ESWIP

Przeczytałem poglądy czterech uczestników debaty i przyznam się, że niewiele z mądrych twierdzeń do mnie dotarło. Dziwi mnie jednak, że żaden z przedmówców nie pokusił się o faktyczną analizę procesów, jakie w Polsce zaszły i nie wpadł na pomysł zdiagnozowania przyszłości współpracy samorządu z NGO-sami. Jak na prowincjusza i profana przystało, postaram się zatem na konkretnych przykładach w debatę włączyć.

Pierwszy proces, którego szanowni przedmówcy nie dostrzegli to postęp techniczny, który sprawia, że coraz mniej pracujemy, a coraz więcej czasu mamy dla siebie. Efektem tego procesu jest i to, że spada zatrudnienie w przemyśle i usługach co powinno sprawiać, logicznie rzecz biorąc, że powinno rosnąć  bezrobocie. Cud gospodarki XXI wieku polega na tym, że bezrobocie nie rośnie w krzywej proporcjonalnej do uprzemysłowienia czy robotyzacji przemysłu. Skąd ten paradoks? 

Moim zdaniem właśnie owe przerosty administracji są tym, co kompensuje spadek zatrudnienia w twardej sferze produkcji i usług, tworząc wokół nich swojego rodzaju administracyjną otulinę. Przykładem na to, że owa otulina powstaje są choćby rozwijające się coraz wyraźniej biura rachunkowe, które stają się swego rodzaju przeciwnikiem dla administracji skarbowej czy molochów ZUS-u. Powstaje zatem nowy rynek dla usług organizacji pozarządowych, traktowanych przez fiskusa z większym przymrużeniem oka. I rosną jak grzyby po deszczu organizacje nastawione w zasadzie na podtrzymywanie własnego trwania, dla których misją nie jest już rozwiązywanie problemów obywateli, ale rozwiązywanie ich własnych problemów kosztem obywateli. I ta grupa zawodowych działaczy społecznych oddaliła się od spraw zwykłych ludzi mniej więcej tak, jak wypowiedzi przedmówców odeszły od faktycznych problemów sektora małych organizacji pozarządowych, których działacze nadal wkładają w to co robią nie tylko serce i czas, ale i własne, ciężko zarobione pieniądze. I co gorsza to właśnie takie organizacje przegrywają z zawodowymi organizatorami aktywności społecznej na każdym torze wyścigu jakim jest, mimo wszystko, kapitalizm. Nikt nie liczy się z głosem  trzy- lub pięcioosobowych stowarzyszeń zwykłych i wymykają się one zupełnie z pola widzenia samorządu, a ich miejsce w debatach z administracją samorządową zajmują właśnie profesjonaliści, którzy z działalności społecznej uczynili swój zawód – i to zawód dobrze płatny.  

Mamy zatem dwie zupełnie różne sfery działalności organizacji pozarządowych – tą od 8.00 do 15.00 i tą czynną całą dobę. Ta pierwsza przypisuje sobie wszystkie zasługi, jakie wypracowywuje ta druga i jednocześnie jak wampir wysysa z wszystkich możliwych źródeł finansowanie, produkując pięknie wyglądające raporty z działań zupełnie nieskutecznych i społecznie niezauważalnych. I jak lód na jeziorze dusi ryby, tak duże organizacje niszczą te małe.  Z kim zatem owo mityczne państwo ma zwierać sojusze i z kim negocjować swoje polityki skoro pasjonaci tego co robią w czasie pracy urzędników zajęci są własną pracą zawodową, a gdy już się za swoje pasje biorą to urzędnicy właśnie zażywają błogiego odpoczynku?

Ostatnio podczas jednego ze szkoleń mówiono o rytmach biologicznych członków zespołu – o ile sektor administracji nie zgra swego rytmu biologicznego z sektorem małych organizacji pasjonatów, to ten ostatni skazany będzie na kontakt z profesjonalistami, którzy o misji i pasji dawno zapomnieli i wyżej sobie stawiają mierzalne efekty projektowe niż niemierzalne efekty społeczne.

W roku 2012 miąłem przyjemność zostać członkiem grupy referendalnej, która w roku 2013 doprowadziła do odwołania władz Elbląga. Gdy na początku owej akcji poprosiliśmy o pomoc i wsparcie dumnie puszące swoje potężne torsy organizacje pozarządowe z Elbląga to pomocy udzieliła nam jedna z nich. Warto się zastanowić jaki jest poziom oderwania organizacji pozarządowych od spraw obywateli skoro, przy takiej reakcji  środowiska rzekomo najbardziej aktywnych obywateli, cel akcji referendalnej jednak zrealizowaliśmy.

Owo oderwanie od rzeczywistości doskonale widać w finansach organizacji pozarządowych. Nie jest prawdą, że delegowanie zadań organizacjom pozarządowym obniży koszty ich realizacji – tu z pewnością pan Borys Budka odleciał od realiów w świat fikcji. Raport NIK dotyczący ESWIP-u za rok 2007 pokazuje, że już wtedy, uwaga – 15 lat temu – 2 osoby zatrudnione w ramach projektu osiągały dochody powyżej 5 tysięcy złotych tylko z tego jednego projektu. Dla porównania, obecna płaca Prezydenta Elbląga to 12 tysięcy złotych.

