek. W pewnym momencie podjechał policyjny patrol. Jednak funkcjonariusze zachowali się bardzo kulturalnie i profesjonalnie. Pouczyli młodych o obowiązku noszenia maseczek i konieczności zachowania odstępu między rówieśnikami. Wydawało się, że młodzież posłuchała i po chwili rozeszła się do domów –  opowiada pani Grażyna.

Intensywna debata publiczna na temat działań służb mundurowych podczas pandemii toczy się również w Internecie. Na początku kwietnia oryginalnym podejściem oraz dużą dozą humoru wykazał się trójmiejski artysta Jarek Kubicki. Na swoim facebookowym profilu opublikował zestaw prac będących przeróbkami dzieł wielkich mistrzów malarstwa.

– No dobrze, ale idzie pan bez maseczki.- No bez maseczki, ale idę po maseczkę!- Bez maseczki nie wolno. Nawet po maseczkę.Kolejne mini-słuchowisko na podstawie wiadomych obrazków. Tym razem "Krzyk" Muncha i jak poprzednio skrypt napisaliśmy z Adamem Sternikiem, za pomysł serii odpowiada Jakub Barzak ze Storytel a wystąpili Magdalena Boczarska, Grzegorz Damięcki i Filip Kosior.

Opublikowany przez Jarka Kubickiego artista Sobota, 18 kwietnia 2020

W obrazy autorstwa m.in. Claude’a Moneta czy Aleksandra Gierymskiego zręcznie wkomponował funkcjonariuszy policji, którzy legitymują postaci uwiecznione na płótnach.

Z kolei urodzony w Elblągu, znany z licznych kontrowersji i ciętego języka Wojciech Cejrowski, zamieścił w mediach społecznościowych wpis, w którym przyrównał obecną sytuację do tej ze… stanu wojennego w 1981 roku. „Podróżować za granicę nie wolno – jak za komuny. Wychodzić z domu nie wolno – jak w stanie wojennym” – skomentował w swoim stylu znany dziennikarz i podróżnik.

 

autor: Mariusz Pawlicki

 

*Źródło cytatu p. Cejrowskiego: https://www.facebook.com/Wojciech.Cejrowski/posts/3094408417270696/

Elbląg: Za jazdę powyżej „setki” stracili prawo jazdy

Policjanci z ruchu drogowego zatrzymali do kontroli drogowej trzech kierujących, którzy zlekceważyli ograniczenia prędkości w terenie zabudowanym. Każdy z nich jechał autem powyżej 100 km/h w miejscu, gdzie można jechać jedynie 50 km/h.

Wczoraj (5 marca) policjanci z ruchu drogowego zatrzymali trzy prawa jazdy kierowcom, którzy  jechali ze zbyt dużą prędkością. W każdym z przypadków przekroczenie było o ponad 50 km/h.

Pierwszym był 27-latek kierujący renault clio. Policjanci zatrzymali go w miejscowości Żurawiec (gm. Markusy). Kontrola wykazała 104 km/h. Kolejny to 31-latek, pędzący mazdą przez Raczki Elbląskie z prędkością 109 km/h. Ostatni pokaz brawurowej jazdy był w miejscowości Zwierzno (gm. Markusy). Tam 20-letni kierowca renault megane miał na liczniku aż 114 km/h. Wszystkie przypadki zakończyły się zatrzymaniem uprawnień na 3 miesiące, 400 złotowymi mandatami i 10 punktami  karnymi dla każdego.

Przekraczanie dozwolonej prędkości to najczęstsza przyczyna tragicznych w skutkach wypadków drogowych. Policjanci zapowiadają kolejne kontrole prędkości i surowe kary dla piratów drogowych.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP Elbląg

 

Policjanci zapraszają wszystkich mieszkańców Pasłęka i okolic na zbiórkę krwi, która odbędzie się w najbliższy piątek (8 marca). Akcja będzie połączona z obchodami 100-lecia PCK. Będzie można dostać praktyczny upominek i zjeść kawałek tortu. Szczególnie gorąco zapraszamy wszystkie panie. Rejestracja dawców odbędzie się w godzinach od 7:30 do 10:00 przy Placu Grunwaldzkim 8 (budynek przychodni) w Pasłęku.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP w Elblągu

 

Ksiądz Prałat Henryk Jankowski. Kim był i co po nim pozostało, skoro jego pomnik padł ofiarą terroryzmu a-społecznego? Dlaczego akurat on i dlaczego właśnie teraz gdy od jego śmierci minęło prawie 10 lat?

Moment ataku na pamięć księdza prałata nie jest przypadkowy. Za kilka dni Gdańszczanie wybierać będą prezydenta miasta, który obejmie schedę po śp. Pawle Adamowiczu i to jest prawdopodobnie prawdziwa przyczyna eskalacji sprawy prałata. Grzegorz Braun jest kandydatem z importu i stara się o urząd prezydenta Gdańska jak zawsze z hasłem „Szczęść Boże”, a jego wypowiedzi są do bólu pozbawione złudzeń. Osią działania „Drużyny Pierścienia ” popierającej Grzegorza Brauna jest walka z „Układem Gdańskim”, który bez względu na to, jak go zdefiniujemy z całą pewnością wokół Pawła Adamowicza jako polityka powstał. Czy był to układ wyborczy, sieć znajomości i wspólnych działań czy mała, polska „Costra Nostra” – nie ma znaczenia. W tej kwestii zapewne usłyszymy tyle opinii, ilu jest gdańszczan, a jednym z krytyków poprzedniego prezydenta Gdańska był pan Andrzej Kania, zdeklarowany antystystemowiec i uczestnik i animator ruchu Kukiz’15 w okresie gdy była to jeszcze sensowna propozycja polityczna dla Polaków.

Grzegorz Braun podczas wizyty w Elblągu w roku 2014 powiedział, że rolą Pawła Kukiza winno być scementowanie prawicowego planktonu i stworzenie partii dla ludzi niepokornych wobec rzeczywistości. Niestety, Paweł Kukiz z owej roli wypadł i zamiast tworzyć ruch oddolny wybrał grupę „przydupasów”, w czym niestety niechlubną rolę odegrał Dariusz Pitaś – szara eminencja Ruchu, który stał się dla wielu symbolem pojawienia się w tymże ruchu patologii, którą ten miał zwalczać.

W cztery lata po tamtych wydarzeniach Ruch Kukiz’15 prawdopodobnie zmieni nazwę na Ruch Kukiz 2015-2019 i odejdzie w przeszłość zmieciony przez Partię „Wiosna”, której lider praktycznie Robert Biedroń rozkłada Pawła Kukiza pod każdym względem i który ma spore szanse na przejęcie większości elektoratu, który kiedyś popierał Pawła Kukiza. Większość nie znaczy całość i pozostała nieco bardziej konserwatywna część owego niegdyś 30 procentowego poparcia zasili nieuchronnie szeregi wyborców „Drużyny Pierścienia”, która stoi za Grzegorzem Braunem.

Atak na pamięć księdza Jankowskiego jest więc tak naprawdę elementem kampanii wyborczej w Gdańsku i potwierdza to doskonale fakt, że sprawcy owego wydarzenia przyjechali na gościnne występy z Warszawy.

I tu dochodzimy do sedna sprawy – do miejsca czasu i środowiska. Ksiądz Jankowski pochodził ze Starogardu Gdańskiego i całe swoje życie spędził na Pomorzu. Stoczniowcy ze Stoczni Gdańskiej nie zapomnieli o pomocy jaką dostawali od księdza Jankowskiego w ciężkich latach 80-tych, tak jak nie zapomnieli Lechowi Wałęsie, że bezczynnie patrzył na upadek polskiego przemysłu stoczniowego. I to właśnie powód, dla którego oskarżenia księdza prałata nie przekonują ponieważ….

Większość pracowników Stoczni Gdańskiej mieszka w dzielnicach Orunia i Nowy Port. Owe dzielnice nie cieszą się dobrą opinią i są uważane za najniebezpieczniejsze w Polsce. W początku wieku XX pojawiło się określenie „lumpenproletariat” i właśnie o takim środowisku jest „Opera za trzy grosze” Bertolta Brechta i Kurta Weilla. To o takich dzielnicach śpiewał Kazik Staszewski w piosence „Jeszcze Polska” czy Grabaż w piosence „ Durna 6 / Mądra 11” słowami

„ Jesteśmy tu wszyscy z jednej ulicy Wszyscy jesteśmy stąd Z tych samych spodni
Spod jednej spódnicy Genetyczne pomyłki Buty taty pasują na styk Każde z nas tu swoje dziedziczy , Za zdradę płaci się gardłem Widelcem w potylicy”.

Pedofile mają pewne zwyczaje, a jednym z nich jest to, że wybierają ofiary z tych najsłabszych, a najsłabsze dzieci trójmiasta to dzieci Nowego Portu i Oruni. To stamtąd wywodzą się „Gdańskie Dorotki”, które potem za 100 dolarów oddają się marynarzom we wszystkich gdańskich hotelach często zaczynając pracę w wieku 13 lat jako „ galerianki”. I w tym środowisku nikogo to nie dziwi i nikogo to nie bulwersuje bo takie jest życie dziewcząt z nieładnych dzielnic. Ale zupełnie inaczej ma się sytuacja z chłopcami – oni w wieku lat nastu sami zaczynają wymierzać sprawiedliwość i gdyby ksiądz Jankowski faktycznie któregoś z nich skrzywdził to jak amen w pacierzu nie umarłby śmiercią naturalną w hospicjum, ale wykrwawił się na którejś z ulic Gdańska z widelcem w potylicy.

Są zbrodnie, za które płaci się cenę najwyższą i pedofilia homoseksualna jest jedną z nich. O wiele trudniej ma się sprawa z dziewczętami bo te potrafią ponad wiek wyrosnąć, a w Elblągu najmłodsza matka urodziła dziecko w wieku lat 13. Ile 13-sto i 14-latek inicjuje kontakty erotyczne z ciekawości, a ile bawi się w „słoneczko” po kilku „głębszych” dziś?

Kościół ma problem z pedofilią, przykładem tego jest choćby oskarżenie biskupa elbląskiego o nadmierną tolerancję wobec księdza pedofila.

