Pasłęckie Centrum Miłości

Pasłęk to małe miasto pomiędzy Elblągiem, a Ostródą. Nie ma tam wielkich zakładów przemysłowych, a okolica to ubogie tereny rolnicze. Mieszkańcy tego regionu noszą w swoim życiorysie świadectwa pracy Państwowych Gospodarstw Rolnych i tęsknią za społecznym porządkiem Polski Ludowej, która gwarantowała im pracę i dach nad głową. Wielu z nich od ponad ćwierćwiecza nie umie znaleźć się w gospodarce kapitalistycznej i klepie biedę zapijając rozpacz produktami Starogardzkiego Polmosu lub przywożonymi z Kaliningradu butelkami „Stolicznej”.

Życie ludzi w tym zapomnianym przez świat i ludzi regionie nie jest proste, a wybudowane przed kilku laty pole golfowe „Green Valley” niestety nie stało się kołem zamachowym dla turystycznego rozwoju miasta.

Ale jest w tym mieście grupa ludzi tworzących coś, co sławi Pasłęk i Pasłęczan w całej Polsce – małe i leżące na uboczu schronisko dla zwierząt pod nazwą „Psi Raj”.

Dlaczego owo małe schronisko i grupka ludzi wokół niego skupiona ma sławić Pasłęk w Polsce? Czytelnik owego tekstu pewnie popuka się w czoło i zastanowi, skąd takie głupoty znalazły się w głowie autora. I przyznać trzeba, że patrząc na zabłoconą polną drogę, jaka do schroniska biegnie można by było rysować sobie te przysłowiowe kółka na czole i powiedzieć, że tego miejsca nikomu pokazywać nie warto. Ale to nieprawda, ponieważ wbrew pozorom i na przekór warunkom lokalowym schronisko „Psi Raj” jest swoistym Pasłęckim Centrum Miłości.  Pomimo niezbyt przyjemnych woni, jakie zalatują z nieodległej oczyszczalni ścieków, w tym miejscu widać miłość ludzi do zwierząt i widać, jak wielu zwierzętom brakuje miłości człowieka oraz przynależności do własnego stada. I właśnie owa namiastka miłości sprawia, że Pasłęk ma powody do dumy, że są tam ludzie, którzy nie szczędząc sił i pracy starają się pomagać zwierzętom, których życie w tym rejonie zbyt wesołe nie jest.

gallery

Bieda, jaka panuje w regionie niesie za sobą straszne skutki społeczne – jednym z nich jest znieczulica wobec losu zwierząt. Ludzie, których życie nie rozpieszcza i którzy nie zawsze mają co włożyć do własnego talerza, nie zawsze potrafią nakarmić zwierzęta, których życie przypadek związał z ich własnym losem. Ową znieczulicę wzmacnia też promilowa terapia, w wyniku której łatwiej kupić „kieliszek chleba” niż jakieś resztki do psiej miski.

Schronisko ma jednak sukcesy i to sukcesy na skalę kraju, a jeden z takich najbardziej spektakularnych miał miejsce właśnie w sobotę. Wolontariuszki pracujące na rzecz schroniska wydrukowały serię ulotek, na których widnieje mordka psa- Młynka, który w „Psim Raju” spędził pięć lat. Z psami jak z dziećmi – im dłużej przebywają w schronisku, tym bardziej zapominają o życiu we własnym stadzie i tym mniejsze są ich szanse na adopcję.  Młynek nie jest już młodzieniaszkiem, a mimo to właśnie  jego życie się zmieniło.

A odpowiedzią na pytanie, dlaczego „Psi Raj” sławi Pasłęk w Polsce jest fakt, że jego właścicielami od sobotniego południa są Agata i Paweł – para młodych ludzi z Człuchowa. Gdzie leży Człuchów? To miejscowość leżąca w województwie pomorskim, odległa od Pasłęka o około dwieście kilometrów. Ale psy z „Psiego Raju” trafiają i do Gdańska i do Warszawy, a wielu z tych, którzy zwierzęta z tego miejsca adoptowali wspiera schronisko, w którym znaleźli swoich przyjaciół. Szkoda tylko, że wsparcie owo nie starcza na  wszystkie potrzeby, a te zaś w tym biednym regionie wydają się nie mieć granic.

gallery

Kilka dni temu do "Psiego Raju" trafiła suczka z Rejsyt– wsi z nieodległej Gminy Rychliki. Daisy jest młodą matką – ale z jej miotu przy życiu został tylko jeden szczeniak nazwany Buba. Buba jest szczęściarą, ponieważ jej matka została przez właściciela praktycznie zagłodzona. Ale czy jej szczenięta zmarły z głodu, czy z zimna, czy w wyniku starań właściciela, trudno powiedzieć. Tak czy siak  można powiedzieć, że dotąd ważniejsze od wyżywienia Daisy i Buby było zalanie robaka, który toczy umysł i życie poprzedniego „właściciela” obu zwierząt.

gallery

Życie to przyjścia i odejścia. Według tego kalendarza toczy się życie w „Psim Raju” – Młynek znalazł nowy dom, a jego miejsce zajęła Daisy. I tylko nasz pies, który z nami był dziś w Pasłęku, stał się jakoś dziwnie osowiały. Jakoś nadzwyczajnie tuli się do nóg i prosi o trochę uwagi. Czyżby poczuł, jak nieszczęśliwi są jego pobratymcy, których jedyną pieszczotą jest ta otrzymana od opiekunów i czasami od gości schroniska? W schronisku byliśmy może godzinę, ale przywiezione tam dary pozostały. Dary zbierały dzieci ze świetlicy wiejskiej w Suchaczu  wraz ze swoją panią Marleną Szulc. I pomimo, że Suchacz nie jest miejscowością  typowo letniskową,  przedszkolaki zebrały tych darów naprawdę sporo. A przekazanie ich nastąpiło w minioną sobotę, nomen omen – w Światowym Dniu Kota.

gallery

Redakcja od siebie dokupiła spory worek karmy, zakup  której dzięki uprzejmości Salon Psi LUNA  okraszony został sporym rabatem. Właścicielce sklepu, Pani Joannie Świąder  serdecznie dziękujemy za okazane serce przeliczone na kilka kilogramów karmy dla tych najszczęśliwszych z najnieszczęśliwszych czworonogów.

 

 

 

 

 

 

 

Zachęcamy wszystkich naszych czytelników do odwiedzenia „Psiego Raju”, udzielania wszelkiej pomocy i wsparcia na miarę kieszeni i czasu i przypominamy, że nadal trwa akcja 1 %  z podatku. Młynek już w nowym domu, ale jego pyszczek zaprasza do dzielenia się z naszymi braćmi mniejszymi tym, co i tak musimy oddać fiskusowi.