Milczące media

Niemy protest polskich mediów związany z zapowiedzią wprowadzenia nowego podatku od reklam stał się faktem. Czy zatem warto tę akcję popierać czy nie?

https://wiadomosci.onet.pl/tylko-w-onecie/media-bez-wyboru-o-co-chodzi-w-akcji/6rphngc

https://www.portel.pl/wiadomosci/list-otwarty-do-wladz-rp-i-liderow-ugrupowan-politycznych/121720

Dawno, dawno temu, w innym życiu, byłem szefem firmy zajmującej się sprzedażą kas fiskalnych. Kasa fiskalna to urządzenie podatkowe, więc i o podatkach trzeba było czegoś się nauczyć. A że firma, którą prowadziłem, znajdowała się w pierwszej dwudziestce w Polsce, Krzysztof Wingert  – późniejszy pierwszy prezez SHARP Polska uznał, że w nasze przygotowanie warto inwestować i szkolenia z zakresu prawa podatkowego prowadziło dla nas dwóch przemiłych urzędników Ministerstwa Finansów gdzie podówczas za wprowadzenie kas fiskalnych odpowiadał wiceminister Witold  Modzelewski. Słuchaliśmy zatem i o podatkach włoskich i o systemie podatku pośredniego w Unii Europejskiej i o tym, jak pewne rozwiązania powinny pewne rzeczy na uwalnianym wtedy rynku towarów i usług stymulować.

O tym, jak owa teoria przystawała do rzeczywistości działania Naczelnika Urzędu Skarbowego w Elblągu i do działań Urzędu Kontroli Skarbowej, którego siedziba jest dziś pusta, napiszę zapewne innym razem, bo to temat rzeka. Nie, przepraszam –  to temat iście oceaniczny i niejeden przedsiębiorca z Elbląga na dnie owego oceanu ludzkiego nieszczęścia legł.

http://m.elblag.net/artykuly/czy-skarbowka-doprowadzila-do-smierci-szefa-szkoly-jazdy,10882.html

Kilka kartek z Elbląga. Zamech po przejęciu przez ABB stał się firmą, którą znaliśmy przez lata pod nazwą ABB Zamech Ltd. Spółka była zarejestrowana w Elblągu i tu płaciła swoje podatki. A że wszelkie kontrole lubiły przytulne i przestronne pokoje na ulicy Stoczniowej, Spółka tak była ich obsługą zmęczona, że na sprawy produkcji turbin, odlewów czy okrętów nie zawsze stało czasu. Za czasów „Szwajcarów” spółka się restrukturyzowała i podzieliła się na cztery zakłady i blisko 500 miejsc powstawania kosztów i miejsc powstawiania przychodów. Faktycznie każda z tych 500 komórek organizacyjnych była małą firmą i to właśnie te małe firmy dały początek spółkom technologicznym, w które kadra inżynierska z czasem w naturalny sposób je przekształciła, inwestując prywatny kapitał, własną pracę i czas. I pomimo, że ABB sprzedało udziały w spółce koncernowi Alstom Power, to ich firmy nadal działały w Elblągu i tu płaciły podatki. Kolejna zmiana właściciela i General Electric niewiele tu zmieniło – ot za ich usługi wystawiane są faktury dla firmy bardziej amerykańskiej niż francuskiej, choć jak mówią niektórzy naiwniacy – kapitał nie ma narodowości.



Foto archiwa zakładowe

Elbrewery Co. Ltd było pierwszą i jak dotąd chyba jedyną firmą, której reklamę można było zobaczyć na ogólnoeuropejskim kanale MTV. Nagranie z Jean’em Reno powalało i sprawiało, że pokochaliśmy nie tylko EB, ale i tego przemiłego francuskiego aktora, którego kariera przeżyła czasy Australijczyków, którzy wtedy w elbląski browar inwestowali. Akcje browaru kupił Haineken tworząc grupę kilku browarów i cała administracja, dla której wybudowano biurowiec stojący przy  Kanale Elbląskim, wyfrunęła do Warszawy. Mój przyjaciel, z którym obijaliśmy się po betonowych płytach ulicy Artyleryjskiej i Czarneckiego sprzedał swój dom i wraz z żoną i dziećmi wyemigrował do stolicy zostając kolejnym „słoikiem”. Ilu jemu podobnych wtedy wyjechało z Elbląga?



Kolejna kartka z Elbląga to Radio EL, które przekształciło się w ESKA Elbląg. Dziś mamy w Elblągu trzy stacje radiowe – Eskę, która kupiła Radio EL wraz z jego częstotliwością, kojarzone z głosem Krzysztofa Jaworskiego, Radio Olsztyn, którym zawiaduje w Elblągu przemiła dziennikarka rodem właśnie z radia EL – Mira Stankiewicz i ostatnie dzieło, w którym pojawia się Sebastian Bona-Kuchejda – Radio Elbląg.