Oświadczenie biskupa elbląskiego:

„Moje nazwisko znalazło się w raporcie o wykorzystywaniu seksualnym małoletnich w Kościele w Polsce [20 lutego 2019]. Autorzy raportu przytoczyli fragment mojej rozmowy z dziennikarzem „Gazety Olsztyńskiej”. Dotyczyła ona sprawy duchownego oskarżonego o pedofilię. W chwili rozmowy toczyło się jeszcze postępowanie, przynajmniej na forum Stolicy Apostolskiej. Dlatego moja wypowiedź nie posiadała charakteru werdyktu. Sprawa, o której mowa zakończyła się wyrokiem skazującym i surowymi sankcjami kościelnymi wobec duchownego. Na żadnym etapie sprawy nie było prób jej tuszowania, czy zacierania śladów.

Pragnę zauważyć, że w ciągu ostatnich kilkunastu lat, tworzyły się coraz doskonalsze procedury i praktyka kościelna w walce z pedofilią.

Pedofila jest poważnym przestępstwem, które dotyka społeczność Kościoła. Jest przede wszystkim krzywdą wyrządzoną małoletnim. Duchowni, którzy dopuścili się pedofilii, popełnili wielkie zło.”napisał w oświadczeniu ksiądz biskup Jacek Jezierski.

Oświadczenie jest lakoniczne i krótkie, ale o wiele dokładniej do sprawy raportu fundacji „Nie lękajcie się ” odniosła się archidiecezja warszawska pokazując, że raport niestety nie jest zbyt precyzyjny i składa się raczej odpowiednio dobranych fragmentów publikacji prasowych niż stanowi studium problemu. Miejmy jednak nadzieję, że mechanizmy Stolicy Piotrowej ruszą i sprawa znajdzie swój finał w odpowiednim komunikacie Watykanu.

O wiele lepszym naszym zdaniem studium problemu jest wywiad z Matthiasem Katschem opublikowany przez Newsweek, w którym czytamy: „ To często popełniany błąd. Kościelni sprawcy molestowania seksualnego dzieci w 95 proc. nie są pedofilami w medycznym tego słowa znaczeniu, tzn. nie odczuwają popędu seksualnego do dzieci. W związku z tym nie ma z czego ich leczyć. Problem polega na tym, że ksiądz, jak każdy człowiek, jest istotą seksualną, ale jako ksiądz ma zakaz realizacji swojej seksualności. Ksiądz modli się do Matki Bożej, aby pomogła mu wytrwać we wstrzemięźliwości i wielu księżom to się udaje, ale część jednak zaczyna realizować swój popęd. A ponieważ ksiądz najczęściej ma ograniczony dostęp do dorosłych, to zaczyna realizować swój popęd wśród tych osób, wśród których przebywa na co dzień – wśród ministrantów, a katecheta wśród dzieci. To dla niego łatwiejsze, niż realizować popęd seksualny wśród dorosłych. Taki jest najczęściej mechanizm prowadzący do molestowania seksualnego dzieci.”

Środowiska lewicowe czyt nawet lewackie zachowują się wobec problemu molestowania dzieci przez księży jak osoba chora na chorobę Alzheimera. Z jednej strony promują zachowania i środowiska homoseksualne i żądają równoprawnego traktowania tych mniejszości, z drugiej zaś strony ostro krytykują księży za to, że ci zaspakajają swoje popędy w sposób podwójnie nienaturalny – po raz pierwszy właśnie z osobami własnej płci po raz drugi z dziećmi. Eliminowanie jednego z tych zachowań bez zwalczanie drugiego jest jak budowanie tamy do połowy rzeki i dziwienie się, że woda się nie piętrzy.

Kościół ma problem, ale wreszcie zaczyna się do tego przyznawać. Sprawy księży pedofili trafiają przed sąd i są rozpoznawane w trybie procesowym. W sprawie księdza Jankowskiego wypowiedział się Zbigniew Lew-Starowicz słowami: „ Zachowanie polegające na całowaniu w usta, klepaniu po pośladkach, przyciąganiu mocno do siebie i jednocześnie przytulaniu do klatki piersiowej oraz głaskaniu po twarzy miały charakter publiczny. Wyżej wymienione zachowania księży wobec chłopców są dość często spotykane i w wielu przypadkach nie mają charakteru seksualnego, bywają formą okazywania bliskości” i tyle. Jeśli ktoś coś przed prokuraturą zataił to w ziemskim wymiarze sprawy nic już nie dokona bo ksiądz stanął przed instancją sądu najwyższej instancji i za swoje grzechy i zasługi otrzymał sprawiedliwą zapłatę.

Gdyby pomnik Ks Jankowskiego obalili stoczniowcy z Oruni to mieli do tego prawo bo to ich miasto i ich kapłan. Ale fakt że mieszkańcy stolicy chcą decydować o tym jak na księdza Jankowskiego mają patrzeć ludzie z jego regionu jest nie do przyjęcia. I dlatego kara jaką sąd powinien wymierzyć sprawcą winna być surowa i pokazywać że swoje opinie w sprawach innych można wyrażać słowem ale nigdy czynem.

Inna sprawa że ks Jankowski często mijał się z prawdą i prowadził życie zdecydowanie ponad stan duchownego i kapłana. Ale to już inny kawałek historii, którą jako kapłan i obywatel Gdańska z pewnością tworzył.

Platforma Obywatelska wstaje z kolan.

Dzisiejsza wizyta Krzysztofa Brejzy w Elblągu krzepi opozycję i źle wróży Zjednoczonej Prawicy.
Po pierwsze politycy opozycji wyciągnęli wniosek z polskiego prawa wyborczego i dziś blok prawicowy stoi nie przeciwko szerokiej spierającej się ze sobą opozycji, ale wobec Koalicji Europejskiej, która ma być konstrukcją stałą. Można powiedzieć, że odkrycie polityków opozycji jest na miarę Kolumba – odkryli prawo Dontha i zrozumieli kierunek zmian Ordynacji Wyborczej.
I może się okazać, że politycy Prawa i Sprawiedliwości strzelili sobie w kolano i nad wyraz skutecznie zmotywowali swoich oponentów do tworzenia bloku wyborczego, który od razu zyskał najwyższe notowania sondażowe.
Jacek Protas przedstawił też krótkie sprawozdanie z precedensowej w skali Polskiej sprawy Zenona Procyka, który uzyskał blisko dwa miliony złotych odszkodowania za areszt i dziesięć lat sądowej walki o swoją niewinność.
Starożytni Rzymianie czcili trzy gracje Eufrozyne („Rozumna”), Aglaia („Promienna”), Talia („Kwitnąca”). Ale polski wymiar sprawiedliwości z gracjami nie ma nic wspólnego, bo nie jest ani rozumny, ani promienny a z pewnością nie jest kwitnący.

Krzysztof Brejza bez zająknięcia wskazał na trzy rzeczy, które w polskim systemie prawnym trzeba zmienić. I tu uznanie dla młodego posła, że ma własne zdanie, bo jak dotąd ani Grzegorz Schetyna, ani Borys Budka nie potrafili zdefiniować co jest stopą achillesową sądownictwa. Naszym zdaniem opinia Pana Krzysztofa Brejzy nie jest zbyt trafna – pierwszą z Pięt achillesowych polskiego sądownictwa są ….sędziowie byt zapatrzeni we własne interesy i niechcący ponosić żadnej odpowiedzialności za to, co robią. A nie odpowiadają, ponieważ nikt nie wpisał w ustawę automatycznych sankcji za wydanie orzeczenia łamiącego prawa obywatela.

I tu doskonałym przykładem jest sprawa Zenona Procyka byłego prezesa SM „Pojezierze” w Olsztynie, który stał się ofiarą politycznej zdaniem Jacka Protasa interwencji wykonanej na zlecenia polityków rękami prokuratury. Prokurator i Sędzia, wiedząc, że za niesłuszne skazanie obywatela może stracić urząd i stać się bezrobotnym stanie się zadziwiająco nieczuły na polityczne naciski i dokładnie to rozwiązanie wpisano w ustawę o policji.

Drugą piętą polskiej temidy jest procedura i tu poniekąd się z Posłem zgodzimy – zasada równości stron nie istnieje, ponieważ kontakty towarzyskie sędziego i prokuratura są w pełni dopuszczalne, a w wypadku adwokata już są podejrzenia o korupcję. I gdyby nie fakt, że polscy sędziowie nie są pozbawieni uczyć i sympatii to można by się było z tym mechanizmem zgodzić. Niestety ustawodawca nie zauważył, że sędzia, znając prywatnie jednego z uczestników postępowania, automatycznie się z jego poglądami solidaryzuje i zasada równości stron procesu sypie się jak domek z kart podczas huraganu.
Natomiast skład osobowy Krajowej Rady Sądownictwa naszym zdaniem dla zwykłego obywatela nie ma żadnego znaczenia, a to, kto w niej zasiada ano go ziębi ani go grzeje.

 

Zapraszamy na spotkanie z mieszkańcami Elbląga „Praworządna Polska w silnej Europie – realna przyszłość czy marzenie?” z udziałem posłów Krzysztofa Brejzy i Jacka Protasa.

Spotkanie rozpocznie się także dzisiaj o godz. 17:00 w Atrium Hotelu Arbiter (pl. Słowiański 2, 1 piętro).

Będziemy wdzięczni za poinformowanie swoich odbiorców o powyższym spotkaniu.

Pomiędzy 11 a 12 pracownicy Urzędu Miasta mieli przymusowy spacer związany z alarmem terrorystycznym. W południe zarządzono powrót do miejsc pracy, prosząc o dokładne sprawdzenie, czy w pokojach magistratu nie ma jakichś pakunków, czy zawiniątek. O 12 20 Straż Pożarna zakończyła działania i wróciła do jednostek.

 

 

 

 

Tydzień Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem

Po raz kolejny, wzorem lat ubiegłych, w całej Polsce organizowany jest „Tydzień Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem”. Koordynatorem inicjatywy jest Ministerstwo Sprawiedliwości. Realizacja tegorocznej edycji przedsięwzięcia zaplanowana została na najbliższy tydzień, to jest od 18 do 24 lutego. W Elblągu chcąc skorzystać z porady można kontaktować się z policjantem pod nr tel.: 55 230 17 09 oraz w przypadku przemocy domowej nr tel.: 230 15 30. Tradycyjnie w działania te włączają się także policjanci Komisariatu Policji w Pasłęku oraz Posterunku Policji w Młynarach.

