nurkowanie

Szkolenie nurka w latach 80-tych nie było łatwe. Radzieckie reduktory potrafiły na głębokości kilkunastu metrów zamarzać, skafandry były sprzętem raczej ekskluzywnym ,jacket” to była deska z pasami, a trymowanie wyporności odbywało się za pomocą ołowianych ciężarków zaprojektowanych chyba przez samego Jacka Cousteau.

O tym, co przeżywali nurkowie w mundurach wojsk specjalnych, lepiej nie mówić. I nie mówiono o tym wcale, ponieważ, w przeciwieństwie do słynnych amerykańskich „Fok” nasi nurkowie działali w zupełnym milczeniu i w zupełnej ciszy nie tylko dlatego, że otaczała ich woda, ale i dlatego, że o ową ciszę wokół nic dbali specjaliści z wojskowych służb informacyjnych (jakby się one wtedy nie nazywały ) dość ściśle. Powodów było rzecz jasna kilka, ale najważniejszy był ten, że żołnierzy tych przygotowywano do służby najcięższej i najbardziej wymagającej. Desant z pokładu śmigłowca był i jest jednym z zadań typowych dla jednostek specjalnych, ale taki skok dla osoby w półsuchym skafandrze nurka z płetwami i maską oraz dwudziestokilogramowymi butlami to już akrobatyka.  Jednak prawdziwy problem zaczynał się, jeśli pod wodą okazywało się, że reduktor się zacinał, trym nurka wyliczony był na kilka metrów, a w zasięgu wzroku nie było żadnego z kolegów.

Panika to czasem największy wróg żołnierza i podejrzewam, że to z jej powodów każda armia ponosiła największe straty w każdej wojnie. Problem jednak, że paniki ofiar nie widać, panikę nurka widzą zaś jego koledzy. Dlatego do tej jednostki nie kierowano poborowych z przypadku, a i jej kadra dobierana była niezwykle starannie. Dość dodać, że oficerem tej jednostki był Roman Polko, generał dywizji Wojska Polskiego, oficer dyplomowany wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych. Na pierwsze stanowisko służbowe skierowano go do 1 Batalionu Szturmowego w Dziwnowie, a potem dowodził jednostkami wojskowymi: 6 Batalionem Desantowo-Szturmowym, 18 Bielskim Batalionem Desantowo-Szturmowym oraz Wojskową Formacją Specjalną GROM.

Kompania płetwonurków
Pierwszy pluton płetwonurków w Wojsku Polskim był w składzie 26. batalionu rozpoznawczego. W 1. batalionie przewidywano kompanię tej specjalności. Prócz dowództwa (dowódca, zastępca dowódcy ds. politycznych, pomocnik dowódcy ds. technicznych, lekarz, szef kompanii, pisarz, kierowca) miała składać się z trzech plutonów płetwonurków i plutonu zabezpieczenia technicznego. Każdy z plutonów płetwonurków to dowódca plutonu, dwóch dowódców grup, dwóch pomocników dowódców grup, 4 starszych płetwonurków-zwiadowców i 10 płetwonurków-zwiadowców. Jako środki łączności mieli otrzymać 18 radiostacji R-352. Pluton zabezpieczenia technicznego odpowiadał za wsparcie pododdziałów bojowych. Składał się z dowódcy, pomocnika dowódcy – kierownika magazynu, starszego mechanika komory dekompresyjnej, starszego mechanika kontroli sprzętu płetwonurków, dwóch mechaników sprzętu płetwonurków, dowódcę kutra motorowego, kierowcę-starszego mechanika silnika zaburtowego, czterech kierowców-mechaników silnika zaburtowego, kierowcę-sanitariusza. Działania mogli zabezpieczać dzięki: komorze dekompresyjnej, kutrowi rozpoznawczemu SMK-75, 6 łodziami desantowymi z silnikami zaburtowymi, samochodami ciężarowymi i jedną przyczepą do transportu kutra oraz sanitarką.