Mit o tym, że działacze organizacji pozarządowych wykonują zadania publiczne taniej jest zatem bajeczką dla mało rozgarniętych dzieci. Dowodem na degenerację środowiska zawodowych działaczy społecznych jest i drugie ustalenie zawarte w tym samym protokole z kontroli tego samego projektu – jeden z członów  EWSIP-u, obecnie zajmujący stanowisko członka komisji rewizyjnej, w ramach działalności gospodarczej wystawił stowarzyszeniu rachunki na kwotę ponad 10 000 zł za przeprowadzenie dwóch szkoleń. O  czym zatem świadczą owe dane? Otóż o tym, że zawodowi działacze społeczni stali się rekinami finansjery i inkasują publiczne środki o wiele skuteczniej niż kadra urzędnicza.

Ilu urzędników samorządowych dziś pobiera kwotę 5000 zł? Na jakim stanowisku takie apanaże przysługują i jaki jest zakres odpowiedzialności tak opłacanego urzędnika?

Jest i druga przyczyna degeneracji środowiska zawodowych działaczy społecznych – nie tylko ta, że poddają się pokusie wyprowadzania ze swoich organizacji środków publicznych ale i ta, że czynią to pod pozorem niezależności swoich organizacji. A bezkarność owa wynika z tego, że nikt ich pod względem racjonalności podejmowanych działań nie kontroluje…

Pismo, jakie dostaliśmy od Naczelnika Urzędu Skarbowego w Elblągu poraża – organizacja obracająca milionami nie była nigdy przez organ podatkowy kontrolowana. Ale jest w owym piśmie rzecz o wiele bardziej niepokojąca, wynika bowiem z niego, że organ podatkowy wcale nie jest uprawniony do kontrolowania celowości wydatków organizacji pozarządowej.  I mamy tu, jak się wydaje, ogromną lukę w zakresach kontroli, która sprawia, że faktycznie organizacje pozarządowe są jedną wielką czarną dziurą, w której znikają miliony złotych przekazywane przez Skarb Państwa ale i miliony euro przekazywane przez Unię Europejską.

No i pomyślcie Państwo – jak tak uprzywilejowane organizacje są  postrzegane przez przedsiębiorców, których urzędnicy skarbowi rozliczają z każdej zakupionej pary butów i każdej zakupionej ryzy papieru? Pan Cezary Mierzejewski pisze o wydatkach samorządu na poziomie 1 % wydatków. W Elblągu owa kwota to siedem i pół miliona złotych czyli około półtora miliona euro. Czy ktoś racjonalnie myślący pozwoli, by takie kwoty były wydatkowane bez kontroli? A jednak  polski system prawny na to pozwala, ponieważ kontrola finansów organizacji pozarządowej jest cząstkowa – to znaczy, że każdy z grantodawców kontroluje tylko środki przekazywane na realizację jego zadania, a żaden organ nie kontroluje całości działań organizacji pozarządowej we wszystkich aspektach jej funkcjonowania. I jak w takiej sytuacji mówić o „rozsądnym zysku” skoro ten zysk znika w rozdmuchanych płacach czy wydatkach, które dobrze wyglądają tylko dla tego, kto środki publiczne inkasuje na swoje firmowe konto?

„Wszystko to spowodowało popadnięcie w rutynę powielania istniejących działań i przyjmowanych jako „daninę” zobowiązań ustawowych, zamiast realizacji realnych potrzeb społecznych”. Ta opinia pana Cezarego to esencja z kwintesencją i doskonałe podsumowanie całości jego wypowiedzi. 

W głosie Zbigniewa Wejcmana padło stwierdzenie, że „Obecnie mamy już wdrożony mechanizm rozliczania zadań nie po kosztach, ale zgodnie z rezultatami merytorycznymi. Powoli uda się przejść na rozliczenie ryczałtowe i większość biurokratycznych barier zostanie zniwelowana”.

Nie wiem, skąd autor ową konstatację zaczerpnął, dam zatem konkretny przykład – oczywiście z lokalnego podwórka. ESWIP wybudował „Dom pod Cisem” zwany w publikacjach autorów projektu domem spotkań sąsiedzkich. Dom funkcjonuje w godzinach od 8.00 do 16.00 i gdy mieszkańcy najbardziej wykluczonej dzielnicy Elbląga – Zawodzia wrócą do swoich domów i zjedzą obiad, mogą  co najwyżej pocałować klamkę domu, który w zamyśle miał im służyć. W soboty i niedziele oczywiście Zawodzianie mogą się ze sobą spotkać… na przystani kajakowej lub we własnych ogródkach bo dom spotkań sąsiedzkich jest wtedy nieczynny. Budowa owego obiektu kosztowała ponad trzy miliony złotych – oczywiście ze środków publicznych bo składki członkowskie członków ESWIP-u w ostatniej dekadzie wyniosły mniej niż miesięczne wynagrodzenia jednego z pracowników owej instytucji w roku 2007 w ramach FIO.

Jak zmierzyć zawód mieszkańców dzielnicy? Jak zważyć ich poczucie, że zostali przez ESWIP oszukani i że pod pozorem działania dla nich, jedna z największych organizacji pozarządowych w regionie zrobiła coś tylko dla siebie? Co jest miarą owego rozczarowania i jak poczucie, że potraktowano ich przedmiotowo, zmienić? Czy ci ludzie jeszcze zaufają jakiejś organizacji pozarządowej?