W ramach obchodów „Tygodnia Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem” zarówno w Komisariacie Policji w Pasłęku, jak i w Posterunku Policji w Młynarach pełnione będą dyżury, podczas których osoby zainteresowane będą mogły uzyskać pomoc, zasięgnąć porady prawnej czy też podzielić się swoimi spostrzeżeniami w  kwestiach związanych z bezpieczeństwem i porządkiem. Dyżury pełnione będą według załączonego harmonogramu, zarówno przez kierownictwo jednostki, jak i dzielnicowych oraz policjantów pionu kryminalnego. Zachęcamy do odwiedzenia tutejszej jednostki Policji nie tylko w trakcie trwania „Tygodnia Pomocy Osobom Pokrzywdzonym Przestępstwem”, ale też i po jego zakończeniu. Policjanci pełnią dyżur pod nr tel.:  (55) 249 99 10

Zachęcamy też do korzystania z aplikacji Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa, która umożliwia dzielenie się swoimi spostrzeżeniami na temat zagrożeń oraz niepokojących nas sytuacji bez konieczności wychodzenia z domu, za pośrednictwem sieci internet. Pamiętać jednak należy, że aplikacja  Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa nie może być wykorzystywana do przekazania informacji wymagających pilnej interwencji. W takich sytuacjach należy bezwzględnie korzystać ze znanego wszystkim numeru alarmowego 112 lub 997.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Elblągu wraz z Aresztem Śledczym w Elblągu zorganizowała konferencję naukową na temat więziennictwa. Niestety okazało się, że zaproszeni na konferencję prelegenci z Czech i Litwy nie pojawili się na konferencji.

https://www.sw.gov.pl/aktualnosc/areszt-sledczy-w-elblagu-o-bezpieczenstwie-publicznym-miedzynarodowa-konferencja-naukowa

Nie było zatem szansy by sprawdzić jak lokuje się polski system penitencjarny na tle innych krajów dotkniętych zmorą komunizmu. Można mieć też sporo uwag do programu samej konferencji i przedstawionych tematów, ale….

 


Wystąpienie przygotowane przez prof. zw. dr hab. Dariusza Szpopera i mgr Oskara Kaneckiego przeniosło nas w czasy sarmatów karanych na gardle i trzymanych w wieży. Wykład był zbyt krótki by pokazać wszystkie niuanse sądownictwa szlacheckiego ale, stosownie do miejsca i czasu, jego autorzy przytoczyli sporo z zapisów i spisów ewidencyjnych. Ów zabieg sprawił, że w zasadzie nudny temat stał się czymś jak lektura „Pana Tadeusza” bo wygłaszający referat Oskar Kanecki wykazał się zdolnościami aktorskimi malując przed słuchaczami ”wierzeje zaszczepki i skoble” dawnych wiezień w sposób nader obrazowy, ze swadą, smakowicie okraszone składnią sarmacką. Żal tylko, że owych słowem malowanych więziennych urządzeń autorzy przed oczy słuchaczy nie mogli podsunąć.

 

 

 

 


Pewnego rodzaju zawodem było zaś wystąpienie prof. nadzw. dr hab. Wojciecha Zalewskiego, który potraktował konferencję jako okazję do puszczenia wodzy fantazji niemal naukowej. Niemal, ponieważ przeplatał w swoim wystąpieniu to, co już w systemach penitencjarnych istnieje, z wizjami tak fantastycznymi jak te, które widzieliśmy w sadze ”Gwiezdne Wojny”. Szkoda, że autor nie podszedł do problemu poważnie i nie pokazał tych rozwiązań, które są w zasięgu „naszego wzroku”, ale tak naprawdę nie o technikę chodzi ale o to, że owa prezentacja  niewiele wniosła do wiedzy praktycznie stosowalnej przez licznie obecnych funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Co jeszcze w wykładzie Wojciecha Zalewskiego zawiodło? Zupełna ucieczka od analizy tego, co się w polskim więziennictwie zmieniło w ostatniej dekadzie. Autor z widoczną przyjemnością rozwodził się nad skutkami stosowania kamer w świecie poza murami wiezień, a zupełnie zapomniał o omówieniu ważnej zmiany, jaką jest wprowadzenie kamer do więzień i  nie pokazał jakie skutki owa zmiana sprzed niemal dekady już przyniosła.

Ale w wystąpieniu widać było i drugą, nader znaczącą, by była niezamierzoną, lukę – całkowite pominięcie wykluczenia cyfrowego polskich penitencjariuszy i faktyczne wykluczenie ich ze społeczeństwa informatycznego, które, jak pokazała świetnie studentka PWSZ pani Monika Hasić, staje się elementem naturalnej aktywności społeczeństwa. W tym zakresie referat pana profesora pozostał daleko w tyle za referatem studentki, która dostrzegła i pokazała zmianę systemu komunikacji społecznej, która zupełnie umknęła polskiemu ustawodawcy, polskim teoretykom penitencjarnym, a co najgorsza również samym więziennikom.

Anegdota, która pokazuje jak w praktyce wygląda polski system penitencjarny dotyczy ostatnich wyborów. Praca Obwodowej Komisji Wyborczej w Areszcie Śledczym jest specyficzna z dwóch powodów – pierwszy to oczywiście ten, że łamie zasadę pełnego dozoru funkcjonariuszy Służby Więziennej nad osadzonym, który nawet gdy jest niebezpieczny ma prawo oddać głos w sposób tajny. Ów wyjątek w systemie pełnego dozoru nad osadzonymi w zakładzie karnym typu zamkniętego jest ważny bo pokazuje gradację praw człowieka – prawa wyborcze wstępują w pełni przed rygorami uwiezienia i jest to dla personelu penitencjarnego rzecz oczywista. Niestety, na tym jednym wypadku oczywistość prymatu praw człowieka nad rygorami osadzenia się kończy bo prawa do racjonalnego oddania głosu w wyborach polskie prawo karne wykonawcze już osadzonemu nie gwarantuje.

Co jest doskonałym przykładem na owo bezprawne pozbawienie skazanych części ich praw politycznych? Referendum. Instytucja referendum jest fragmentem polskiego systemu prawa wyborczego ale w roku 2012, gdy zbieraliśmy podpisy pod listami niezbędnymi dla zarządzenia przez Komisarza Wyborczego owego referendum, zbiórki takiej w Areszcie Śledczym zorganizować się nie udało. Referendum w Elblągu się odbyło, można oczywiście przypomnieć i podać drugi argument, że było to jedyne skuteczne referendum, w pełniącym niegdyś rolę ośrodka wojewódzkiego, mieście w Polsce.  Problem jednak w tym, że zgodnie z normami prawa każdy obywatel, który miał prawo w roku 2010 oddać głos w wyborach samorządowych, miał prawo udzielić swego poparcia grupie referendalnej. Poza, rzecz jasna, tymi wyborcami, którzy w murach Aresztu Śledczego przebywali….


16 października br. w Skowronkach doszło do uroczystego wkopania słupka przez trzech polityków Prawa i Sprawiedliwości. Łopata, której w tym dniu użył Prezes Jarosław Kaczyński, została po pierwszej turze wyborów samorządowych przekazana Witoldowi Wróblewskiemu, którego na ową uroczystość nie zaproszono czyniąc afront Elblągowi i jego mieszkańcom. Skutki owego afrontu politycy PiS poczuli dość dotkliwie w trakcie wyborów samorządowych bo fotografie lokalnych polityków więzionych na przyczepie traktora dla zrobienia „tła” ośmieszyły nie tylko Urząd Morski, który imprezę nieudolnie przygotował, ale cała formację polityczną sprawującą w Polsce władzę ustawodawczą i wykonawczą z jej liderem na czele. Ale oprócz owego błędu wizerunkowego doszło tam do innego spotkania, związanego z tematem więziennictwa.

Zygmunt Miernik /po prawej/  to kombatant „Solidarności” i człowiek, który był więziony jako więzień polityczny. Po transformacji pozostał opozycjonistą i ponieważ nie zmienił sposobu swojego działania na rzecz Polski, od czasu do czasu zwiedza polskie zakłady penitencjarne i na bieżąco odświeża swoją wiedzę na ich temat. Podczas spotkania w Skowronkach nie tylko złożył gratulacje politykom PiS ale udzielił nam krótkiego wywiadu, poruszając problem praw politycznych osadzonych . Jak widać, wzrok pana Zygmunta, pomimo wieku, sięga tam gdzie wzrok innych nie sięga i widzi to co dla innych jest niewidoczne.

 

Problem ten widać było podczas konferencji, na której nie znalazł się ani jeden rzecznik skazanych czy członek organizacji pozarządowej zajmującej obroną ich praw. Ale i określenie „konferencja” wydaje się być na wyrost wobec spotkania złożonego w zasadzie z samych prelekcji i prezentacji.


Niestety, z programu wypadł inny ważny temat, a mianowicie problem polityki kadrowej polskiego więziennictwa. Owa luka być może jest wynikiem zawieruchy wokół zmian w systemie sądownictwa i zastrzeżeń Unii Europejskiej bo jak wiadomo problem dekomunizacji aparatu wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji i więziennictwa ma znaczenie nie tylko historyczne ale i niestety – praktyczne.


Miło słuchało się też referatu Łukasza Kamionka dotyczącego roli Służby Więziennej w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Co zasługuje na pochwałę – przede wszystkim to to, że funkcjonariusz SW zaakcentował gradację zadań jakie ustanowiła Ustawa o Służbie Więziennej. Niestety, prezentacja autora jest głosem wołającego na puszczy bo polscy więziennicy nadal siedzą mentalnie w systemie stalinowskim i niestety wynika to z faktu, że nikt w Polsce nie wymyślił racjonalnej metody pomiaru efektów pracy wychowawczej prowadzonej wobec skazanych. To, czy osoba osadzona opuściła zakład karny, widać i można to sprawdzić, policzyć, zrobić z tego jakiś raport i przedstawić w jakimś sprawozdaniu. Ale jak ocenić czy skazany jest poddany resocjalizacji? Z opinii jakie są na jego temat sporządzane przez funkcjonariuszy?