Przeskoczyć „Dunaj”

Gdy w 1968 r., w ramach operacji Dunaj, na bazie Śląskiego Okręgu Wojskowego budowano armię interwencyjną, jej dowódca gen. Florian Siwicki dostał do dyspozycji dwie jednostki komandosów: 1 batalion szturmowy (1 bsz) oraz 62 kompanię specjalną (kspec.). Ci żołnierze przygotowywali się do walki na tyłach NATO. W czasie wojny 1 bsz, stacjonujący w Dziwnowie, miał działać na rzecz wystawionego przez LWP frontu polskiego. W odległości powyżej 400 km od własnych wojsk komandosi prowadziliby rozpoznanie, dywersję i niszczyli broń jądrową.

Większość żołnierzy obu specjednostek stacjonowała na lotnisku w Hradec Kralowe. Mieli wykonywać działania specjalne, neutralizować wrogą agenturę i chronić mieszkańców współpracujących z interwentami. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna. Brali udział w sianokosach i wykopkach, raz gasili płonącą stodołę. Gdy 7 września na skrzyżowaniu w Jicinie pijany polski żołnierz zabił dwoje Czechów, zranił pięć innych osób, w tym dwóch Polaków, obstawiali pogrzeb ofiar. Dowództwo obawiało się zamieszek, więc w ramach demonstracji siły wysłano pododdział z 1 batalionu.
– „Wśród miejscowych czerwone berety budziły powszechny strach. Dlatego każdy ważniejszy polski dowódca chciał mieć ochronę złożoną z naszych ludzi. Dochodziło do tego, że wyjeżdżający na patrole żołnierze z jednostek regularnych pożyczali od nas berety, bo wtedy miejscowi zachowywali się mniej agresywnie” – śmieje się por. Andrzej Żdan.

W czasie całej operacji Dunaj polscy komandosi nie musieli strzelać. Na skutek nieostrożnego obchodzenia się z bronią zginął młody żołnierz z Dziwnowa. Szeregowy z Bolesławca został zaś postrzelony przez bawiącego się kałasznikowem żołnierza Wojskowej Służby Wewnętrznej. – Po obiedzie nad stawem mył menażkę. Z odległości 200-300 metrów dostał w pachwinę. Wtedy pierwszy raz w życiu widziałem dziurę po kuli, która przeszła na wylot. Chłopak leżał w kałuży krwi. Po trzech tygodniach wyszedł ze szpitala. Komisja lekarska odesłała go do cywila – opowiada sierż. Jandeczko.
Powstanie Formozy poprzedziło utworzenie w etacie Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP (OSNiP WP) w Gdyni – Zespołu Badawczego ds. Płetwonurków Morskich. Zespół, którego pierwszym dowódcą został kmdr por. Józef Rembisz, powstał z dniem 01.10.1973 roku na mocy zarządzenia szefa Sztabu MW nr 051/Org. z dnia 17.12.1973 roku i wcześniejszego wykazu zmian wydanego przez pierwszego zastępcę szefa Sztabu Generalnego WP. Zespół ten liczył 9 etatów. Równolegle trwały dalsze prace planistyczne. Zarządzeniem szefa Sztabu Generalnego WP nr 007/Org. z dnia 19.01.1974 roku w sprawie wprowadzenia do realizacji planu zamierzeń organizacyjnych Sił Zbrojnych PRL na lata 1974-1975 – na drugą połowę 1975 roku zaplanowano sformowanie Dywizjonu Specjalnego Płetwonurków w Gdyni. Etatowo dywizjon na czas pokoju miał składać się ze 100 żołnierzy (20 oficerów, 10 chorążych, 30 podoficerów i 40 szeregowych), a na czas wojny powiększać się do 239 żołnierzy (20 oficerów, 47 podoficerów i 172 szeregowych).
Prace koncepcyjne nad powstaniem dywizjonu były już na tyle zaawansowane, iż szef Sztabu Generalnego WP wydał zarządzenie nr 037/Sztab z dnia 06.07.1974 roku w sprawie organizacji i przeprowadzenia kursu działań specjalnych. Kurs ten miał na celu przygotowanie kadr dla organizowanego Dywizjonu Działań Specjalnych Płetwonurków MW oraz doskonalenie oficerów jednostek specjalnych. Planowany był na okres od 15.10.1974 do 30.11.1974 roku na bazie 1. Batalionu Szturmowego w Dziwnowie (praktyczne działanie grup specjalnych) oraz szkoleń w Warszawie i Gdyni. Wybór batalionu w Dziwnowie nie był przypadkowy, ponieważ była to najważniejsza i największa ówczesna jednostka specjalna w WP i w swoim składzie miała kompanię płetwonurków.