Radio Elbląga nowa stacja radiowa

https://radioelblag.pl/


Jak zatem wobec tej trójki postąpić zamierza Mateusz Morawiecki? Wygląda to mniej więcej tak, że koledze Jaworskiemu jedna dniówka wypadnie, koleżanka Mira dostanie być może jakąś podwyżkę, a Sebastian Bona-Kuchejda wcale tej zmiany nie odczuje ponieważ… jego niszowe radio, niemal w swoim charakterze internetowe, w zasadzie nie ma żadnych reklam.



Logo Radia El

Kilka faktów z życia reklamowego i kilka prawd, o których zapominamy. W cenie każdego produktu, jaki kupujemy poza rzecz jasna tymi, które kupujemy na elbląskim rynku jest cena reklamy. Cenę reklamy pokrywa  producent, importer, albo sprzedawca-importer, który działa na skalę Polski więc zamawia kampanie reklamowe w całym kraju. Ma wówczas do wyboru radio Eska lub radio publiczne, częścią którego jest właśnie radio Olsztyn, znane jako u nas jako „Studio Elbląg”.


Oczywiście mamy w Elblągu możliwość odbierać i inne stacje, ale o tych, jako nieposiadających tu własnych redakcji, zapominamy.
Na dłuższą metę oczywiście Eska będzie musiała ceny reklam podnieść, a Polskie Radio będzie mogło je opuścić. Zmianę tę wymusi właśnie podatek i owa dniówka, którą pan Jaworski stracił. Pani Mira będzie musiała zatem mniej mówić, bo jej ramówkę zacznie wypełniać reklama…
Stacja Sebastiana Bona-Kuchejdy zapewne padnie, bo skoro rolą elbląskich sprzedawców jest już tylko wystawienie towaru na półki to nie są oni zainteresowani tym, żeby produkt reklamować dodatkowo. W efekcie, lokalny handel padnie i pozostanie nam wyłącznie rola konsumenta w sieciach, które po zniknięciu handlu detalicznego szybko podniosą ceny. Rolę gazet przejmą drukowane w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy cenniko-reklamówki, a w radiu i telewizji bloki reklamowe będą obrastały w minuty i coraz bardziej wymyślne koncepcje.

Rynek reklamowy w praktyce


Jest jednak i drugi scenariusz – taki, w którym to co rząd zabierze panu Jaworskiemu, da Sebastianowi Bona-Kuchejdzie w zamian za to, że ten na antenie Radia Elbląg będzie mówił o Elblągu. Rząd Polski składa się z polityków Prawa i Sprawiedliwości więc jest oczywiste, że owo mówienie o Elblągu musi być oczom polityków tej partii bliskie. Co byśmy usłyszeli w Radiu Elbląg, gdyby za relację o mieście płacił Morawiecki? Zapewne usłyszelibyśmy, że likwidacja wyciągu na Górze Chrobrego była konieczna i leżała w żywotnym interesie narciarzy oraz że wiaduktem na Zatorze nie należy się poruszać nawet rowerem, bo konstrukcja wykonana przez niekompetentnych inżynierów właśnie się wali.

Usłyszymy jak to Jarosław Kaczyński kocha Elbląg i że fakt, iż jego rząd nie dał środków na budowę obwodnicy z Łęczyckiej na Królewiecką, jest spowodowany troską o nasze zdrowie dokładnie tak samo, jak wycinka drzew w polskich lasach i puszczach. Usłyszymy też o wyjątkowych kwalifikacjach Rafała Traksa, który od listonosza został, jak słyszymy, kierownikiem jakiegoś działu w elbląskiej Enerdze. I oczywiście nikt nie wspomni o tym, że wiąże się to ze służalczym wprost stosunkiem „młodego wilczka” PiS-u do jego starszego kolegi, wiecznego posła ziemi elbląskiej Leonarda Krasulskiego. Podobne treści za nasz abonament słyszymy wszak w telewizji Jacka Kurskiego już dziś – z tą tylko różnicą, że ostrzeżenia o zawaleniu wiaduktu ogłaszał pierwszy „dożłobowiec” naszego miasta Piotr Opaczewski, który zapewne wraz ze środkami publicznymi za stołem redakcji Radia Elbląg zasiądzie jako czołowy spec od radia i były redaktor Radia EL. Być może do zespołu dołączy i Paweł Kasperczyk, który radio EL jako naczelny ostatecznie pożegnał. A potem mogą dołączyć inni dziennikarze skuszeni stałym etatem i premią od wyniku reklamowego, bo mając zespół redakcyjny i wsparcie publiczne z pewnością nie da się rynku reklamowego odpuścić innym stacjom.