Pomysł lekko nieracjonalny bo wiadomo, że więziennik jak każdy inny urzędnik promował będzie tych skazanych którzy mu w pracy nie przeszkadzają, a sekował tych, którzy ją utrudniają. Jest i druga strona medalu – interesy grup zawodowych policjantów, prokuratorów, sędziów, więzienników, a na końcu kuratorów. Wszyscy ci ludzie są w podobnej sytuacji jak pracownicy Urzędów Pracy – jeśli będą wzorowo wykonywać swoją pracę to ją stracą. W Polsce w wiezieniach przebywa nieco ponad 200 osób na 10 000 obywateli. We Francji liczba ta jest cztery razy mniejsza.

Co z tego wynika? Że każde 10 000 francuskich podatników wydaje na wymiar sprawiedliwości mniej więcej cztery razy mniej niż Polak.

Dziś Francja płonie, a jej obywatele żądają zmian cen paliwa. Porównywać sytuacji Polaków i Francuzów tu nie wypada, wpada się jednak zastanowić, czy obecny wymiar sprawiedliwości nie jest synekurą, w której całe grono rodzin, dzieci czy krewnych „królika” znajduje zatrudnienie. A jest oczywiste, że skoro ich zatrudnienie ma być trwałe i pewne, w niczyim interesie nie leży resocjalizacja skazanych bo gdy ich zabraknie, zacznie się nieuchronne redukowanie etatów. Problem jest zatem taki, że cała ta sfera społeczna koncentruje się na łapaniu króliczka, ale w żadnym wypadku nie zależy jej na jego złapaniu.

W polskim więziennictwie jest tylko jedna grupa ludzi, którzy wnikliwie czytają akta skazanych – są to ludzie odpowiadający na ich skargi. I właśnie o skargach opowiadał dr Andrzej Piotrowski z Uniwersytetu Gdańskiego. Prelekcja była ciekawa, jednak wnioski, jakie autor wyciągał z przedstawionych danych, okazały się powierzchowne i słabo skonfrontowane z realiami polskich wiezień. Autor nie pokusił się ani o zbadanie ile skarg złożonych przez skazanych okazało się słusznych w opinii regionalnych zarządów więziennictwa, a ile za zasadne uznał dopiero Centralny Zarząd.

Wcale nie dokonano analizy orzeczeń sądów krajowych i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Prelekcja stała się zatem raczej okazją do „poklepania” więzienników po ramieniu niż pokazaniem gdzie popełniają błędy i jak te błędy eliminować.


Następna prelekcja wygłoszona przez dr Annę Podolską była próbą konfrontacji idei „jednostki totalnej”, jaką są polskie więzienia, z europejską ideą uwięzienia i z praktyką, która słabo przenika do Polski. Owo słabe przenikanie wynika właśnie z faktu, że społeczeństwo polskie jest sukcesywnie „szczute” przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, budujących na tym strachu kapitał polityczny. Spory udział w tym procesie szczucia mają też dziennikarze, którzy słabo orientując się w realiach działania polskiego systemu sądowniczego, szukają sensacji, podsycając żywy ogień pod politycznym kotłem, w którym miesza Zbigniew Ziobro. Na szczęście są i tacy którzy potrafią nie tylko pokazać patologię w polskim sądownictwie ale i wyciągnąć niewinnie skazanych zza krat.

Przykład z Elbląga – w roku bodaj 2008 jeden ze skazanych nie wrócił z pracy. Dyrektor Aresztu Śledczego w Elblągu znalazł się na pierwszych stronach dzienników w całej Polsce, bo takie prozaiczne w gruncie rzeczy wydarzenie,  było medialnym newsem.

W połowie lat 70-tych i na początku lat 80-tych w Elblągu miały miejsce dwa wypadki, w których żołnierze służby zasadniczej wyjechali z koszar na ulicy Grottgera czołgami. Za pierwszym razem był to T34, który stanął w okolicy kina „Syrena”, za drugim T-80. Ale informacji o tej dezercji nie znajdziemy w mediach czy w internecie pomimo, że była o wiele bardziej dla bezpieczeństwa publicznego niebezpieczna. Blokada informacyjna działała i działa nadal i tu są dwie analogie. Pierwsza z nich to fakt, że obaj żołnierze służby zasadniczej nie dostali przepustek na ważne dla nich wydarzenia rodzinne. Druga analogia to ta, że i wojsko i więziennictwo były jednostkami totalnymi.Wojsko zreformowaliśmy i jest to formacja dla zawodowców – więziennictwo zasadniczo się nie zmieniło i nadal opiera się o te sama założenia z lat dawno mienionych, dziedziczone w mentalności i pragmatyce służbowej.


Więziennictwo nie chce zmian i doskonale pokazało to wystąpienie dr Henryka Gawrońskiego. Opracowanie pana doktora postawiło na wprost dwie tezy do funkcjonariuszy Służby Więziennej nie docierające. Pierwsza z nich to ta, że służba więzienna jest usługą publiczną świadczoną… skazanym. Mentalny problem z polskimi więziennikami jest taki, że wcale nie starają się o to by usługa jaką świadczą skazanym i ich rodzinom świadczona była zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami ich klientów. Dla większości z nich alibi do stosowania rozwiązań totalitarnych jest właśnie potrzeba izolacji, którą traktują jako pierwszoplanową. Gradacja celów jaką przedstawił pan doktor w ocenie kryteriów oceny więzień prywatnych pokazuje owe spaczenia zawodowe bardzo dobrze. Drugi element pokazany przez pana doktora to to, że w Polsce nie ma ani jednego prywatnego wiezienia, co pokazuje, że owa sfera usług nie jest służbą publiczną ale sposobem na życie tysięcy funkcjonariuszy służby więziennej i żaden z nich nie ma ani chęci ani zamiaru spotkać się z konkurencją.

 


Co jest ważniejsze od więziennictwa? Leczenie i wychowanie. W obydwu tych działach pojawiła się konkurencja. Wybieramy lekarza rodzinnego i jednostki, w których szukamy specjalistów.

Są też prywatne żłobki,szkoły i uczelnie. Ale w więziennictwie takiej konkurencji nie ma „bo ponieważ” połowa działań aparatu penitencjarnego nastawiona jest na przekonanie społeczeństwa, że skargi skazanych to ich fanaberie, a system wykonywania kar w polskich zakładach karnych jest najlepszy nie tylko na tym świecie ale i na wszystkich światach jakie istnieją.

 

 

Pani Monika Hasić dokonała pięknej prezentacji wielu niebezpieczeństw związanych z internetem. Na „szczęście” polscy penitencjariusze w trosce o ich „bezpieczeństwo” pozbawieni są dostępu do internetu, a większość z nich nawet nie ma dostępu do komputera. Pani Monika Hasić w pewien sposób pokazała, że polscy więźniowie są systemowo „wykluczeni cyfrowo” co stawia pytanie: do życia w jakim społeczeństwie chcą przygotować skazanych polscy więziennicy?

 

 

 

 

 

 

Bardzo interesujące było wystąpienie Bartłomieja Wasiaka, który pokazał problem samookaleczeń, a nawet wymienił jakie to ludzkie potrzeby polskie więziennictwo niszczy. Pytanie czy polscy więziennicy wykład studenta zrozumieją? Raczej nie, ponieważ jak się wydaje, stosownie do swojego postrzegania świata w większości wykład ten opuścili uznając, że nawet doskonale przygotowany student nic ciekawego im nie powie.

 

 

 

 

 

 

Rozwinięciem dyskusji o zadowoleniu klienta był wykład Oskara Sęka mówiący o oprogramowaniu i zadowoleniu klienta z posiadanego oprogramowania. Wiele prywatnych firm bada zadowolenie klienta i traktuje te dane jako wrażliwe i kluczowe. W polskim więziennictwie jest dokładnie odwrotnie – im mniej klient z poziomu świadczonej usługi publicznej jest zadowolony, tym lepiej.

 

 

 

 

 

Na koniec wygłoszono wykład przygotowany przez Wiktorię Wojciechowską i Kacpra Kryża. Autorzy wykładu pokazali kilka zmian jakie zaszły w funkcjonowaniu więziennictwa. jednak wyrażona przez autorów  nadzieja, że wprowadzane reformy przyniosą efekt, jest naszym zdaniem  w znacznej mierze  „życzeniowa”.

 

Jakimi metodami zreformować polskie więziennictwo? Pierwszą z metod jest oczywiście włożenie tam granatu i stosownie do opinii Wojciecha Cejrowskiego w sprawie sądownictwa całą kadrę więzienną „wyrzucić na bruk”. Druga to ewolucja i debata publiczna w sprawie reform – ale na tą, jak pokazała konferencja sami więziennicy absolutnie nie są gotowi. Trzecia opcja to nie robić nic i czekać, aż wielomilionowe odszkodowania dla skazanych odniosą skutek. Nadzieja na to jest jednak płonna i na faktyczną reformę więziennictwa poczekamy zapewne do czasu aż Polacy wyjdą na ulice i powiedzą, że na taki system penitencjarny dalej łożyć nie zamierzają.

U nas stawka, w zależności od osoby, a więc m.in. wieku, ewentualnej choroby czy względów religijnych, wynosi od 4 do 5,70 zł na cały dzień – mówi Piotr Melinis, rzecznik Zakładu Karnego w Gorzowie w roku 2017.

Miesięczne wyżywienie skazanego kosztowało zatem średnio około 150 zł miesięcznie. Ale wydatki na jednego skazanego wyniosły ponad 20 razy więcej bo przekraczają 3000 zł miesięcznie.


W cenie benzyny wynoszącej około 5 zł połowę stanowią podatki i jest to zdecydowanie zbyt wiele.

Porównując owa strukturę z więziennictwem można powiedzieć, że obywatele płacą za za 20-litrowy kanister ,z którego beneficjent otrzymuje jeden litr paliwa, zresztą zdaniem większości konsumentów więziennej „usługi”  – paskudnej jakości.

Ciąg dalszy rodzinnej tragedii z sobotniego ranka. Rodzina ofiary  Jarka Sławka potrzebuje pomocy i szuka świadków zdarzenia oraz telefonu ofiary.

 

„W wypadku zginęła bliska nam osoba. Próbujemy ustalić rzeczywisty i dokładny przebieg zdarzenia. Jest to dla nas bardzo ważne! Prosimy o kontakt wszystkie osoby, które miałyby jakiekolwiek informacje na ten temat. Poszukujemy również telefonu ofiary, który do tej pory nie został odnaleziony. Przewidujemy nagrodę. – 514 183 177 – Michał”  napisała do nas rodzina 49-latka.