Natomiast zupełnie nie zgadzam się z  Andrzejem  Mikołajewskim, szczególnie z tezą, że prywatna służba zdrowia stanęła, co ma dowodzić jak rozumiem, że „System oparty na logice zysku nie wytrzymuje chwil próby, gdy nagle widoczna gołym okiem staje się potrzeba interwencji państwa, nie jest przygotowany na pełnienie usług również wtedy, gdy nie można na nich zarobić”. Trudno zrozumieć, co autor miał na myśli i jaką prywatną służbę zdrowia ma na myśli. Jeśli, zdaniem autora, ową prywatną służbą zdrowia są lekarze rodzinni finansowani z naszych składek, to gratuluję dowcipu. Otóż nie znam ani jednego prywatnego zakładu leczniczego, który z powodu pandemii zaprzestał pracy. Prywatni dentyści nadal przyjmują, przyjmują też wszystkie prywatne gabinety lekarskie. Problem w tym, że lekarze rodzinni są niepubliczni tylko z nazwy ponieważ są finansowani z danin publicznych i fakt, że ten sektor paraprywatnych usług medycznych okazał się niewydolny dowodzi tylko tego, jak nieracjonalny jest system finansowania tych instytucji. Natomiast zgadzam się z myślą autora o konieczności reformy systemu podatkowego, ukrytą miedzy wierszami jego opinii. Moim zdaniem, reforma ta powinna iść w stronę jednoprocentowego podziału zobowiązań podatkowych i delegowania podatnikowi decyzji, które zadania chce finansować ze swoich podatków. Problem jednak w tym, że organizacje, które już zaufania publicznego nadużyły rujnują opinię środowiska, a poprawa jego wizerunku może trwać całe lata.  

Najbliższa memu sercu jest wypowiedź Hanny Frejlak. Jestem z pokolenia tych, którzy w młodości brali udział w akcji „Niewidzialnej Ręki” więc i jej widzialna odsłona musi rodzić sympatię. Ale ważne jest i to że autorka opisuje konkretne działanie – widzialne i mierzalne, ale co ważniejsze, oczywiste wydaje się poważanie sukcesu akcji z samoorganizacją.  I tu wracamy do początku mojej wypowiedzi – samoorganizacja to małe grupy społeczników działających poza godzinami pracy bez centralnego sterowania i struktur.  Czy zatem nadchodzi czas stowarzyszeń zwykłych?

Ci z nas, którzy pamiętają dzieło Stanisława Lema „Niezwyciężony”, wspomną zapewne na Astrogatora Horpacha, który starł się z siłą, która unicestwiła „Kondora”. Owa siła zdolna pokonać gwiezdny krążownik to chmara metalowych owadów, które potrafiły organizować się w dowolne struktury. Może zatem pora budować chmarę małych stowarzyszeń i ich kolektywami zastąpić wszystkie bezradne rady od szczebla gminy do szczebla kraju, nieradzące sobie z własnymi problemami?

Sfera budżetowa podupada. Ponad sześćdziesiąt milionów złotych, które Gmina spłaciła w latach 2014-2018 nie obyło się bez obniżenia płac urzędniczych. Ale nie tylko – na tym samym koniu co urzędnicy Ratusza, jadą pracownicy MOSiR-u, spółek miejskich czy pracownicy administracyjni szkół czy szpitali.

Ale są i takie zawody. których płace reguluje ustawa czy rozporządzenia, które prezydent Elbląga ma jedynie wykonywać. I tak oto powstają „ nierówności kapitalizmu wczesnego” polegające na tym, że nauczyciele dostają podwyżki przewidziane na rok 2019 w skali około 5 %, a pracownicy samorządowi muszą się oblizać „tortem” zaledwie 3%. Ów tort to niestety w zasadzie inflacja, jest więc taki paradoks, że pracownicy Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w zasadzie nie dostają żadnych podwyżek, a pracownicy wielu organizacji pozarządowych, fundacji czy stowarzyszeń lekką ręką biorą po kilka tysięcy złotych za pracę dużo gorszej jakości niż urzędnicy.

 

Powód takiego stanu rzeczy jest prosty – płace w sferze budżetowej są określone, a wszelkie premie i dodatki wypłacane tylko wtedy gdy dana jednostka ma sukcesy, a i to niestety nie zawsze. Pracownicy MOSiR-u to spora rzesza ludzi, którzy czasami dokonują cudów. Dni Papieskie w roku 2018 były najlepszą chyba edycją tej imprezy od wizyty papieża Jana Pawła II w Elblągu i pomimo kilku drobnych technicznych usterek wypadły świetnie, budząc u uczestników niezapomniane emocje podgrzane pełnym słońca głosem Eleni.

Ale już mało kto wie, że następnego dnia rano, w miejscu gdzie stały rzędy krzeseł, odbywał się mecz siatkówki – całkiem zresztą emocjonujący. Andrzej Bugajny wie jak ciężko pracują jego ludzie, problem jednak nie w tym jak ich pracę ocenia, ale jak może ją wycenić ponieważ dysponuje określonym budżetem. Nie jest też tajemnicą, że decyzją radnych Prawa i Sprawiedliwości ponad 600 tysięcy zł przekazano z budżetu promocji miasta na program Elblążanin Plus co płacom pracowników MOSiR-u wzrosnąć nie pomogło.

Zdaniem posła Jerzego Wilka szans na wyrównanie przez rząd dotacji oświatowej nie ma. Nie ma więc szans na dziesięć milionów złotych, które zdaniem Michała Missana powinny zostać przeznaczone na podwyżki płac urzędników.