Ceny reklam sprzed pandemii

Wariantów zmian może być oczywiście wiele, ale tak naprawdę nikomu na zmianach nie zależy.
Media zarabiają, a znani aktorzy czy co bardziej znane twarze sceny celebryckiej koszą za reklamy miliony. Warte miliony samochody czy kreacje wysadzane diamentami i słynny czerwony dywan to dziś wyznacznik sukcesu. Nikogo nie interesuje już czy człowiek, którego widzimy na ekranie to człowiek z krwi i kości, czy tylko medialna wydmuszka. Liczy się tylko kariera, a że karierę robi się w stolicy więc każdy dziennikarz marzy by tam właśnie zacząć ją robić. Kamil Durczok jest przykładem tego, że ufamy komuś kto nie istnieje, a Monika Borzdyńska to przykład owej kariery geograficznej, związanej rzecz jasna z wyborczym sukcesem PIS-u, na który bardzo solidnie zapracowała, prowadząc kampanię Jerzego Wilka w roku 2013 gdy, o dosłowny włos, bo różnicą około tysiąca głosów pokonał Elżbietę Gelert w wyścigu do stanowiska Prezydenta Elbląga. W roku 2015 ponowny sukces się jej nie udał i Jerzy Wilk przegrał, a Pani Monika została najpierw pracownikiem Biura Rady Miejskiej, a potem rzecznikiem prasowym PGE Narodowy. Podczas ostatniego spotkania z panią Moniką, w windzie jednej z galerii handlowych, wyglądała jak nastolatka i z trudem ją rozpoznałem wiec kariera w największym polskim obiekcie sportowym jej służy.


Czy zatem opodatkowanie owej Wieży Babel coś da? Podatek, jaki zapowiada rząd jest formą podatku bezpośredniego i przypomina ryczałt. Wielkie korporacje płacą podatki bardzo niskie albo nie płacą ich wcale, również dlatego, że horrendalnie wysokie płace kadry zarządzającej stanowią koszt ich działalności, podobnie jak wydatki na reklamę. Powstają więc dwie klasy – tych, którzy łupią i tych, którzy są łupieni – z tą różnicą, że narzędziem owego łupienia nie jest jak przed tysiącami lat maczuga, ale reklama. To właśnie reklama odpowiada za zmianę naszego sposobu patrzenia na świat i wtłacza nam do głowy myśl, że wyznacznikiem naszej wartości są rzeczy, które posiadamy.
Rynek reklamowy zatrudnia najlepszych grafików i informatyków. Pracę tam znajdują najpiękniejsze kobiety i najprzystojniejsi mężczyźni. I mało kto pamięta, że ich szczupłe ciała to wynik diety i ćwiczeń, ponieważ sprzedają swój wizerunek właśnie po to, by kogoś przekonać, że osiągnie ten sam wynik kupując kolejny suplement diety lub genialny przyrząd gimnastyczny za jedyny milion dolarów.


Trzy lata temu w Elblągu otwarto Lidla. Sekretarz naszej redakcji wysłał na otwarcie naszego kolegę Dawida. Dawid specjalnie ową misją zachwycony nie był, ale nagranie wykonał, łapiąc na nim moment gdy jeden z klientów upada i agent ochrony natychmiast go osłania przed napierającym tłumem. Nagranie pokazało zatem doskonałą pracę ochroniarza, który zachował orientację i wyczucie sytuacji. Jednak nagranie „poszło w świat” jako przykład braku kultury elblążan i trafiło do menu kilku znanych youtuberów. Nagranie ma ponad 42 tysiące odsłon i kiedy zobaczyliśmy co się dzieje i jak jest komentowane, podjąłem decyzję, że kolejnych nagrań z otwarć sklepów nie będziemy realizować.

Dla porównania, wprost genialna wypowiedź pani Eweliny Wójcik na temat akcji sponsorskich  firmy Meble Wójcik ma odsłon…15.