Udało nam się ustalić że poszukiwany telefon to Samsung o konstrukcji wzmocnionej – budowlanej.

Poszukujemy aparatu telefonicznego który może być dowodem w sprawie ale przede wszystkim poszukiwanie są świadkowie zdarzenia.

Osoby posiadające psy , sportowcy biegający z rana czy spacerowicze którzy w sobotni ranek mogli widzieć zdarzenie proszeni są o kontakt z rodziną lub z naszą redakcją o ile pragną zachować anonimowość.  Interesują nas relacje naocznych świadków tragicznego wydarzenia. Po kontakcie z pełnomocnikiem rodziny postaramy się udostępnić informacje z akt tego postępowanie w zakresie w jakim nie utrudni to postępowania. Postaramy się też pokazać kim był  Jarek Sławek dla Elbląga i w ilu ważnych sprawach go zabrakło.

 

Kontakt  do rodziny    514 183 177 – Michał

Kontakt do redakcji 690-66-12-96 Redaktor Naczelny Mariusz Lewandowski

Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową to motto tego tygodnia, w którym zbiegły się dwa wydarzenia Jarek Sławek, 24 listopada w sobotni poranek zginął w wypadku drogowym a wieczorem tego samego dnia spotkanie z Krzysztofem Zanussim.

 


Wszystkich zainteresowanych ostatnim pożegnaniem Jarka, który zginął tragicznie 24 listopada, informujemy, że uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w dniu 01 grudnia o godzinie 10:30 różańcem i Mszą Świętą, w Kościele pw. Błogosławionej Doroty w Elblągu, na ulicy Rawskiej 16A. Jarek spocznie na cmentarzu komunalnym Dębica w jego nowej części.

Chcę w imieniu mojej Mamy, Elżbiety Sławek bardzo serdecznie podziękować wszystkim za każdą wiadomość, telefon, myśl, modlitwę, wspomnienie, obecność, pomoc, propozycję pomocy, strach, a także jego brak oraz każdą inną formę wsparcia, która w tej bardzo ciężkiej dla niej chwili jest nieoceniona. NutElka? od mojej Mamy.
Syn Michał.


Kto wie kim, był Jarek Sławek ? Dlaczego Bóg powołał go właśnie teraz ? Dlaczego na Alei Jana Pawła II ? Dlaczego w sobotni poranek ? Dlaczego pod kołami pijanego kierowcy ? Kim był dla swojej żony ? Kim był dla Mężczyzn Boga a kim dla ludzi z Elbląskiej Alphy ?

Zanussi mówił o tajemnicy. Czytając relację, kolegi Gruchalskiego, można by mieć wrażenie, że spotkanie zdominował film „Kler”, ale to nieprawda, bo tematem spotkania była tajemnica świata materialnego skryta między orbitami elektronów i protonów.

Życie mężczyzny jest zawsze zawieszone na włosie jego Anioła Stróża. Chwila nieuwagi, stopa postawiona nie tam, gdzie trzeba, zły człowiek w złym miejscu o niewłaściwej porze i już stajemy, u  bramy  której  strażnikiem jest św. Piotr. Tajemnica okrywa przyczyny, dla których pojawiamy się na świecie i nikt nie wie, dlaczego odchodzimy właśnie tu i właśnie teraz.

Jest jedna rzecz, która pozostaje – pamięć. Ks. Kilianowski mówił, że łatwość korzystania z wszystkich gadżetów powinna nam służyć do zapisywania tego, co jest ważne.

Ale to, co jest ważne, zazwyczaj potrafimy dostrzec, dopiero gdy tego zabraknie. Zupełnie podobnie jest z ludźmi – ich znaczenie widać dopiero po rozmiarach wyrwy, jaka powstaje w naszym życiu po ich odejściu. Dlatego czasami można pokazać tylko to, czego już nie ma.

Dla wielu z nas Zanussi to już tylko producent lodówek. A szkoda, bo to, co chciał pokazać reżyser już z lekka zapomnianych filmów to była próba pokazania tego, czego już nie ma, ale co jednak nadal jest.

Jak zapamiętamy Jarka Sławka ? Kto za rok będzie kojarzył to imię z kitą siwych włosów i szelmowsko uśmiechniętymi oczami za szkłami okularów ?

Elbląg: Jechała 117 km/h, „zebrała” 25 punktów i mandaty, a straciła prawo jazdy

39-letnia kobieta została zatrzymana przez policyjny patrol ruchu drogowego z Elbląga w momencie, gdy „spieszyła się na spotkanie”. Tak przynajmniej tłumaczyła się policjantom. Dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym przekroczyła o blisko 70 km/h, to jednak nie jedyne wykroczenie jakie popełniła. Policjanci zatrzymali kobiecie prawo jazdy.

Było po godz. 8:00 rano, gdy policyjny patrol z Komendy Miejskiej Policji w Elblągu zauważył Honde CR-V jadąca z nadmierną prędkością i wyprzedzającą inne pojazdy w sposób niebezpieczny. Kierująca została nagrana wideorejestratorem w momencie, gdy wyprzedzała inne auto na skrzyżowaniu oraz przejściu dla pieszych, przejeżdżała linie ciągłe na jezdni oraz jechała przez obszar zabudowany z prędkością 117 km/h – w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 50 km/h.

Policjanci zatrzymali ją do kontroli. Od siedzącej za kierownicą 39-latki usłyszeli, że „spieszy się na ważne spotkanie” stąd nadmierna prędkość. Spotkanie z policjantami zakończyło się dla niej „zebraniem” łącznej liczby 25 punktów karnych oraz mandatach karnych w wysokości łącznie 1300 złotych za popełnione wykroczenia drogowe. 39-latce zatrzymano także prawo jazdy za rażące przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w obszarze zabudowanym. Kobieta była trzeźwa.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

 


Od Redakcji: Prosta droga zapewne koło Krasnego Lasu i szybkość zaledwie 117 km/h. Zaledwie bo Honda CRV to bezpieczny samochód klasy średniej i szybkość do 150 km/h to dla niego żadne wyzwania. Problem w tym, że polska nie rozróżnia doświadczenia kierowcy i pojazdy, jakim jedzie, a znaki stawiane są byle jak, byle by życie kierowcy utrudnić. W tym wypadku kara 25 punktów karnych jest chyba przesadzona-bo jak ukarać kogoś, kto jechałby w tym samym miejscu z szybkością 150 km/h na przykład rozpadający się Daewoo Tico ?

Uroczystość otwarcia ronda Obrońców Birczy rozpocznie się 13 października (sobota) o godz. 12.00. 

Organizatorami uroczystości są prezydent Elbląga Witold Wróblewski i przewodniczący Rady Miejskiej w Elblągu Marek Pruszak.

 

Elbląg: sprofanowano tablicę na Rondzie Obrońców Birczy [+FOTO]

Napis naniesiono za pomocą szablonu i farby w aerozolu. Tyle że z autorów żadni malarze, bo mieć szablon i jeszcze zrobić tyle zacieków to sztuka warta paru dni w celi Aresztu Śledczego w Elblągu.

Elbląg: Szukamy świadków kradzieży BMW

Policjanci z Elbląga prowadzą dochodzenie w sprawie kradzieży samochodu BMW serii 7 Long ciemny grafit z 2017 roku. Auto zostało skradzione z posesji przy ul. Szczecińskiej w Elblągu w nocy z 5 na 6 października. Miało poznańskie numery rejestracyjne.

Osoby, które widziały pojazd po tym czasie proszone są o kontakt z policjantem pod nr tel.: 230 16 20.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

Elbląg: Zniszczył drzwi do: mieszkania, windy i klatki schodowej

36-letni agresywny mężczyzna został zatrzymany przez patrol prewencji za dewastację. Agresor odgrażał się policjantom, że zostaną zwolnieni i pójdą „siedzieć”. „siedzieć” poszedł jednak 36-latek gdy sprawdzono go w policyjnej bazie okazało się że jest poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności.

Była godzina 22.00 gdy oficer dyżurny skierował patrol na osiedle Zawada, gdzie do drzwi wejściowych miał dobijać się nieznany mężczyzna. Wcześniej uszkodził on drzwi do klatki schodowej oraz drzwi windy. Policjanci zastali go w momencie gdy uderzał i kopał w drzwi prowadzące do jednego z mieszkań. Chwilę później 36-latek miał już założone na ręce kajdanki. Był on nadal agresywny odgrażał się policjantom i wykrzykiwał że „pójdą siedzieć”. Gdy ci sprawdzili go w komputerowej bazie okazało się że „siedzieć” pójdzie jak na razie on sam. Mężczyzna był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze przestępstwa. Teraz odpowie również za zniszczenie mienia.  

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu  


Od Redakcji – Janusze to specjalny rodzaj ludzi żyjących w innym świecie. Ten Janusz przez jakiś czas pożyje w świecie za kratami. Czy pobyt za kratami czegoś go nauczy ? Wątpliwe, bo mądrość po trzecim kieliszku to odmienny stan świadomości .

Policjanci poszukują sprawcy kradzieży rozbójniczej

Policjanci z Elbląga poszukują mężczyzny, którego zarejestrowały kamery monitoringu podczas kradzieży rozbójniczej w jednym ze sklepów na terenie Elbląga. Policjanci proszą o pomoc w ustaleniu tożsamości mężczyzny.

Zdarzenie miało miejsce 23 stycznia br. około godziny 19 w jednym z marketów przy ulicy Czerniakowskiej w Elblągu. Kamery monitoringu zarejestrowały mężczyznę, który szarpał się z pracownikiem ochrony i wyszedł ze sklepu z butelką whisky. Policjanci prowadzący sprawę proszą o pomoc w ustaleniu tożsamości mężczyzny.

Osoby które rozpoznają mężczyznę, proszone są o kontakt z prowadzącym postępowanie (055 230 16 37 lub 055 230 16 20 oraz 997 i 112). Informacje można też przesyłać za pomocą poczty elektronicznej na adres (policja@elblag.ol.policja.gov.pl).

 Policja zapewnia całkowitą anonimowość.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP w Elblągu

Policjanci podsumowali działania „Prędkość”

Policjanci z Elbląga podsumowali wczorajsze działania o nazwie „Prędkość”. W ich trakcie sprawdzono trzeźwość ponad 200 kierujących. Policjanci mierzyli prędkość samochodów – w 30 przypadkach była ona za wysoka.