 

Ale o płacach pracowników pomocy społecznej można inaczej – oto pytanie w tej właśnie sprawie do uczestników konferencji na temat ekonomii społecznej…

 

 

 


Elbląskie organizacje pozarządowe to starannie przemyślana sitwa wzajemnych powiązań -mówią jedni, grupa ludzi aktywnych – argumentują drudzy. Tak czy siak, środowisko to dzieli się, jak każde, na pasjonatów chcących działać dla innych i kunktatorów chcących ze środków publicznych uwić sobie gniazdko i zostać zawodowymi społecznikami.

Przed nami nowa kadencja samorządu – po raz pierwszy będzie to kadencja pięcioletnia i to chyba czas odpowiedni do tego, by oddzielić działania pasjonatów od synekur, w których za wspólne pieniądze rozgrywa się własne interesy i interesiki.

 Na początek zaczniemy od głowy, którą w Elblągu tworzy tak zwana Rada Elbląskich Organizacji Pozarządowych. Rada, jak wynika z jej strony, posiada Statut. Ale czy jest on zgodny z prawem? Otóż niekoniecznie, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, jego treść pochodzi z roku 2007, a ile razy się w tym czasie zmieniła ustawa o organizacjach pozarządowych, nie wie pewnie i sama kancelaria Sejmu. Aktualizacja  statutu z roku 2016 była zaś byle jaka.

Drugi to to, że prawdopodobnie nawet w roku 2007 nikt tego Statutu nie sprawdził i w ten oto sposób powstało swego rodzaju koło wzajemnej adoracji, przeznaczone tak naprawdę… do kantowania organizacji pozarządowych złożonych z pasjonatów i nie posiadających zawodowej reprezentacji.

 Jak się owo kantowanie odbywa? Otóż owa Rada składa się właśnie z zawodowych społeczników i jak na zawodowców przystało, dba głównie o to by na opłacenie etatów zawodowców były środki publiczne. A co zrobić żeby wybory do Rady odbyły się w sposób odpowiedni i wybrano jak zawsze tych, których wybrać należy?

Rada od lat stosuje dwa niezawodne patenty – pierwszy z nich to termin, w którym spotkania, narady i wszelkie wybory się odbywają. Nawet posiedzenia samej Rady odbywają się w dni robocze przed południem co oznacza, że nikt, kto zawodowo nie utrzymuje się z pracy społecznej w ich pracach udziału brać nie może. Są oczywiście emeryci czyli ludzie, którzy aktywność zawodową zakończyli i faktycznie to ich głosami w większości owa Rada bywa wybierana. Ale poza spotkaniami, na których jest darmowa kawa i ciasteczka, emerytów za wielu nie ma, jest więc tak, że Rada w zasadzie robi co chce i nikt niczego jej zrobić nie może „bo ponieważ” w jej Statucie nie ma ani drogi odwoławczej od jej decyzji ani drogi sądowej do jej rozwiązania.

 Komunistyczna Partia Towarzysza Kolińskiego żąda od lat rozwiązania Obozu Radykalno-Narodowego, nazywając jej członków faszystami, a ich ideologię faszystowską.

  Na ile spadkobiercy komunistów mogą krytykować faszystów? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam, jest natomiast faktem, że delegalizacji ONR nie ma i zapewne nie będzie, ale sąd, który ową organizację zarejestrował, wnioski tego typu rozpoznaje.

 W wypadku Rady Elbląskich Organizacji Pozarządowych nie można zrobić nic, bo o ile wyczytać można ze strony Centrum Organizacji Pozarządowych owa Rada w żadnym sądzie się nie zarejestrowała… Czym się więc owa szanowna Rada zajmuje?  Naszym zdaniem – lobbowaniem – głównie na rzecz zawodowych działaczy społecznych, dbając o to by regulaminy konkursów ogłaszanych przez Prezydenta Elbląga były odpowiednie – to znaczy by wyłączyły z udziału w tych konkursach kogo trzeba i by pieniądze publiczne trafiły do kogo trzeba.

 Ale jest i drugi poziom zabezpieczeń finansowych interesów naszych profesjonalnych działaczy społecznych – powiązania personalne. Jeden prezes jednej organizacji jest wiceprezesem innej organizacji, a prokurent w trzech z nich jest prezesem czwartej. I tak dalej, i tak dalej i tak dalej…

Owi wielofunkcyjni specjaliści od wszystkiego robią wszystko – opiniują projekty uchwał, na podstawie których potem Prezydent ogłasza konkursy; opiniują regulaminy, w oparciu o które środki te się potem rozdziela, a na końcu jako eksperci przydzielają punkty dla poszczególnych ofert poszczególnych organizacji, oczywiście dbając ze szczególną konsekwencją by nie opiniować konkursów własnych organizacji.

Ale, jak wiadomo, ręka rękę myje, więc można powiedzieć, że na długo przed ogłoszeniem konkursu wiadomo kto go wygra i niestety Prezydent jest tu zakładnikiem demokracji bo zgodnie z założeniami ustawy o konsultacjach społecznych większość projektów konsultuje z tymi, których się ma czyli z tymi, z którymi ma je konsultować i którzy ze środków publicznych czerpią pełnymi garściami.