Wniosek jest smutny – reklama niszczy dziennikarstwo bo to, co ważne, znika pod tanią sensacją czy przekazem reklamowym. Liczniki wejść są ważniejsze od tego, co pokazujemy więc pokazujemy wypadki, awantury czy tragedie tylko po to, żeby nabić liczniki wejść. A te z kolei nabijamy, żeby sprzedać na naszych portalach reklamy. Czy zatem warto bronić runku reklamowego? Moim zdaniem nie, moim zdaniem zbyt wiele ważnych rzeczy tracimy, ponieważ przesłaniają je reklamowe banery.
Co jeszcze niszczy reklama ? Chęć do działania. Życie to wybór i codziennie podejmujemy setki decyzji. Jedne z nich warto podejmować, mimo że się nie opłacają, inne się opłacają, ale nie warto ich podejmować . Reklama tworzy złudzenie, że warto robić tylko co się opłaca i jak się coś się nie opłaca to nie warto tego robić. Decyzje zasadnicze to ścieżki, a jest ich wiele. Jedne są szerokie i wydeptane, są na niej stacje postojowe i banery reklamowe. Są tam toalety i krzesełka, są punkty widokowe i campery z hamburgerami. Są i inne ścieżki gdzie są tylko kamienie pot i łzy. Tam czekają nas palce przypieczone linami i groza, że możemy od ściany odpaść. Tam możemy jeść tylko jeżyny, które rosną pod szczytami i pic wodę z potoku. Tam nie jest miło ani wygodnie i nikt nie będzie klaskał, gdy wejdziemy na kolejną skalną półkę. Reklama mówi nam, którymi z nich warto iść i jak nieszczery przyjaciel podpowiada — kup a będziesz kimś, bo będziesz to miał. I to złudne wrażenie prowadzi już drugie pokolenie Europejczyków w objęcia konsumpcji, a kontynent traci potencjał rozwojowy bo coraz mniej z nas wybiera liny, raki trudy wspinaczki, bo po co BYĆ liderem, który przeciera nowe szlaki, skoro można MIEĆ Mercedesa, który jest szczytem marzeń dla wielu właśnie dzięki reklamie .

Misja w lokalnych mediach nie istnieje. W roku 2014 wszystkie lokalne media dostały informację w sprawie imprezy rozrywkowej organizowanej w rocznicę Krwawej Niedzieli na Wołyniu. Ponad sto tysięcy ofiar masakry znalazło swoje uhonorowanie w postaci Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej Polskiej.

Czy zanim Sejm uświetnił ową datę, tak długą nazwą, nie warto było o niej pamiętać? W każdej relacji z imprezy plenerowej na pięć tysięcy osób pojawiały się roześmiane twarze młodych ludzi. Kilkunastu z nich zapytałem o Krwawą Niedzielę i czasem słucham tych nagrań z nadzieją, że dziś już nikt z nich swojej opinii sprzed lat nie powtórzy.


Kilka dni temu media dostały petycję w sprawie środków unijnych z prośbą o jej publikację. Nie opublikował jej żaden z elbląskich portali, a na Portelu znalazło się kilka linijek relacji z posiedzenia komisji i link do mało czytelnej wersji owej petycji.

https://www.portel.pl/wiadomosci/skargi-wnioski-i-petycje-w-czasie-pandemii/121674

O co w tej petycji chodzi? O miliony, jakie tracimy z tego powodu, że organizacje pozarządowe trzymają miliony złotych na nieoprocentowanych kontach bankowych, tylko dlatego nie chcą ewentualnego oprocentowania zwracać do budżetu. Sprawę pokazałem na przykładzie Elbląskiego Stowarzyszenia Wspierania Organizacji Pozarządowych, które tylko w roku 2012 mogło stracić w ten sposób ponad 100 000 złotych. Ile straciło przez 25 lat swojej działalności? Ile takich ESWIP-ów jest w Polsce?

Miliony złotych tracimy na czyimś lenistwie i mediów ten temat wcale nie interesuje, ale gdy pojawia się propozycja opodatkowania ich przychodów, zaledwie 5% podatkiem bezpośrednim, robi się z tego straszny szum.

Konferencja Elbląg Konsultuje – pierwsza prezentacja problemu petycji

Jak ocenić ten protest? Jest to obrona przed cenzurą czy zwykły lobbing? Jedno i drugie, bo nie ma żadnych wątpliwości, że partia władzy chce przejąć władzę w mediach – nie tylko publicznych. I nie ma wątpliwości, że stosuje do tego narzędzia podatkowe. I nie ma wątpliwości, że ma do tego prawo. Problemem jest jednak nie to czy ma do tego prawo, ale, czy jest to sprawiedliwe. Bo jest to kolejny dowód na degenerację partii, która tworzy prawo zupełnie niesprawiedliwe, faktycznie nie obejmując podatkiem globalnych koncernów medialnych jak YouTube, Facebook czy Twitter.

Tak naprawdę to właśnie konkurencja tych potentatów wykończy portale internetowe i ich potencjał reklamowy już za kilka lat i sprawi, że nikt na strony www z informacjami nie wejdzie. Dlaczego? Przyczyną tego będzie to, że na portalach społecznościowych każdy z nas widzi świat, jaki chce widzieć, a na portalach para informacyjnych, ma świat informacji dobranych przez reżysera owego portalu i okraszanych sporą dozą reklam. A reklamy na portalach społecznościowych to nie plansze i banery, ale relacje i informacje podane w formie postów dużo ciekawszych niż produkcje dziennikarskie.

A że złotówki płacone przez nas w systemach automatycznych płatności zasilają skarbiec Wuja Sama i zachęcają go do prowadzenia kolejnych, narodowowyzwoleńczych wojen o ropę czy uran, o tym już nikt nie pamięta…