Rozmowy o kratach

Rozmowy o kratach

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Elblągu wraz z Aresztem Śledczym w Elblągu zorganizowała konferencję naukową na temat więziennictwa. Niestety okazało się, że zaproszeni na konferencję prelegenci z Czech i Litwy nie pojawili się na konferencji.

https://www.sw.gov.pl/aktualnosc/areszt-sledczy-w-elblagu-o-bezpieczenstwie-publicznym-miedzynarodowa-konferencja-naukowa

Nie było zatem szansy by sprawdzić jak lokuje się polski system penitencjarny na tle innych krajów dotkniętych zmorą komunizmu. Można mieć też sporo uwag do programu samej konferencji i przedstawionych tematów, ale….

 


Wystąpienie przygotowane przez prof. zw. dr hab. Dariusza Szpopera i mgr Oskara Kaneckiego przeniosło nas w czasy sarmatów karanych na gardle i trzymanych w wieży. Wykład był zbyt krótki by pokazać wszystkie niuanse sądownictwa szlacheckiego ale, stosownie do miejsca i czasu, jego autorzy przytoczyli sporo z zapisów i spisów ewidencyjnych. Ów zabieg sprawił, że w zasadzie nudny temat stał się czymś jak lektura „Pana Tadeusza” bo wygłaszający referat Oskar Kanecki wykazał się zdolnościami aktorskimi malując przed słuchaczami ”wierzeje zaszczepki i skoble” dawnych wiezień w sposób nader obrazowy, ze swadą, smakowicie okraszone składnią sarmacką. Żal tylko, że owych słowem malowanych więziennych urządzeń autorzy przed oczy słuchaczy nie mogli podsunąć.

 

 

 

 


Pewnego rodzaju zawodem było zaś wystąpienie prof. nadzw. dr hab. Wojciecha Zalewskiego, który potraktował konferencję jako okazję do puszczenia wodzy fantazji niemal naukowej. Niemal, ponieważ przeplatał w swoim wystąpieniu to, co już w systemach penitencjarnych istnieje, z wizjami tak fantastycznymi jak te, które widzieliśmy w sadze ”Gwiezdne Wojny”. Szkoda, że autor nie podszedł do problemu poważnie i nie pokazał tych rozwiązań, które są w zasięgu „naszego wzroku”, ale tak naprawdę nie o technikę chodzi ale o to, że owa prezentacja  niewiele wniosła do wiedzy praktycznie stosowalnej przez licznie obecnych funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Co jeszcze w wykładzie Wojciecha Zalewskiego zawiodło? Zupełna ucieczka od analizy tego, co się w polskim więziennictwie zmieniło w ostatniej dekadzie. Autor z widoczną przyjemnością rozwodził się nad skutkami stosowania kamer w świecie poza murami wiezień, a zupełnie zapomniał o omówieniu ważnej zmiany, jaką jest wprowadzenie kamer do więzień i  nie pokazał jakie skutki owa zmiana sprzed niemal dekady już przyniosła.

Ale w wystąpieniu widać było i drugą, nader znaczącą, by była niezamierzoną, lukę – całkowite pominięcie wykluczenia cyfrowego polskich penitencjariuszy i faktyczne wykluczenie ich ze społeczeństwa informatycznego, które, jak pokazała świetnie studentka PWSZ pani Monika Hasić, staje się elementem naturalnej aktywności społeczeństwa. W tym zakresie referat pana profesora pozostał daleko w tyle za referatem studentki, która dostrzegła i pokazała zmianę systemu komunikacji społecznej, która zupełnie umknęła polskiemu ustawodawcy, polskim teoretykom penitencjarnym, a co najgorsza również samym więziennikom.

Anegdota, która pokazuje jak w praktyce wygląda polski system penitencjarny dotyczy ostatnich wyborów. Praca Obwodowej Komisji Wyborczej w Areszcie Śledczym jest specyficzna z dwóch powodów – pierwszy to oczywiście ten, że łamie zasadę pełnego dozoru funkcjonariuszy Służby Więziennej nad osadzonym, który nawet gdy jest niebezpieczny ma prawo oddać głos w sposób tajny. Ów wyjątek w systemie pełnego dozoru nad osadzonymi w zakładzie karnym typu zamkniętego jest ważny bo pokazuje gradację praw człowieka – prawa wyborcze wstępują w pełni przed rygorami uwiezienia i jest to dla personelu penitencjarnego rzecz oczywista. Niestety, na tym jednym wypadku oczywistość prymatu praw człowieka nad rygorami osadzenia się kończy bo prawa do racjonalnego oddania głosu w wyborach polskie prawo karne wykonawcze już osadzonemu nie gwarantuje.