A co z całą resztą? Otóż reszta małych organizacji pozarządowych może co najwyżej robić za tło owych asów bo żadnych środków nie dostanie, bo nie posiada odpowiedniego doświadczenia i odpowiedniego potencjału.

W efekcie małe organizacje pozarządowe złożone z pasjonatów działają w zasadzie za składki i z darów, a na dostęp do środków publicznych liczyć raczej nie mogą.

A skoro na dostęp do środków publicznych liczyć nie mogą, to nie są zainteresowane ani samą Radą, ani jej członkami, ani tym bardziej jej działaniami. I tak owa beztroska bezczynność trwa i trwa, a kadencje głosowania i wybory lecą ku przodowi, a jedyne co się nie zmienia to właśnie mechanizm parawyborczy.

Dlaczego mechanizm jest parawyborczy? Powody są dwa – pierwszy z nich to ten, że do ważności wyborów nie jest wymagane żadne kworum. Co to oznacza w praktyce? Na konferencję plenarną przyjdzie dziewięć osób i wybiorą Radę zgodnie z owym Statutem… Ale i tu, jak przystało na zawodowych społeczników, jest drugie zabezpieczenie – nawet gdyby na konferencję nie przyszedł nikt to i tak głosowanie może się odbyć elektronicznie. Wniosek – wystarczą trzy osoby, które z  wyślą z kilku skrzynek  odpowiednie maile i już wybraliśmy kogo trzeba.

 Powód drugi i zupełna rewelacja to punkt 18 regulaminu głosowania, który stanowi, że: „Istnieje możliwość przeprowadzenia wyborów wyłącznie przy pomocy narzędzi elektronicznych z zachowaniem tajności wyborów. „ Można zatem wysłać dowolną ilość maili z dowolnych skrzynek pocztowych i wszystkie one będą głosami oddanymi w tych wyborach, a co ciekawsze, nikt w myśl zasady tajności głosowania zajrzeć do nich  nie może.  Na kogo zatem dana organizacja oddała głos jest tajemnicą tych, którzy te głosy liczą i dla nich to głosowanie tajne nie jest.

Tajne przez poufne specjalnej troski…

 Polacy śmieją się z wyborów na demokratycznej „Kubie” czy w przysłowiowym już  „San Escobar”, a tu proszę, w naszym kochanym elbląskim środowisku są osoby wybrane nie wiadomo przez kogo głosami tajnymi ze skrzynek pocztowych obsługiwanych przez nie wiadomo przez kogo i jest to swojego rodzaju specjalnej troski demokracja po elbląsku.

Po co organizować wybory, po co losować składy komisji wyborczych i płacić ich członkom diety skoro można zrobić tak jak zrobiła to Rada – ustalać wynik wyborów z „mankieta” komisji skrutacyjnej?

Ale, ale jak czasem mawia pewien znany dziennikarz używający określenia „Złota Pani” – przecież nie można ryzykować, by głosy liczył ktoś nieodpowiedni, bo jak mawiał Stalin – nieważne kto głosuje, ważne, kto liczy głosy. Dla zapewnienia demokratycznego przebiegu głosowania ustalono zatem, że komisja skrutacyjna ma się składać z członków ustępującej Rady i etatowych pracowników Centrum, przy czym ci pierwsi prawdopodobnie  wcale nie muszą z kandydowania do Rady zrezygnować. Zresztą ci drudzy są zazwyczaj podwładnymi tych pierwszych mamy zatem idealnie zaprojektowany  „korpus wyborczy specjalnego  przeznaczenia”.

Ale i to nie wszystko; bo co prawda głosowanie jest tajne, ale komisja skrutacyjna może uznać za nieważny głos złożony przez osobę, która prawa głosu nie posiada. Wystarczy zatem odpowiednią liczbę głosów nieprawomyślnie oddanych opatrzyć adnotacją, że głos został oddany przez osobę nieuprawnioną do głosowania i już.  Hola hola – ale jak ustalić, kto oddał dany głos skoro głosowanie było tajne?

W Technikum Mechanicznym przedmioty zawodowe wykładał  Profesor  Czystaw. Jego ulubioną odpowiedzią na pytanie uczniów jak dobrać jakiś parametr do wzoru na ścinanie sworznia było wskazanie sufitu i powiedzenie, że odpowiedź na to pytanie jest gdzieś tam na nim zapisana.

 Jak widać w Elblągu dokładnie tak ustalić można wynik głosowania do bardzo poważnej Rady, która podejmuje bardzo ważne decyzje i decyduje o tym na co pójdą miliony złotych jakie samorząd przeznacza na działalność organizacji pozarządowych.

 Elbląskie Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Pozarządowych w roku 2013 otrzymało 320 tysięcy złotych z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na realizację programu „Elbląg Konsultuje” .

 Elbląski Klub Karate, który istnieje niemal pół wieku z trudem opłaca ogrzewanie sali gimnastycznej i jest dla niego problemem 50 zł za godzinę jej użytkowania. Młodzieżowe kluby sportowe, nawet te piłkarskie, z trudem wiążą koniec z końcem licząc bardziej na wpłaty od rodziców niż na wsparcie publiczne. „Lazarus” ma coraz większe problemy z pozyskaniem opiekunek dla osób niepełnosprawnych bo płace, jakie oferują, nie wytrzymują konkurencji sektora prywatnych usług opiekuńczych. Ochotnicza Straż Pożarna w Elblągu pilnie potrzebuje sprężarki dla nurków by napełnić ich butle podczas akcji ratunkowych lub podczas poszukiwania ciał ofiar utonięć.

