Remis roku.

Remis roku.

ZKS Olimpia Elbląg – ŁKS Widzew Łódź 1:1. Ten mecz miał w sobie coś z metafizyki i wyglądał dużo lepiej z trybun niż z murawy boiska, bo czasami z daleka widać więcej.
Po pierwsze nie miałem okazji oglądać pierwszej połowy, w której nasi zawodnicy stracili gola. Może to i lepiej, ale na pewno niewiele z tego meczu straciłem, bo wszystko, co najlepsze było właśnie w tej drugiej. Początek drugiej połowy rozpoczął mocny i agresywny doping kibiców. Tym razem nasi ziomale dobrze się przygotowali, ustawiając podest z bębnem i wyznaczyli szanty mena. Szantymen to człowiek, który nadaje rytm pracy i śpiewu i pomimo że nad Agrykola 8 nie śpiewano szant, rola owego obdarzonego mocnym głosem człowieka, była taka sama. I tak naprawdę to w znacznej mierze on ustawił mecz, bo podniecony adrenaliną i dopingiem Michal Kuczalek w 53 minucie zagrał dość ostro. Sędzia Grzegorz Kawałko, którego jeden z kibiców określił jako „dyżurnego Anioła Stróża” zawodników z Łodzi, nie mógł nie skorzystać z takiej okazji i natychmiast wyciągnął czerwoną kartkę. Na ile, pokazał ją zawodnikowi a na ile kibicom zapewne da się ustalić analizując nagrania ze spotkania. Pewne jest zaś to, że drużyna gospodarzy straciła szanse nie tylko na zwycięstwo, ale i na remis. Bóg jest jednak szalenie dowcipny i właśnie gdy kibice Olimpii stracili już niemal nadzieje i zaczęli prowokować gości swoimi całkiem zresztą melodyjnymi, acz zupełnie  niecenzuralnymi przyśpiewkami pozwolił Przemysławowi Brychlikowi wyrównać.
Remis z ŁKS Widzew Łódź jest niespodzianką, ale strzelić wyrównującego gola grając o dziesiątkę to cud. A ja świadkiem tego cudu byłem.
Olimpia pokazała upór. Zawodnicy niemal od początku drugiej połowy gościli na połowie przeciwnika i przepuścili sporo akcji z prawego skrzydła. Co prawda aż się prosiło o szybki przerzut na lewo, ale jak widać przyzwyczajeni do silnego ataku skrzydłem obrońcy gości w 89 minucie spotkania pogubili się zupełnie. Upór i konsekwencja robią swoje, a nawyk przesuwania obrońców ŁKS na skrzydła wypracowany przez niemal cały mecz dał Olimpii coś, co nazywamy zwycięskim remisem.

Jest jednak coś, co mnie zasmuciło – dwa sektory niemal pustych krzesełek. Jeśli na mecz tej rangi nie zabrakło biletów to gdzie się podział nasz lokalny patriotyzm i zapał w kibicowaniu naszej drużynie ?