Co jest doskonałym przykładem na owo bezprawne pozbawienie skazanych części ich praw politycznych? Referendum. Instytucja referendum jest fragmentem polskiego systemu prawa wyborczego ale w roku 2012, gdy zbieraliśmy podpisy pod listami niezbędnymi dla zarządzenia przez Komisarza Wyborczego owego referendum, zbiórki takiej w Areszcie Śledczym zorganizować się nie udało. Referendum w Elblągu się odbyło, można oczywiście przypomnieć i podać drugi argument, że było to jedyne skuteczne referendum, w pełniącym niegdyś rolę ośrodka wojewódzkiego, mieście w Polsce.  Problem jednak w tym, że zgodnie z normami prawa każdy obywatel, który miał prawo w roku 2010 oddać głos w wyborach samorządowych, miał prawo udzielić swego poparcia grupie referendalnej. Poza, rzecz jasna, tymi wyborcami, którzy w murach Aresztu Śledczego przebywali….


16 października br. w Skowronkach doszło do uroczystego wkopania słupka przez trzech polityków Prawa i Sprawiedliwości. Łopata, której w tym dniu użył Prezes Jarosław Kaczyński, została po pierwszej turze wyborów samorządowych przekazana Witoldowi Wróblewskiemu, którego na ową uroczystość nie zaproszono czyniąc afront Elblągowi i jego mieszkańcom. Skutki owego afrontu politycy PiS poczuli dość dotkliwie w trakcie wyborów samorządowych bo fotografie lokalnych polityków więzionych na przyczepie traktora dla zrobienia „tła” ośmieszyły nie tylko Urząd Morski, który imprezę nieudolnie przygotował, ale cała formację polityczną sprawującą w Polsce władzę ustawodawczą i wykonawczą z jej liderem na czele. Ale oprócz owego błędu wizerunkowego doszło tam do innego spotkania, związanego z tematem więziennictwa.

Zygmunt Miernik /po prawej/  to kombatant „Solidarności” i człowiek, który był więziony jako więzień polityczny. Po transformacji pozostał opozycjonistą i ponieważ nie zmienił sposobu swojego działania na rzecz Polski, od czasu do czasu zwiedza polskie zakłady penitencjarne i na bieżąco odświeża swoją wiedzę na ich temat. Podczas spotkania w Skowronkach nie tylko złożył gratulacje politykom PiS ale udzielił nam krótkiego wywiadu, poruszając problem praw politycznych osadzonych . Jak widać, wzrok pana Zygmunta, pomimo wieku, sięga tam gdzie wzrok innych nie sięga i widzi to co dla innych jest niewidoczne.

 

Problem ten widać było podczas konferencji, na której nie znalazł się ani jeden rzecznik skazanych czy członek organizacji pozarządowej zajmującej obroną ich praw. Ale i określenie „konferencja” wydaje się być na wyrost wobec spotkania złożonego w zasadzie z samych prelekcji i prezentacji.


Niestety, z programu wypadł inny ważny temat, a mianowicie problem polityki kadrowej polskiego więziennictwa. Owa luka być może jest wynikiem zawieruchy wokół zmian w systemie sądownictwa i zastrzeżeń Unii Europejskiej bo jak wiadomo problem dekomunizacji aparatu wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji i więziennictwa ma znaczenie nie tylko historyczne ale i niestety – praktyczne.


Miło słuchało się też referatu Łukasza Kamionka dotyczącego roli Służby Więziennej w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Co zasługuje na pochwałę – przede wszystkim to to, że funkcjonariusz SW zaakcentował gradację zadań jakie ustanowiła Ustawa o Służbie Więziennej. Niestety, prezentacja autora jest głosem wołającego na puszczy bo polscy więziennicy nadal siedzą mentalnie w systemie stalinowskim i niestety wynika to z faktu, że nikt w Polsce nie wymyślił racjonalnej metody pomiaru efektów pracy wychowawczej prowadzonej wobec skazanych. To, czy osoba osadzona opuściła zakład karny, widać i można to sprawdzić, policzyć, zrobić z tego jakiś raport i przedstawić w jakimś sprawozdaniu. Ale jak ocenić czy skazany jest poddany resocjalizacji? Z opinii jakie są na jego temat sporządzane przez funkcjonariuszy?

Pomysł lekko nieracjonalny bo wiadomo, że więziennik jak każdy inny urzędnik promował będzie tych skazanych którzy mu w pracy nie przeszkadzają, a sekował tych, którzy ją utrudniają. Jest i druga strona medalu – interesy grup zawodowych policjantów, prokuratorów, sędziów, więzienników, a na końcu kuratorów. Wszyscy ci ludzie są w podobnej sytuacji jak pracownicy Urzędów Pracy – jeśli będą wzorowo wykonywać swoją pracę to ją stracą. W Polsce w wiezieniach przebywa nieco ponad 200 osób na 10 000 obywateli. We Francji liczba ta jest cztery razy mniejsza.