https://forum.dobroni.pl/f/1-batalion-szturmowy/48602

Jak działa „Formozawiemy. Dziś nikt nie kryje jej istnienia, a jej oficerowie często biorą udział w pokazach i prezentacjach. Dysponują najnowszym światowym sprzętem. A o ich poprzednikach milczano również dlatego, że szkolono ich na sprzęcie armii NATO i również tym zdobytym w Wietnamie. Walki wręcz uczyli ich też oficerowie z Korei. Ale o szkoleniu wojsk specjalnych w walce wręcz napiszemy innym razem i być może pokażemy słynne 47 metod, jakimi żołnierze „Specnazu” potrafią zabijać saperką, która w przeciwieństwie do „Kałacha” nie zacina się niemal nigdy. W „Specnazie” owo „niemal” czasem stanowi o życiu….

https://formoza.wp.mil.pl/pl/

Ochotnicza Straż Pożarna-Ratownictwo Wodne w Elblągu będzie obchodziło XXX lecie swego istnienia. Początek nie był łatwy, ale i dziś Straż Podwodna nie ma lekko. Prezydent Elbląga stara się jak może, a jak nie może, to szuka wsparcia na zewnątrz. Niestety, jak wszyscy pasjonaci, nasi nurkowie słabo się promują a ich pracy nie widać na co dzień, a szkoda.
Organizacja to nie tylko praca ratownicza to szkolenia nurkowe, a to, że szkolenie szkoleniu nierówne wiemy wszyscy. Patent nurka można zdobyć podczas kilkudniowego wyjazdu na wczasy, ale wśród podwodniaków tacy „nurkowie” budzą uśmiech rozbawienia i obawy o to, że za chwilę spanikują”. Szkolenia organizowane przez Straż Pożarną to nie weekendowe zaliczenia na patent, ale poważna praca nad zdobyciem przez kandydata umiejętności zachowania się pod wodą w każdej sytuacji i ten, kto chce spędzać pod powierzchnią wody trochę więcej czasu niż minuta, powinien zainwestować nie tylko w aparat i płetwy, ale i we własne przygotowanie.

Ratownicy z Elbląga mają kilka problemów, pierwszy z nich to samochód, a drugi o wiele poważniejszy, to sprężarka. Kiedy przy zawodowej straży pożarnej powstała sekcja ochotnicza nurkowie dostali sprężarkę, która była wtedy jedynym takim urządzeniem w Elblągu. Mieszanki powietrzne to jedno a skompresowanie zwykłego powietrza atmosferycznego to drugie. Nurek nie zawsze może oddychać powietrzem, jaki nas otacza i dlatego sprzęt do napełniania butli to najważniejszy element zaplecza sprzętowego nurka i na nic zdadzą się łodzie i akwalungi, gdy w butlach zabraknie odpowiedniej mieszanki.

Ratownicy, jadąc na akcję, nie wiedzą ani ile ona potrwa, ani na jakiej głębokości będą musieli pracować. Dzięki skafandrom mogę pracować pod lodem, ale po wyjściu z wody muszą mieć czas i miejsce na odpoczynek i dlatego porządny pojazd jest im niezbędny.

Elbląscy podwodniacy to marka sama w sobie – widzimy ich głównie, gdy Elbląg zaczyna zalewać woda, ale ich praca to nie praca przy ochronie miasta przed powodzią, ale walka z żywiołem i o czym wielu z nas nie pamięta trudny obowiązek poszukiwania ciał tych, których życie zakończyło się w wodzie.

Woda nie zawsze oddaje ciała i nie zawsze łatwo je odszukać. Za kilka miesięcy zacznie się akcja 1%. Postaramy się przypomnieć Elblążanom te organizacje, które warto owymi środkami wesprzeć i już dziś zachęcamy do wsparcia tych ludzi, którzy gotowi są nieść nam pomoc tam, gdzie sami sobie nie radzimy.

Dla elbląskich ratowników podwodnych dedykujemy jedną z najpiękniejszych szant – Monę opowiadająca właśnie o tym, czym jest ratownictwo wodne i skąd się wzięło.