Wynurzenia Weroniki

Weronika Wójcik to bardzo ciekawa postać – była liderką „Grupy Medialnej” i niestety była też powodem jej rozpadu. A dokładnie powodem owego niechlubnego zdarzenia była relacja z konsultacji jednej ze strategii Elbląga. Na czym polegał błąd młodej kandydatki na dziennikarkę ? Na tym, że „stanęła na odcisk” ówczesnego Prezydenta Jerzego Wilka, który przyjrzał się strukturze prawnej owej grupy i stwierdził, że podczas jej prac uczniowie elbląskich szkół nie posiadają żadnego opiekuna, który by nad nimi sprawował opiekę. Możemy się domyślać, że celem Pana Prezydenta było ustalenie, dlaczego Pani Weronika obarczyła go winą za totalne niepowodzenie owych konsultacji, stwierdzając, że była to porażka „Prezydenta Elbląga”.

Owo wydarzenie ma pewne następstwa – pierwszym z nich jest oczywiście pewna animozja pomiędzy Edmundem Szwedem i Jerzym Wilkiem, bo zdaniem Prezydenta komentarz młodej reporterki był wynikiem oszczerczej akcji kierowanej przeciwko niemu przez Edmunda Szweda, który stał się jego konkurentem w Wyborach 2015 i dzięki sukcesowi którego urząd Prezydenta objął Witold Wróblewski.

Trochę mi Elblągu za Ciebie wstyd

Założenie to jest nieprawdziwe – do dziś pamiętam owo spotkanie i moment, w którym Weronika wzięła mikrofon i o kilka metrów od skonfundowanych zerowym zainteresowaniem mieszkańców urzędników wygłosiła  swój mało trafny komentarz.

Dlaczego przywołuję owo zdarzenie, wracając do dzisiejszego tekstu Weroniki ? Bo dziewczyna wreszcie zaczyna rozumieć, że porażka naszego miasta to nie tylko kwestia polityki władz Olsztyna czy Rządu w Warszawie, ale i tego, że powoli gubimy szansę na fajne życie w naszym mieście, bo nie wiemy co się w nim dzieje.

Niestety, problem frekwencji na wydarzeniach organizowanych w Elblągu to fakt materialny, ale i społeczny, a nawet o zgrozo …. polityczny.

Może jestem wiejskim głupkiem, ale nie wierzę, że w ponad stu tysięczny mieście nie ma ani jednego /poza mną i kilkoma kolegami/ zainteresowanych tym, co zostanie wpisane w najważniejszy dokument strategiczny Miasta, jakim jest Strategia Elbląg 2025+.

Nie wierzę, że tylko trzydzieści osób było zainteresowanych spotkaniem z jednym z najciekawszych polskich dziennikarzy Romanem Czajarkiem czy na wydarzenia organizowane przez CSE Światowid.
Antoni Czyżyk jest jednym z najlepszym managerem kultury w Elblągu, a jego zespół potrafi czynić cuda. Niestety na spotkaniu z Panią Aleksandrą Konieczna szału nie było. Czy stało się tak z tego powodu, że spotkanie nałożyło się na konwencję wyborczą Prawa i Sprawiedliwości ?

Niestety chyba nie ponieważ na konwencji, delikatnie mówiąc, tłumów nie było.
Kultura nas nie interesuje , polityką się brzydzimy, a o zapisach strategii nawet nie chcemy wiedzieć – co się da w takim mieście zrobić ?

Odpowiadam – działać. Od owego nieszczęsnego spotkania konsultacyjnego na Zawadzie jest jasne, że coś się w Elblągu zepsuło. Kto za to odpowiada ? Oczywiście Jerzy Wilk ….. W urzędzie miasta są dokumenty archiwalne i być może za kilka tygodni uda się ustalić ile kosztowało elbląski budżet tamto spotkanie konsultacyjne. Pamiętam, że Pani Monika Borzdyńska zadbało o wszystko – i o ulotki wrzucone do skrzynek pocztowych i o plakaty i o posty w Elbląskich portalach …. A więc jednak nie Jerzy Wilk, bo to nie Antonii Czyżyk odpowiada za kiepską frekwencję na spotkaniu z aktorką.

System informacji nie istnieje w naszym mieście, a dokładnie, jest to system dziadowski, Dlaczego jest dziadowski ? Bo jest nieskuteczny… Był nieskuteczny i nadal nie jest najlepszy, ale powoli zaczyna działać.
Poseł Jerzy Wilk kilka tygodni temu na łamach naszego wydania papierowego zaprosił Elblążan do zgłaszania pomysłów na miasto. Wpłynęło ich ponad tysiąc ….

Kilka miesięcy temu w innym wydaniu miesięcznika zamieściliśmy informację o zniżce dla czytelników gazety właśnie w kasie Centrum Spotkań Europejskich na jeden z seansów. Akcja sprawiła, że bilety rozeszły się nadzwyczaj dobrze.

Wydanie lipcowego wydania przyśpieszyliśmy o kilka dni, tylko po to by znalazło się w nim zaproszenie na organizowany przez Concordię festyn rodzinny. O tym, że frekwencja przekroczyła oczekiwania, świadczyły kolejki do stanowisk sportowych zabaw na stadionie na Krakusa.

Ilu z nas, przeglądając internet, ze zdziwieniem dowiadywało się o wydarzeniu, w którym z przyjemnością brałoby udział, gdyby… wiedziało o nim wcześniej ?

A ilu organizatorów wydarzeń widzi pustawe fotele z utęsknieniem czekające  na gości, którzy siedząc w domach, marudzili, że w Elblągu nic się nie dzieje ?

Weronika dorosła i wreszcie zaczyna rozumieć, że coś złego zaszło nie w Ratuszu, ale w całym mieście. Zajęło jej to pięć lat no cóż, proces dorastania nie zawsze przebiega jak burza i ale prawdą jest i to, że do pewnych wydarzeń trzeba nabrać dystansu bu dostrzec te mechanizmy, których na pierwszy rzut oka nie widać. Prawdą jest też to, że żeby pewne rzeczy zrozumieć trzeba mieć kilka próbek, O tym, że coś się w Elblągu zepsuło, chyba wiemy wszyscy. Jedni z nas, próbują coś w tym mieście zmienić, inni pakują walizki i jadą w świat jak Koziołek Matołek szukać swego Pacanowa….