Co z tego wynika? Że każde 10 000 francuskich podatników wydaje na wymiar sprawiedliwości mniej więcej cztery razy mniej niż Polak.

Dziś Francja płonie, a jej obywatele żądają zmian cen paliwa. Porównywać sytuacji Polaków i Francuzów tu nie wypada, wpada się jednak zastanowić, czy obecny wymiar sprawiedliwości nie jest synekurą, w której całe grono rodzin, dzieci czy krewnych “królika” znajduje zatrudnienie. A jest oczywiste, że skoro ich zatrudnienie ma być trwałe i pewne, w niczyim interesie nie leży resocjalizacja skazanych bo gdy ich zabraknie, zacznie się nieuchronne redukowanie etatów. Problem jest zatem taki, że cała ta sfera społeczna koncentruje się na łapaniu króliczka, ale w żadnym wypadku nie zależy jej na jego złapaniu.

W polskim więziennictwie jest tylko jedna grupa ludzi, którzy wnikliwie czytają akta skazanych – są to ludzie odpowiadający na ich skargi. I właśnie o skargach opowiadał dr Andrzej Piotrowski z Uniwersytetu Gdańskiego. Prelekcja była ciekawa, jednak wnioski, jakie autor wyciągał z przedstawionych danych, okazały się powierzchowne i słabo skonfrontowane z realiami polskich wiezień. Autor nie pokusił się ani o zbadanie ile skarg złożonych przez skazanych okazało się słusznych w opinii regionalnych zarządów więziennictwa, a ile za zasadne uznał dopiero Centralny Zarząd.

Wcale nie dokonano analizy orzeczeń sądów krajowych i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Prelekcja stała się zatem raczej okazją do „poklepania” więzienników po ramieniu niż pokazaniem gdzie popełniają błędy i jak te błędy eliminować.


Następna prelekcja wygłoszona przez dr Annę Podolską była próbą konfrontacji idei „jednostki totalnej”, jaką są polskie więzienia, z europejską ideą uwięzienia i z praktyką, która słabo przenika do Polski. Owo słabe przenikanie wynika właśnie z faktu, że społeczeństwo polskie jest sukcesywnie „szczute” przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, budujących na tym strachu kapitał polityczny. Spory udział w tym procesie szczucia mają też dziennikarze, którzy słabo orientując się w realiach działania polskiego systemu sądowniczego, szukają sensacji, podsycając żywy ogień pod politycznym kotłem, w którym miesza Zbigniew Ziobro. Na szczęście są i tacy którzy potrafią nie tylko pokazać patologię w polskim sądownictwie ale i wyciągnąć niewinnie skazanych zza krat.

Przykład z Elbląga – w roku bodaj 2008 jeden ze skazanych nie wrócił z pracy. Dyrektor Aresztu Śledczego w Elblągu znalazł się na pierwszych stronach dzienników w całej Polsce, bo takie prozaiczne w gruncie rzeczy wydarzenie,  było medialnym newsem.

W połowie lat 70-tych i na początku lat 80-tych w Elblągu miały miejsce dwa wypadki, w których żołnierze służby zasadniczej wyjechali z koszar na ulicy Grottgera czołgami. Za pierwszym razem był to T34, który stanął w okolicy kina „Syrena”, za drugim T-80. Ale informacji o tej dezercji nie znajdziemy w mediach czy w internecie pomimo, że była o wiele bardziej dla bezpieczeństwa publicznego niebezpieczna. Blokada informacyjna działała i działa nadal i tu są dwie analogie. Pierwsza z nich to fakt, że obaj żołnierze służby zasadniczej nie dostali przepustek na ważne dla nich wydarzenia rodzinne. Druga analogia to ta, że i wojsko i więziennictwo były jednostkami totalnymi.Wojsko zreformowaliśmy i jest to formacja dla zawodowców – więziennictwo zasadniczo się nie zmieniło i nadal opiera się o te sama założenia z lat dawno mienionych, dziedziczone w mentalności i pragmatyce służbowej.


Więziennictwo nie chce zmian i doskonale pokazało to wystąpienie dr Henryka Gawrońskiego. Opracowanie pana doktora postawiło na wprost dwie tezy do funkcjonariuszy Służby Więziennej nie docierające. Pierwsza z nich to ta, że służba więzienna jest usługą publiczną świadczoną… skazanym. Mentalny problem z polskimi więziennikami jest taki, że wcale nie starają się o to by usługa jaką świadczą skazanym i ich rodzinom świadczona była zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami ich klientów. Dla większości z nich alibi do stosowania rozwiązań totalitarnych jest właśnie potrzeba izolacji, którą traktują jako pierwszoplanową. Gradacja celów jaką przedstawił pan doktor w ocenie kryteriów oceny więzień prywatnych pokazuje owe spaczenia zawodowe bardzo dobrze. Drugi element pokazany przez pana doktora to to, że w Polsce nie ma ani jednego prywatnego wiezienia, co pokazuje, że owa sfera usług nie jest służbą publiczną ale sposobem na życie tysięcy funkcjonariuszy służby więziennej i żaden z nich nie ma ani chęci ani zamiaru spotkać się z konkurencją.