Żadna natomiast z mierzonych prędkości nie przekraczała o ponad 50 km/h w ternie zabudowanym. Policanci zatrzymali natomiast 3 nietrzeźwych kierujących. Jednym z nich był sprawca kolizji przy ul. Mickiewicza. 46-letni mężczyzna kierujący ciężarowym kamazem miał w organizmie… ponad 3 promile alkoholu. Zatrzymano mu prawo jazdy.

W miejscowości Zwierzno policjanci z patrolu ruchu drogowego zatrzymali 28-latka kierującego skuterem. W jego przypadku wynik badania to 1,34 promila alkoholu w organizmie.  Mężczyzna dalej już nie pojechał.

Z kolei około 12.15 przy ul. Wybickiego w Elblągu patrol zatrzymał 52-letniego rowerzystę. Mężczyzna był pijany a mimo to jechał rowerem. Wynik badania alkotestem to 2,3 promila. W tym przypadku 52-latek został ukarany mandatem w wysokości 500 złotych. W pozostałych przypadkach sprawcy odpowiedzą za swój czyn przed sądem. Za kierowanie autem w stanie nietrzeźwości grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

Elbląg: Policjanci zatrzymali 24-latka, który przewoził w samochodzie ciało kobiety

Policyjny patrol ruchu drogowego zatrzymał 24-latka, który kierował osobową toyotą. Policjanci w trakcie kontroli odkryli w samochodzie ciało kobiety. Podjęto reanimację i wezwano na miejsce pogotowie ratunkowe. Lekarz stwierdził zgon.

Zdarzenie miało miejsce wczoraj w Kazimierzowie na drodze nr 7 w okolicach Elbląga. 24-latek jechał autem w kierunku Gdańska. Policjanci w trakcie kontroli poczuli od niego zapach alkoholu. Mężczyzna nie zgodził się na sprawdzenie stanu trzeźwości. Podczas wykonywanych czynności policjanci w aucie odkryli ciało kobiety w średnim wieku. Funkcjonariusze podjęli reanimację oraz wezwali pogotowie ratunkowe. Lekarz, który przyjechał na miejsce, stwierdził zgon kobiety.

24-latek został zatrzymany w policyjnym areszcie. Wcześniej pobrano od niego krew do badań. O sytuacji powiadomiono Prokuraturę Rejonową w Elblągu.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy kmp w Elblągu

 

Gdy dzieci wyjadą na wakacje, jesteśmy niegrzeczni – śpiewał Kazik Staszewski. Jak się okazuje, gdy my wyjedziemy na wakacje, też potrafimy być niegrzeczni. W Krynicy Morskiej to nic nowego, tyle że ….

W końcu XX wieku Krynica Morska należała do Województwa elbląskiego i na sezon letni do wsparcia małego posterunku w sennej miejscowości delegowani policjantów z Elbląga.

Wysyłano tam zarówno policjantów umundurowanych, jak i tych nie umundurowanych, a że sezon ma swoje prawa, dzielni funkcjonariusze po służbie bawili się, jak wszyscy inni kuracjusze, no może z drobnymi wyjątkami
Pierwszy z nich był taki, że policjanci raczej nie byli proszeni o uiszczanie opłat. Restauratorzy z zasady woleli „zapomnieć ” o wystawieniu rachunku z dwóch powodów – pierwszy był taki, że policjanci nawet poza godzinami pracy bardzo skutecznie pacyfikowali takie zadymy, drugi zaś taki, że mało kto miał chęć pobierać „haracze” tam, gdzie policjanci byli częstymi gośćmi.

Druga różnica polegała na tym, że uparcie lgnęły do nich kuracjuszki – młode i stare, cnotliwe i te, które wpadały do kurortu zarobić na powabach opalonych na słońcu ciał.

Nie była to służba lekka, ponieważ zdarzały się sytuacje precedensowe i nieprzyjemne. Precedensem było z pewnością zabójstwo ks. Zycha. Obecność w Krynicy Morskiej funkcjonariuszy służb specjalnych wielu krajów nadbałtyckich była rzeczą oczywistą. Czasami bywało tam tak zabawnie, że „tajny agent” widząc, że nabiera wigoru i procentów deponował swoją broń u barmana, a następnego dnia szukał baru, w którym ta na niego czeka, kwitując jej odnalezienie porządnym klinem.

 

https://historykon.pl/11-lipca-1989-roku-na-przystanku-autobusowym-w-krynicy-morskiej-znaleziono-zwloki-ks-sylwestra-zycha/

Krynica Morska ma jedną drogę dojazdową i w wypadku wszelkich większych zadym pierwszą rzeczą, którą zarządzał komendant policji, było ustawienie na niej blokady. Komisariat policji jest około kilometra od wylotu owej drogi z kurortu, więc w trzy minuty droga była obstawiona, a wtedy do poszukiwania zadymiarzy wchodziły na spokojnie patrole, mając pewność, że sprawcy miasta nie opuszczą. I dlatego zadymy z tamtych lat zazwyczaj polegały na tym, że się dwóch górali zwadzonych zalotami do jednej panny spotykało na trawce i ustalali za pomocą tego, co kto miał, jakie są ich wzajemne stosunki. Taka męska wymiana argumentów nie raz kończyła się dozgonną przyjaźnią i pijaństwem po świt, bo nic tan nie cementuje przyjaźni jak wspólnie przelana krew, nawet gdy jest to nasza własna krew.

http://www.dziennikzachodni.pl/wiadomosci/katowice/a/protest-policji-2018-strajk-wloski-i-manifestacja-policjanci-cierpliwosc-juz-sie-skonczyla,13296042/

Czy dziś Policja ma mniejsze zdolności działania, czy też krewcy kuracjusze po prostu nie wiedzieli, że w Krynicy Morskiej nie ma się gdzie ukryć, nie wiadomo? Wiadomo, natomiast że Policja wystawia nieustannie kontyngenty do ochrony manifestacji w Warszawie i poświęca sporo uwagi działaniom opozycji parlamentarnej i pozaparlamentarnej.
Czy osłabia to zabezpieczenie polskich ulic każdy z nas oceni sam a pierwsze wyniki tej oceny pojawią się na urnach wyborczych już 21 października.

 

Szarpał się z ekspedientką, która nie chciała go wypuścić ze sklepu

Policjanci zatrzymali mężczyznę, który próbował wynieść ze sklepu towar o wartości około 80 złotych. Gdy na drodze do wyjścia stanęła mu ekspedientka ten zaczął szarpać się z kobietą, by utrzymać się w posiadaniu skradzionych przedmiotów. Mężczyzna trafił na 3 miesiące do aresztu.

Zdarzenie miało miejsce w połowie lipca tego roku. Kobieta sprzedające w sklepie samoobsługowym zauważyła 30-letniego mężczyznę, który zdejmuje z półek towar i chowa go pod bluzę. Przewidując, że będzie chciał opuścić sklep stanęła mu na drodze i zamknęła drzwi na klucz. To rozzłościło 30-latka. Mężczyzna zaczął szarpać się z ekspedientką, aby utrzymać się w posiadaniu skradzionego towaru i opuścić sklep. W konsekwencji uciekł. Policjanci pracujący nad sprawą ustalili jak nazywa się mężczyzna, gdzie przebywa i zatrzymali go.

Sprawca usłyszał zarzut kradzieży rozbójniczej. Za taki czyn Kodeks Karny przewiduje karę nawet do 10 lat pozbawienia wolności. Mężczyzna został na 3 miesiące tymczasowo aresztowany.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu


Od Redakcji –  łup warto 80 złotych a areszt tymczasowy na 90 dni. Geniusz krewkiego młodzieńca budzi uznanie. Za kradzież wartości 80 zł można go było co najwyżej ukarać grzywną , a za napaść na ekspedientkę grozi mu dziesięć lat za kratami niezbyt miłych  zakładów penitencjarnych. Głupota nie boli ale możemy się założyć że przez pierwsze dwa lata odsiadki delikwent nie raz zapłacze. W tym wypadku głupota boli …

Dobre serce nie wychodzi z mody – policjanci przekazali dzieciom ubrania i zabawki

Spodnie, sukienki, buty i mnóstwo zabawek. Dzielnicowi z drugiego rewiru przekazali potrzebującym dzieciom ubrania i zabawki. Wszystko to dostali od kobiety, która prowadziła wcześniej rodzinę zastępczą. Spotkali ją podczas obchodu. To nie pierwszy raz kiedy policjanci z Elbląga udzielają się dobroczynnie.

Elbląscy policjanci doskonale wiedzą, że powiedzenie „Dobre serce nie wychodzi z mody” jest i będzie aktualne. Starszy aspirant Patryk Kiedrowski i młodszy aspirant Krzysztof Kaszyc to dzielnicowi z drugiego rewiru. Podczas obchodu spotkali kobietę, która przekazała im ubrania i zabawki dla dzieci. Prośba pani, która prowadziła wcześniej rodzinę zastępczą była jasna: „przekażcie panowie te rzeczy potrzebującym … wy będziecie wiedzieli najlepiej komu i gdzie”. Mundurowi zebrali wszystko w 7 wielkich worków, które trafiły do najmłodszych z punktu przedszkolnego przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym nr 1 w Elblągu. Część z nich trafi także do innych placówek pomocowych.

To nie pierwszy raz kiedy stróże prawa z Elbląga niosą pomoc. W ubiegłym roku trzech mężczyzn, w tym policjant z Elbląga (aspirant sztabowy Jarosław Wojtowicz), podjęli wyzwanie przepłynięcia na deskach SUP Kanału Elbląskiego z Ostródy do Elbląga. Wszystko to dla 2 –letniej Mai Miros, która od urodzenia jest niewidoma. Akcja miała na celu wsparcie jej leczenia. Udało się. Rodzice pozyskali fundusze na rehabilitację.