Za owe 320 tysięcy złotych można by było takich sprężarek kupić dziewięć, ale najmądrzejsze ze wszystkich ministerstw uznało, że pomysł pewnego prezesa wszystkich prezesów jest najlepszy tylko dlatego, że partnerem w tym projekcie był Prezydent Elbląga Jerzy Wilk. Czy tak ma wyglądać rozsądne gospodarowanie środkami publicznymi, niech każdy z Państwa odpowie sobie sam i zastanowi się, której organizacji warto przekazać 1% swoich podatków.   Bo warto, ale z pewnością nie każdej…. 

Portal Infoelblag wraca do sprawy budynków na z ulicy Kotwicznej. A pod jego tekstem pojawił się bardzo ciekawy komentarz:

~ Szkło kontaktowe

Co tu kto ma do ratowania? Chyba ewentualnie miasto. Jakim prawem jakieś wątpliwe stowarzyszenie ma otrzymać cokolwiek od miasta i to za darmo? Sprawa aż pachnie prokuraturą.


Czytaj więcej na http://info.elblag.pl/19,49354,Czy-ESWiP-uratuje-przed-ruina-budynki-przy-Stawidlowej-Stowarzyszenie-chce-je-zaadaptowac-na-nowe-cele.html…#ixzz4a9efFgAE


Wyjaśnijmy zatem tło i realia, jakie w sprawie działają.

Fakt pierwszy – Arkadiusz Jachimowicz, prezes Elbląskiego Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Pozarządowych ( ESWIP ) od lat zalicza się do "elity" konsumentów środków unijnych. Dotąd wydawało się, że cała aktywność pana Jachimowicza ogranicza się do wydawania środków publicznych na bieżącą konsumpcję, teraz jednak okazuje się, że jakimś cudem Stowarzyszenie zgromadziło dość poważne kwoty, za które zamierza działkę wydzierżawić,  a budynki nabyć.

Fakt drugi – Rada Miejska Elbląga ma prawo do zarządzania majątkiem Gminy. Dwudziestu pięciu radnych ma zatem pełne prawo do tego, by nasze wspólne mienie przekazać instytucji, którą uważa za wypełniającą zadania publiczne.

Fakt trzeci – Radni wchodzący w skład Rady Miejskiej jako politycy podlegają ocenie społecznej i muszą zabiegać o polityczne poparcie ze strony społeczeństwa. A organizacji pozarządowych jest trzysta i podobno stanowią silną grupę aktywnych ludzi.

Fakt czwarty – ESWIP jako organizacja społeczna od lat animuje inne organizacje pozarządowe i tworzy w ten sposób określone grupy interesów związane z określonymi opcjami politycznymi.    Dotąd owo poparcie  dmuchało pod skrzydła Platformy Obywatelskiej.  

Fakt piąty – Arkadiusz Jachimowicz czy Teresa Bocheńska są od lat aktywnymi uczestnikami Elbląskiego Komitetu Obywatelskiego. Pani Teresa jest też aktywną działaczką Komitetu Obrony Demokracji, a Cezary Balbuza, który kandydował na Urząd Prezydenta Miasta Elbląga z listy tego komitetu, jest obecnie działaczem Nowoczesnej.  

Fakt szósty – Arkadiusz Jachimowicz jest członkiem wielu komitetów, komisji i mniej lub bardziej formalnych struktur i we wszystkich tym miejscach reprezentuje interesy swojej organizacji, w efekcie czego tworzone są takie procedury czy regulaminy, które właściwie wyłączają możliwość pozyskiwania środków unijnych przez organizacje, których członkowie nie uznają pana prezesa i jego organizacji za przewodnią siłę narodu  i jego reprezentację.


W efekcie owych faktów, oczywiście związanych z tym, że Elbląski Komitet Obywatelski ( EKO ) popierał prezydenta Witolda Wróblewskiego. Czy można postawić tezę  że   pan prezydent spłaca  polityczny dług wobec pana Arkadiusza Jachimowicza majątkiem Gminy ?

Ale hola,hola –  wszak decyzje podejmują radni, a nie prezydent. Dlaczego zatem radni Prawa i Sprawiedliwości poparli projekt uchwały pana prezydenta?  Ponieważ obecnie nie mają wyjścia. Stosunki towarzysko – biznesowe pomiędzy  organizacjami pozarządowymi i Zarządem Województwa Warmińsko-Mazurskiego są mniej więcej takie, że kwotę blisko 4 milionów złotych otrzyma albo ESWIP albo nie otrzyma ich nikt. Przynajmniej nikt, czyjej kandydatury nie poprze Arkadiusz Jachimowicz…

Owe powiązanie są szalenie liczne i nikt ich istnienia nie kwestionuje, a sam ESWIP jest jakby centrum sieci owych powiązań, którą snuły przez lata organizacje i ludzie związani ze środowiskiem pana prezydenta Wróblewskiego.

Ale ostatnie badania poparcia politycznego dla partii politycznych nie rokują Polskiemu Stronnictwu Ludowemu obecności w sejmie. Zresztą obecna reprezentacja Stronnictwa w tym sejmie jest jakby bardzo skromna.

O ile Jarosław Kaczyński doprowadzi do przedterminowych wyborów do Sejmików Wojewódzkich to można się spodziewać sporych zmian personalnych co rodzi obawę, że owa długo snuta sieć powiązań zostanie zerwana.