 


Co jest ważniejsze od więziennictwa? Leczenie i wychowanie. W obydwu tych działach pojawiła się konkurencja. Wybieramy lekarza rodzinnego i jednostki, w których szukamy specjalistów.

Są też prywatne żłobki,szkoły i uczelnie. Ale w więziennictwie takiej konkurencji nie ma „bo ponieważ” połowa działań aparatu penitencjarnego nastawiona jest na przekonanie społeczeństwa, że skargi skazanych to ich fanaberie, a system wykonywania kar w polskich zakładach karnych jest najlepszy nie tylko na tym świecie ale i na wszystkich światach jakie istnieją.

 

 

Pani Monika Hasić dokonała pięknej prezentacji wielu niebezpieczeństw związanych z internetem. Na „szczęście” polscy penitencjariusze w trosce o ich „bezpieczeństwo” pozbawieni są dostępu do internetu, a większość z nich nawet nie ma dostępu do komputera. Pani Monika Hasić w pewien sposób pokazała, że polscy więźniowie są systemowo „wykluczeni cyfrowo” co stawia pytanie: do życia w jakim społeczeństwie chcą przygotować skazanych polscy więziennicy?

 

 

 

 

 

 

Bardzo interesujące było wystąpienie Bartłomieja Wasiaka, który pokazał problem samookaleczeń, a nawet wymienił jakie to ludzkie potrzeby polskie więziennictwo niszczy. Pytanie czy polscy więziennicy wykład studenta zrozumieją? Raczej nie, ponieważ jak się wydaje, stosownie do swojego postrzegania świata w większości wykład ten opuścili uznając, że nawet doskonale przygotowany student nic ciekawego im nie powie.

 

 

 

 

 

 

Rozwinięciem dyskusji o zadowoleniu klienta był wykład Oskara Sęka mówiący o oprogramowaniu i zadowoleniu klienta z posiadanego oprogramowania. Wiele prywatnych firm bada zadowolenie klienta i traktuje te dane jako wrażliwe i kluczowe. W polskim więziennictwie jest dokładnie odwrotnie – im mniej klient z poziomu świadczonej usługi publicznej jest zadowolony, tym lepiej.

 

 

 

 

 

Na koniec wygłoszono wykład przygotowany przez Wiktorię Wojciechowską i Kacpra Kryża. Autorzy wykładu pokazali kilka zmian jakie zaszły w funkcjonowaniu więziennictwa. jednak wyrażona przez autorów  nadzieja, że wprowadzane reformy przyniosą efekt, jest naszym zdaniem  w znacznej mierze  „życzeniowa”.

 

Jakimi metodami zreformować polskie więziennictwo? Pierwszą z metod jest oczywiście włożenie tam granatu i stosownie do opinii Wojciecha Cejrowskiego w sprawie sądownictwa całą kadrę więzienną „wyrzucić na bruk”. Druga to ewolucja i debata publiczna w sprawie reform – ale na tą, jak pokazała konferencja sami więziennicy absolutnie nie są gotowi. Trzecia opcja to nie robić nic i czekać, aż wielomilionowe odszkodowania dla skazanych odniosą skutek. Nadzieja na to jest jednak płonna i na faktyczną reformę więziennictwa poczekamy zapewne do czasu aż Polacy wyjdą na ulice i powiedzą, że na taki system penitencjarny dalej łożyć nie zamierzają.

U nas stawka, w zależności od osoby, a więc m.in. wieku, ewentualnej choroby czy względów religijnych, wynosi od 4 do 5,70 zł na cały dzień – mówi Piotr Melinis, rzecznik Zakładu Karnego w Gorzowie w roku 2017.

Miesięczne wyżywienie skazanego kosztowało zatem średnio około 150 zł miesięcznie. Ale wydatki na jednego skazanego wyniosły ponad 20 razy więcej bo przekraczają 3000 zł miesięcznie.


W cenie benzyny wynoszącej około 5 zł połowę stanowią podatki i jest to zdecydowanie zbyt wiele.

Porównując owa strukturę z więziennictwem można powiedzieć, że obywatele płacą za za 20-litrowy kanister ,z którego beneficjent otrzymuje jeden litr paliwa, zresztą zdaniem większości konsumentów więziennej “usługi”  – paskudnej jakości.