Kolejny przykład ofiarności stróżów prawa z Elbląga prezentuje aspirant sztabowy Radosław Apanowicz. Policjant, który wspólnie z żoną i przyjaciółmi, wspiera najbardziej potrzebujących na terenie miasta i powiatu elbląskiego. Grupa „Oddam Obiad” w której działa, pomogła już niejednej rodzinie stanąć na nogi. Mają jeden cel – niemarnowanie jedzenia i dzielenie się tym czym mogą. Grupa działa na facebooku i zrzesza kilka tysięcy elblążan, którzy dzielą się dosłownie wszystkim.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP Elbląg

 

Jak widać Policjanci nie tylko strzegą i bronią – potrafią też pomagać i wspomagać . Gratulacje

Miasto, w którym żyjemy, jest dziwne. Stany Zjednoczone Ameryki Północnej to kraj który „wysyłał czarnych na wojnę z żółtymi za kraj, który ukradli czerwonym”. Parafrazując ową hipisowską maksymę z lat 70 tych XX wieku, można powiedzieć, że żyjemy w regionie, który Niemcy ukradli Prusom a dali go nam w prezencie Rosjanie, by osiedlić tu Ukraińców.

Na terenie województwa mieszkają przedstawiciele dziewięciu mniejszości: ukraińska, niemiecka, białoruska, rosyjska, żydowska, łemkowska, romska, ormiańska i litewska. Oznacza to, że województwo warmińsko-mazurskie wyróżnia się największą mozaiką narodowościową w kraju. Według spisu narodowego — mniejszości stanowią w naszym województwie 1,1 procent mieszkańców, natomiast zważywszy na dane szacunkowe-blisko 8 procent. Województwo warmińsko-mazurskie wyróżnia się jeszcze tym, że mieszaka tu najwięcej Ukraińców w Polsce. Autor – Warmińsko-Mazurski Urząd Wojewódzki w Olsztynie

W roku 2015 dzień 11 lipca „uczczono” w naszym mieście bardzo nietypowo – na wyspie spichrzów odbyła się impreza „Color Fest” organizowana przez pewnego przedsiębiorcę, który wynajął od Gminy plac i zorganizował imprezę masową dla około 5 tysięcy osób. Ochronę tej imprezy powierzył Agencji Ochrony „Dogmat” i za kilkanaście złotych sprzedawał kolorowe proszki, którymi młodzi ludzi posypywali się nawzajem, słuchając koncertu muzyki rozrywkowej.
Wtedy nikt o ofiarach Wołynia nie pamiętał i nikt z blisko trzydziestki młodych osób zapytanych o to, czy wiedzą co wydarzyło się w 1943 na Wołyniu, nie potrafiło tej daty zidentyfikować. Organizator odmówił uczczenia pamięci ofiar „Wołynia” minutą ciszy, ale nie zapomniał by wydać agencji ochrony polecenia usunięcia dziennikarza z terenu imprezy masowej. Niestety policjanci z Komendy Miejskiej Policji również nie stanęli na wysokości zadania i nie wprowadzili dziennikarza na teren imprezy, uznając, że jest ona „prywatna”. Na marginesie można dodać, że dokładnie tak samo swoje obecne decyzje uzasadnia Straż Marszałkowska, zamykając obywatelom wstęp na teren Sejmu i Senatu.
Zachowanie „agentów” ochrony było nie tylko niegrzeczne, ale wprost pełne pogardy, bo o ile tak naprawdę nie mogli nie wykonać polecenia organizatora, który płacił im za wykonywanie ich poleceń to sposób, w jaki je wykonali, świadczy o ich niskiej kulturze i zupełnym braku poszanowania dla pamięci historycznej. Nie musieli utrudniać nagrań i wywiadów, nie musieli okazywać pogardy wobec trudnych pytań stawianych młodzieży. Podobnie funkcjonariusze Policji zgodnie ze zgłoszeniem imprezy jako masowej mogli wydać właścicielowi i agencji ochrony respektowanie zgłoszenia charakteru imprezy masowej, ale uznali, że nie chce im się tego robić, bo ich zadaniem nie jest respektowanie przestrzegania prawa do wolności pracy dziennikarskiej.

Jednak największą zbrodnią na pamięci okazało się to, co zrobili tak zwani „Elbląscy dziennikarze”. Zawód dziennikarza to misja – w Elblągu nie ma dziennikarzy, a zawód ten wykonują ludzie, zarabiający na życie pisaniem teksów, co z dziennikarstwem niestety, nic wspólnego nie ma. W przeddzień 11 lipca 2015 r. wszystkie elbląskie redakcje i ponad sto innych dostały prośbę o przypomnienie tematu 11 lipca 1943 a publikacji rocznicowej nie opublikował żaden liczący się portal internetowy. Polityka niepamiętania jest więc w Elblągu podstawowym wyznacznikiem tego, co w portalach internetowych jest, a czego nie ma…

11 lipca 2018 r. w 75 rocznice „Krwawej Niedzieli” pod pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego kwiaty złożył i przedstawiciel Prezydenta Elbląga Pana Adam Jocz i Komendant Komendy Miejskiej Policji w Elblągu i Pani Grażyna Kluge Dyrektorka Urzędu Marszałkowskiego Województwa Marszałkowskiego w Elblągu.  Tym razem relację z wydarzenia zamieścili już wszyscy „patriotycznie” nastawieni dziennikarze I oczywiście zapomnieli, że 11 lipca 2015 r. liczył się dla nich wyłącznie proces posypywania się młodzieży barwnikami. O posypaniu swoich redakcyjny głów popiołem oczywiście żaden z przedstawicieli „ dziennikarskopodobnej elyty paraintelektualnej” nie pomyślał.

Czy warto było wtedy w roku 2015 pytać o to, o czym wszyscy chcieli zapomnieć ? Na to pytanie odpowiedzi warto poszukać w niebie, gdzie zapewne jest jakiś „Wołyń” i gdzie ofiary nieludzkich tortur już o swojej męce nie pamiętają, a gdzie winy sprawców przebaczono. Tu po tej stronie tęczy mamy jednak pewne obowiązki, a pierwszym z nich to ten, by o tej zbrodni pamiętać.

ELBLĄG: MIESZKAŁ W PASŁĘKU, A NIELEGALNĄ UPRAWĘ PROWADZIŁ W INNYM WOJEWÓDZTWIE. ZOSTAŁ ZATRZYMANYWspólne działania kryminalnych z Elbląga i z Olsztyna doprowadziły do likwidacji plantacji marihuany na terenie posesji 30-letniego mężczyzny. Nielegalną uprawę policjanci zlokalizowali w okolicach Sierpca (woj. mazowieckie). Do policyjnego magazynu trafiło prawie 180 krzaków konopi indyjskich oraz niemal 4,5 kg marihuany. Wartość czarnorynkowa roślin i suszu to blisko ćwierć miliona złotych. Wczoraj (01.08.2018) na terenie dwóch posesji, należących do 30-letniego mieszkańca Pasłęka, policjanci zabezpieczyli w sumie 178 krzaków konopi indyjskich oraz 4,4 kg marihuany. Dwie szklarnie, w których mężczyzna uprawiał rośliny, policjanci zlokalizowali na terenie działki w okolicach miejscowości Sierpc (woj. mazowieckie). Tam też został zatrzymany 30-letni podejrzany. Kolejne, nielegalne substancje elbląscy policjanci, działający przy tej sprawie wspólnie z kryminalnymi z Komendy Wojewódzkiej Policji w Olsztynie, znaleźli na posesji 30-latka w Pasłęku. Tam kryminalni zabezpieczyli 29 pakunków foliowych, w których była marihuana, środki chemiczne do uprawy roślin, nasiona, a nawet książki o tematyce uprawy konopi. Zatrzymany 30-latek złożył wyjaśnienia i przyznał się do zarzucanych mu czynów. Nie był wcześniej karany. Za usiłowanie wprowadzenia do obrotu znacznych ilości narkotyków i uprawę konopi grozi kara do 12 lat pozbawienia wolności. W tej sprawie policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań. Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP Elbląg
Plantacja

Powrót znad morza zakończony w policyjnym areszcie

Najprawdopodobniej wypity wcześniej przez 36-latkę alkohol sprawił, że nie znalazła ona umiaru w swoim zachowaniu wobec policjantów. Kobieta była wulgarna w trakcie podróży autobusem rejsowym, a podczas policyjnej interwencji znieważyła funkcjonariuszy. Konsekwencją będzie dla niej teraz odpowiedzialność przed sądem. Gdy 36-latka została zatrzymana, miała 1,6 promila alkoholu w organizmie.

Upały w ostatnich dniach dają się wszystkim mocno we znaki. Niektórym chyba bardziej niż innym – szczególnie tym, którzy letni wypoczynek łączą z alkoholem. Elbląscy policjanci zostali wczoraj (01.08.2018) wezwani na interwencję na elbląski dworzec. Tam bowiem, w rejsowym autobusie, miały awanturować się dwie kobiety. Obie wracały do Elbląga z Krynicy Morskiej.

Było po godz. 21:00 gdy patrol pojawił się na dworcu. Kobiety awanturowały się z kierowcą i pozostałymi pasażerami. Nie przebierały w słowach i gestach. 31-latka w związku ze swoim nieodpowiednim zachowaniem została ukarana mandatem za używanie słów wulgarnych. Jej 36-latka nie poprzestała na przekleństwach i zaczęła wyzywać interweniujących policjantów. Kobieta była bardzo wulgarna, a niewybrednych słów używała nie zważając na pozostałych pasażerów i będące obok dzieci.

W konsekwencji została wyprowadzona z autobusu przez funkcjonariuszy i zatrzymana w policyjnym areszcie za ich znieważenie. 36-latkę poddano badaniu trzeźwości. Wynik badania wskazał 1,6 promila alkoholu w jej organizmie. Teraz poniesie konsekwencje swojego zachowania – popełnionego wykroczenia i przestępstwa.   

Zgodnie z art. 141 kodeksy wykroczeń, każdy kto w miejscu publicznym umieszcza nieprzyzwoite ogłoszenie, napis lub rysunek albo używa słów nieprzyzwoitych, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1.500 złotych albo karze nagany.Natomiast na podstawie art.. 226 kodeksu karnego, kto znieważa funkcjonariusza publicznego lub osobę do pomocy mu przybraną, podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

ELBLĄG: 35-LATKA ZATRZYMANA POD ZARZUTEM ZABICIA SZCZENIĄT – ODPOWIE PRZED SĄDEMNawet do 5 lat pozbawienia wolności grozi 35-letniej kobiecie z Elbląga, która jest podejrzana o zabicie trzech nowonarodzonych szczeniąt. Jak ustalili śledczy, kobieta wsadziła zwierzęta do torby plastikowej zaraz po ich pojawieniu się na świecie i wyniosła na łąkę. Tam, na słońcu, pozostawiła je na pewną śmierć. Teraz 35-latka odpowie przed sądem. Jej czyn ma charakter szczególnego okrucieństwa.