Czy można się zatem dziwić, że Komitet Obrony Demokracji czy Nowoczesna bardzo mocno owe zmiany kontestują?

Elbląg stoi zatem przed wyborem – zyskać kilka milionów na remont tych pomieszczeń lub pozwolić by niszczały nadal.  Rada Miejska nie ma wyjścia i chcąc podnosić Elbląg z ruiny jest zmuszona robić to ponad podziałami politycznymi. I lepiej, żeby budynek na Kotwicznej wyremontował ESWIP niż nikt. Inna sprawa, że kontrolę wykorzystania budynku winna sprawować rada miasta w sposób bardzo skrupulatny. Pytanie jednak, czy rada owej kontroli dokonać potrafi?

  

 

Szanowni Państwo,

w związku z zaplanowaną na dzień 27 września 2016 r Konferencją Plenarną Organizacji Pozarządowych, zwracamy się do Was z prośbą o poparcie naszego wniosku o ponowne przeprowadzenie wyborów do Rady Elbląskich Organizacji Pozarządowych.

 

Elbląskie organizacje pozarządowe, w naszej opinii, nie zasługują na ich przedmiotowe traktowanie i wybieranie członków Rady, która je reprezentuje, wbrew wszelkim zasadom demokracji i z naruszeniem absolutnie podstawowych zasad procesu wyborczego.

 

Czytając REGULAMIN WYBORÓW przedstawicieli elbląskich organizacji pozarządowych

do Rady Elbląskich Organizacji Pozarządowych kadencji 2016 – 2019, w naszych głowach pojawił się cytat z Józefa Stalina, który stwierdził: „Nieważne, kto głosuje, ważne, kto liczy głosy.”

 

W regulaminie, jaki zatwierdziła obecnie urzędująca Rada znajduje się zapis na wprost godzący w pierwszą i najważniejsza zasadę demokratycznych wyborów, która stanowi, że żaden kandydat do stanowiska wybieralnego nie może być członkiem organu, który głosowanie przeprowadza. W regulaminie, jaki został przyjęty, jest zaś na wprost zapis mówiący: „Nad prawidłowym przebiegiem wyborów czuwa trzyosobowa Komisja Skrutacyjna powołana przez ustępującą Radę spośród członków Rady i pracowników Centrum Organizacji Pozarządowych”.

Centrum Organizacji Pozarządowych nie posiada własnych pracowników ponieważ jego prowadzenie jest zadaniem zleconym przez Gminę Elbląg organizacji pozarządowej, która wygrała rozpisany konkurs. Okoliczności, w których zadanie to powierzono Elbląskiemu Stowarzyszeniu Wspierania Inicjatyw Pozarządowych, są przykładem nierzetelnego prowadzenia takich konkursów, co możemy wykazać bez większych problemów na podstawie dokumentacji tego konkursu. Nie wnikając jednak w detale punktacji i regulaminy oceny stwierdzić trzeba, że zapis taki byłby do przyjęcia tylko w jednym wypadku – gdyby żaden z członków ustępującej Rady nie kandydował do dalszego w niej zasiadania. Co więcej z kandydowania do Rady winni być wyłączeni wszyscy pracownicy ESWIP jako osoby, które z racji stosunku pracy w tej organizacji zainteresowane są określonym wynikiem procesu wyborczego. Jeśli członkowie Rady Elbląskiej Organizacji Pozarządowych mają być wybrani w sposób zgodny ze standardami demokracji stalinowskiej, to naszym zdaniem Rada ta nie ma prawa reprezentować elblążan i elbląskich organizacji pozarządowych.

Drugą zasadą demokracji, jaką łamie wskazany regulamin, jest zasada powszechności prawa do zgłaszania kandydatów do tej Rady. Zgodnie z regulaminem tej Rady „ Kandydatów można zgłaszać do 5 września2016 r.”. Informacja o owym zapisie nie została, o ile nam wiadomo, podana do publicznej wiadomości z odpowiednim wyprzedzeniem. Zgodnie z dobrym obyczajem wyborczym organ, który wybory organizuje, podaje do publicznej wiadomości harmonogram procesu wyborczego zwany powszechnie „Kalendarzem Wyborczym” w sposób zwyczajowo przyjęty. Zwyczaj, jaki sankcjonuje praktyka wyborcza, polega na rozwieszeniu plakatów na słupach ogłoszeniowych zlokalizowanych na terenie miasta, a rozwój internetowych środków przekazu dodaje drugi z nich – rozesłanie informacji do lokalnych mediów elektronicznych oraz do wszystkich organizacji pozarządowych zgłoszonych do odpowiednich rejestrów. Centrum Organizacji Pozarządowych, prowadzone obecnie przez ESWIP, zadaniu temu sprostać nie potrafił i publicznie stawiamy owej organizacji zarzut, że system obiegu informacji, który został w ramach zadania zleconego został im powierzony, nie funkcjonuje.

Dowodem na to, że ESWIP nie jest w stanie właściwie poinformować elbląskich organizacji pozarządowych o wydarzeniach związanych z ich działaniem jest Konferencja, jaką w dniu 13 września br zorganizowaliśmy w Ratuszu Staromiejskim, zapraszając na nią przedstawicieli 303 organizacji pozarządowych jakie w opinii pracowników ESWIP w Elblągu funkcjonują.

Niestety jak dotąd COP nie było w stanie dostarczyć nam listy adresatów, do których nasze zaproszenie dotarło. Co więcej, podczas spotkania z przedstawicielem organizacji Elbląscy Patrioci okazało się, że do tej organizacji zaproszenie na konferencję nie dotarło. Publicznie stawiamy zatem wobec ESWIP-u zarzut wadliwego wykonania zadań, jakie Gmina Elbląg wpisała w warunki prowadzenia Centrum Organizacji Pozarządowych poprzez nierówne traktowanie organizacji pozarządowych. W tej sprawie oczywiście wystąpimy do prezydenta Elbląga, co wynika z faktu, że pomimo, iż stowarzyszenie „Wolny Elbląg” jest wpisane do rejestru prowadzonego przez prezydenta Elbląga, nigdy informacji o fakcie stworzenia regulaminu wyborów i zaproszenia do przedstawienia kandydatów do Rady nie dostało. Adres mailowy przewodniczącego stowarzyszenia pana Kazimierza Falkiewicza jest od wielu lat  w bazie Urzędu Miasta. Skoro zatem Pełnomocnik Prezydenta do spraw Organizacji Pozarządowych nie był w stanie uzgodnić listy mailowej, z jakiej korzysta Centrum Organizacji Pozarządowych, to cały proces wyboru członków Rady jest sprzeczny z zasadą równości obywateli wobec prawa. Przedstawiciel prezydenta winien być strażnikiem owej zasady i publicznie informować prezydenta o każdym naruszeniu zasad demokracji w toku każdego procesu wyborczego. Trudno przyjąć, że pełnomocnik prezydenta nie zna regulaminu jaki Rada przyjęła i trudno zrozumieć, dlaczego urzędnik municypalny do owego dokumentu nie wniósł odpowiednich poprawek.

Regulamin narusza również drugą z podstawowych zasad demokracji stanowiącą, że kandydaci skutecznie zgłoszeni do procesu wyborczego wyznaczają swoich kandydatów do komisji liczącej głosy. W procesie wyborczym zasada owa jest zasadą kardynalną, zapewnia bowiem równy dostęp kandydatów do sprawowania kontroli procesu wyborczego. Co więcej, regulamin wyborów nie przewiduje absolutnie żadnej możliwości kontroli procesu wyborczego – kandydaci nie mogą wyznaczyć obserwatorów, a wynik prac Komisji Skrutacyjnej nie podlega żadnej kontroli ze strony osób kandydujących i nie przewidziano w nim żadnej formy kontroli wyniku wyborów przez osoby, które wynik taki kontestują.

O ile głosowanie na przedstawionych kandydatów nie jest jawne i publiczne to taka konstrukcja procesu wyborczego jest oczywistym jego wypaczeniem i daje w zasadzie nieograniczone pole do nadużyć.

Mając na uwadze powyższe okoliczności prosimy by Prezydent Elbląga Witold Wróblewski, jako organ odpowiedzialny za respektowanie zasad demokracji, zawnioskował o unieważnienie wskazanego regulaminu i zlecił swemu Pełnomocnikowi zgłoszenie REOP przygotowanie projektu ordynacji wyborczej do tej Rady, uwzględniającego zasady wpisane w reguły demokracji obecne w Kodeksie Wyborczym, jaki od trzech lat reguluje proces wyborczy.

Potwierdzeniem naszych obaw jest fakt, że Konferencja Plenarna zaplanowana została na godziny przedpołudniowe co w zasadzie pozbawia prawa głosu organizacje nie posiadające etatowej kadry zaliczanej do zawodowych pracowników organizacji pozarządowych.

Proces wyborów do tak ważnego organu, jakim jest REOP, nie może być ograniczony do grona kilkunastu lub kilkudziesięciu organizacji pozarządowych i pozbawić realnej możliwości udziału w tym procesie organizacje małe i bardzo małe, nie posiadające środków na zatrudnienie etatowych prezesów.

Zwracamy też uwagę na całkowity brak kampanii wyborczej, co czyni z procesu wyborów czynność blankietową. Przedstawiciele organizacji pozarządowych nie mieli okazji poznać kandydatów, ani zapoznać się z propozycjami zmian jakie w środowisku organizacji pozarządowych mają nastąpić. Mamy wrażenie, że zmiany takie są konieczne, stąd w okresie poprzedzającym Konferencję Plenarną zgłosiliśmy kandydatury Kazimierza Falkiewicza i Mariusza Lewandowskiego. Kandydatury zgłosiły dwa podmioty ekonomii społecznej, dotąd sukcesywnie marginalizowane w środowisku REOP do tego stopnia, że w poprzednich wyborach pozbawiono ich przedstawicieli nie tylko biernego ale i czynnego prawa wyborczego.

Mając na uwadze zgłoszone uwagi wnioskujemy o ponowne przeprowadzenie wyborów do Rady Elbląskich Organizacji Pozarządowych z poszanowaniem zasad demokracji i umożliwiając realną zmianę funkcjonowania Rady jako organu, który zatracił swoja służebną wobec mieszkańców Elbląga rolę i stał się centrum niezbyt klarownej działalności, nakierowanej na trwanie struktur urzędniczych w tych organizacjach, a nie na rozwiązywanie problemów miasta i jego mieszkańców.

                                                                                                                      Stowarzyszenie " Wolny Elbląg "