Interwencja miała miejsce w miniony piątek (27.07.2018) przy ul. Skrzydlatej w Elblągu. To właśnie tam policjanci zatrzymali 35-latkę, która jest podejrzana o uśmiercenie swoich trzech psów. Kobiecie zarzuca się zabicie szczeniąt, które zaraz po narodzeniu wsadziła do plastikowej torby i wyniosła na łąkę. W słońcu, przy wysokiej temperaturze nie miały żadnych szans.

Sprawa wyszła na jaw po tym, jak pies jednego z mieszkańców przyniósł z pola martwego szczeniaka. Kolejną rzeczą, która zaalarmowała sąsiadów właścicielki psów, był skowyt suki, która je urodziła. Zwierzę wyło, bo szukało szczeniąt. Niestety już bezskutecznie.

Na miejscu policjanci wspólnie z pracownikami OTOZ Animals w Elblągu zabrali Elzę i jej jedyne szczenię, które właścicielka oszczędziła. Teraz są pod dobrą opieką weterynaryjną. Pozostałe, martwe zwierzęta trafiły na sekcję. Lekarz ustali dokładny czas zgonu zwierząt i przyczynę śmierci.

Zatrzymana kobieta złożyła wyjaśnienia i usłyszała zarzuty. Grozi jej kara do 5 lat pozbawienia wolności, gdyż czyn ma znamiona szczególnego okrucieństwa. Nie była wcześniej karana. W tej sprawie policjanci nie wykluczają kolejnych zatrzymań.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP Elbląg

Policja z Radarem

Kierujący jeżdżą za szybko… 10 przypadków „50 plus” – policja zatrzymuje prawa jazdy

Nadmierna prędkość – zabija. Tego zdania są policjanci z ruchu drogowego. Będąc na miejscu wypadku drogowego, z których przynajmniej jeden z uczestników jechał z nadmierną prędkością, trzeba liczyć się z poważnymi obrażeniami a nawet śmiercią – takie są drogowe realia.

Policjanci z Wydziału Ruchu Drogowego Komendy Miejskiej w Elblągu w ciągu minionych trzech dni zatrzymali prawa jazdy 10 kierującym. Wszyscy dopuścili się wykroczenia polegającego na przekroczeniu dozwolonej prędkości w terenie zabudowanym, o ponad 50 km na godzinę.

W czasie weekendu policjanci jeżdżący wideorejestratorem zatrzymali 5 takich kierujących. Swoisty rekord padł wczoraj, gdzie patrol z wideorejejestratora zatrzymał kolejnych 5 kierujących. Rekordzista miał na liczniku 116 kilometrów na godzinę. Jechał z taką prędkością przez Kamionek Wielki. 56-letni mężczyzna został ukarany 400 złotowym mandatem i 10 punktami karnymi.

– Jeżeli chodzi o punkty i ilość wykroczeń to niewątpliwą rekordzistką została wczoraj 34-letnia kobieta – mówi kom. Tomasz Krawcewicz naczelnik Wydziału Ruchu Drogowego KMP w Elblągu. – Kobieta wyprzedzała na przejściu dla pieszych oraz jechała swoją mazdą z prędkością 115 kilometrów na godzinę w miejscu gdzie jest ograniczenie do 50 km/h.

34-latka za popełnione wykroczenia została ukarana mandatami w wysokości 200 i 500 złotych oraz łącznie 18 punktami karnymi. Na 3 miesiące zatrzymano jej prawo jazdy.

Wczoraj zatrzymano także prawo jazdy 52-letniemu motocykliście. Mężczyzna w miejscowości Piastowo poruszał się z prędkością 110 km/h. Czyli o 60 km/h za szybko. Spotkanie z policjantami zakończyło się na 500 złotowym mandacie, 10 punktach karnych i zatrzymaniu prawa jazdy na 3 miesiące.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu  

Gmail

Kodeks Karny to za mało. Czasami na ludzką głupotę warto by było zaserwować pręgierz i chłostę. Pole do popisu dla Policji – odszukać i ukarać. Przykładnie-podając dane i wizerunek tego ponad miarę nieprzystosowane go życia w społeczeństwie osobnika głównie w interesie dziecka, które jak można przepuszczać takie „striptisy” ogląda częściej. Na szczególną uwagę zasługuje ostatnia sekunda nagrania, za którą ów geniusz powinien stracić prawo jazdy na trzy lata.

Przepraszamy za drastyczne zdjęcie, ale takiej piramidy głupoty nie da się przemilczeć, a skomentować zdarzenia słowem kulturalnym, się nie da…

 

Agresywna Nieodpowiedzialność

Zostawili psa w zamkniętym samochodzie, swoim zachowaniem wywołał burzę w internecie …….źródło nagrania: Maciej T.

Opublikowany przez Głos Wojewódzki Poniedziałek, 30 lipca 2018

No to się nam w kraju porobiło – nikt nie wprowadził nawet stanu wyjątkowego, a na ulicy Wiejskiej w mieście stołecznym Warszawa, policja użyła gazu.
Czytając doniesienia z wioski po tytułem Warszawka i oglądając nagrania z tego wydarzenia, naprawdę ma się wrażenie, że polska policja nie potrafi działać formacjami zwartymi.

Rok 1970 Elbląg. Ulica 3 maja /obecnie/ wejście do księgarni book book /obecnie /. Strzały na mieście i kłębu gazu od strony obecnego Placu Konstytucji. Przechodnie płaczą i gubią się w kłębach gazu. Kilku z nich przycupnęło w wejściu do księgarni, obawiając się kul z broni ostrej używanej przez Milicję Obywatelską.

Rok 1983 -w Elblągu funkcjonuje „ Brygada Tygrysów”. Do tej dość specyficznej jednostki zebrano ludzi specjalnych – rozmiarem lub przygotowaniem. Trafiali tam bokserzy, karatecy, sportowcy sportów siłowych. Szkolono ich też bardzo nietypowo – jednym z bardziej karkołomnych zadań był skok z 15 metrów do wody, w której delikwent musiał zdjąć co najmniej ciężkie wojskowe buty, zanim utonął. Zadaniem tej jednostki była czynna walka z demonstracjami – szli na szpicy i za pomocą 45-centymetrowych szturmówek i tarcz robili rozgardiasz, który za pomocą kajdanek i pałek 30 centymetrowych sprzątali szeregowi policjanci, często udzielając pomocy tym, których dosięgły pałki „Tygrysów”.

O tym, co działo się w Gdańsku w latach 1981-1987 nie ma co wspominać, cała okolica Placu Zebrań Ludowych niezależnie od pory roku potrafiła wyglądać jak pole walki, pełne wody od czasu do czasu przemieszanej z krwią. Zapach gazu drażnił czasem jeszcze w poniedziałek.

Rok 1985 – dzień 3 maja, ulica Tysiąclecia w Elblągu. Kilka milicyjnych nysek ze szkoły w Szczytnie krąży pomiędzy blokami. Nagle dach i podłogę jednej z nich przebija rzucony z dachu wieżowca brukowiec. Robotniczy „pocisk” mija nogę jednego z podoficerów o 5 centymetrów…

Rok 1985 -Szczecin. Zwarta formacja milicji utworzyła kordon i stała w gotowości blokując jedną z ulic miasta. Na rozkaz szefa kordon się zwinął – na nieszczęście rozkaz nie dotarł do dwóch młodych szeregowców, którzy nagle stanęli przed tłumem kilkuset rozgniewanych stoczniowców.
Przed linczem uratowała ich szarża plutonu specjalnego, który przytomnie poderwał dowódca. Milicjanci sprintem w pełnym umundurowaniu do zwalczania rozruchów biegli osłonić kolegów. Zdążyli.

Rok 1986 – Olsztyn. Zabawa podczas czyszczenia broni. Jeden z młodych zomowców chciał postraszyć kolegę. Wycelował w głowę i pociągnął za spust. Krew zabarwiła ściany zbrojowni.

Młodzi ludzie tamtych czasów nie pamiętają, starsi się ich wstydzą. Jedni, dlatego że rzucali kamieniami, inni dlatego, że rzucano je w nich.

Czym, przy tych kilku zaledwie zdarzeniach, jest gaz na Wiejskiej Anno Domini 2018 ???

Obywatele RP mają prawo protestować – nie wolno im tego prawa zabierać, ale powoli zaczyna się w tym kraju szerzyć szaleństwo. Gdy dziś ktoś mówi, że policja użyła gazu, to dla ludzi, którzy widzieli Grudzień 1970 i Gdańsk lat 80- tych takie stwierdzenie wydaje się czystym szaleństwem.

 

 

Foto – Cezary Pomykało oraz i.iplsc.com

 Rozbił przednią szybę w autobusie – mężczyzna odpowie teraz przed sądem26-letni mężczyzna został zatrzymany przez policjantów. Kilka dni wcześniej wsławił się tym, że rozbił przednią szybę w autobusie komunikacji miejskiej. Powodem rozbicia szyby była złość na kierowcę, który obudził go pijanego na autobusowej pętli.

Sytuacja miała miejsce w połowie lipca tego roku. 26-letni mężczyzna podróżował autobusem wraz ze swoimi kolegami. Wcześniej wypił kilka puszek piwa. Koledzy wysiedli na przystanku, a 26-latek przegapił ten moment, bo zasnął. Obudził się dopiero na pętli autobusowej. Wtedy też obudził go kierowca i wyprosił z pojazdu. Mężczyzna był zły, a nawet bardzo zły, z tego powodu, że przerwano mu sen. Gdy zauważył, że autobus zawraca podniósł z ziemi znaleziony kawałek drewna i rzucił nim w przednią szybę pojazdu. Kierujący odjechał jednak zauważył chwilę później, że szyba nosi ślady pęknięcia. Wartość powstałej szkody wyceniono na około 8 tysięcy złotych. 26-latka wczoraj zatrzymali policjanci zajmujący się przestępczością przeciwko mieniu. Mężczyzna był już wcześniej notowany i odbywał także karę pozbawienia wolności. Teraz po raz kolejny odpowie przed sądem za zniszczenie mienia. Za taki czyn Kodeks Karny przewiduje karę do 5 lat pozbawienia wolności.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu