Refleksje subiektywne: o rolce świętego spokoju i dupie

Policjanci tańczący na ulicy ? Lekarki i pielęgniarki pokazujące swoje zmęczone pracą twarze ze śladami okularów i maseczek ? Koniec świata po prostu…

Piątek, piąteczek, piątunio. Kwarantanna kwarantanną, ale nie można wyjść z wprawy… 😎Rozkręcamy dziś imprezę w Nowym Dworze Gdańskim. Jutro będziemy u Was… 😉

Opublikowany przez Wielkopolska Policja Piątek, 27 marca 2020

Na wstępie wypada zdementować krążące tu i ówdzie pogłoski o końcu świata. Świat się zmienia, a najważniejszą z cech człowieka jest ta, że potrafi się do tych zmian przystosować.

Jeden z dowcipniejszych XX wiecznych polskich dziennikarzy śp. Stefan Kisielewski napisał „To, że jesteśmy w dupie to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać”. Publicysta nie zrozumiał, jak widać do końca świata w którym, żył i nie docenił należycie, tego, co sam dostrzegł, mówiąc, że „Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności nieznane w żadnym innym ustroju!”.

Okres kwarantanny to czas powrotów do zainteresowań z młodości. W latach mojej młodości Polska Ludowa tworzyła rzeczywistość trudną do zniesienia i dziś w dobie zarazy toczące się koło historii wraca do tego, co widzieliśmy wtedy. Puste sklepowe półki brak papieru toaletowego czy zakaz wychodzenie z domu to nie wynalazki XXI wieku, ale powrót do Polski z okresu Stanu Wojennego.

Czterdzieści lat po dekrecie Rady Państwa została nam pamięć gatunkowa przejawiająca się znikającymi z super i hiper marketów rolkami najświętszego z papierów.

I podobnie jak wtedy wielu z nas wraca do książek. Dla mniej zorientowanych – książka to zbiór słów uporządkowanych w wydrukowane na papierze zdania. Papier, jak widać , nabiera wartości, a jego posiadacze, mają też nieco więcej tego, co na świecie najświętsze – spokoju.

Owi obdarzeni spokojem dzielą się wszak na dwa rodzaje – tych, których spokój wynika z faktu, że słowa napisane na papierze mają w pamięci i tych, którzy co prawda mają papier, ale słowa na nim drukowane mają, mniej więcej tam, gdzie potrzeba jego użycia objawia się z całą bezwzględnością ludzkiej fizjologii.

Pierwsi z nich patrzą na zmieniający się dziś świat z refleksją i spokojem, drugim wydaje się, że świat się wali, a ludzkość właśnie się kończy. Oni zaś, koniecznie muszą zapewnić sobie zapas papieru …toaletowego będącego lokatą kapitału na ciężkie czasy.

„ Lecz pora kończyć sranie Papieru urwać garść Podetrzeć sobie brudną dupę Do łóżka kłaść się spać . Choć plan niedokończony. Choć miał najlepszy być. Zostało w głowie tylko to: Bez srania nie da się żyć „wybrzmiewa w pamięci piosenka punk rockowego zespołu The Bill z płyty The Biut.

16 marca 2020 r blogerka Kasia Gandor próbowała rozwikłać zagadkę znikającego papieru toaletowego. Młoda blogerka jest jednak produktem XXI wieku i jej pamięć nie odnotowała faktu, że wizje świata po katastrofie to nie tylko filmy, ale i książki.

Od połowy XX wieku świat zmagał się z niebezpieczeństwem wojny nuklearnej. Przez 12 dni pomiędzy 16 a 28 października 1962 podczas Kryzysu Kubańskiego świat stał na krawędzi katastrofy przy której „wirus” i jego „korona” to tylko drobna przejściowa niedogodność.

Nadal wisi nad nami problem ekologicznej przyszłości ziemi przeciążonej nadmiarem przedstawicieli naszego gatunku. W kosmosie krążą miliardy asteroid, a miliony z nich mogą zakończyć nie tylko losy ludzkości, ale definitywnie unicestwić całe białkowe życie naszej planety.

Codziennie o wiele większa rzesza ludzi ginie z powodu głodu, chorób onkologicznych czy starej dobrej gruźlicy niż w wyniku epidemii. Żeby nie szukać daleko – w skali świata większe żniwa zbiera brawura na drodze niż pandemia COVID-19. Zakładamy maseczki i dezynfekujemy dłonie, ale czy ktoś z nas w trosce o własne życie zechce zrezygnować z samochodu ?

Nikita Chruszczow 28 października rozkazał zawrócić statki zbliżające się do blokady ustawionej przed flotę Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej się oraz wyraził zgodę na demontaż wyrzutni rakietowych na otoczonej kordonem floty US Navy Kubie.

Pomimo to cały świat zaczął budować schrony. Schrony, ukrycia, szczeliny, bunkry i podziemne kompleksy miały zapewnić przetrwanie wybranym spośród nas na wypadek, gdyby następnym razem arsenały nuklearne wyszły z bezczynnego trwania określonego zasadą nuklearnego odstraszania.

13 grudnia 1981 prawie nikt nie wiedział, co się stało, i do czego są zdolne Wojska Państw Stron Układu Warszawskiego czy wyprowadzone z Elbląskich koszar pancerne jednostki Ludowego Wojska Polskiego.

Niepewność to jedyny pewny stan świata, w którym żyjemy. Problem jednak w tym, że człowiek nie może żyć w niepewności a cywilizacja, jaką tworzymy to rozpaczliwa próba walki z entropią.

„Wszyscy jedziemy na tym samym wózku. Od strachu uratuje nas tylko defekt mózgu” zaśpiewała niedawno kapela „Fabren Lehre” wykopując, ze stert pożółkłego papieru nutowego, nagranie kapeli „Defekt Muzgó”.

COVID-19 na chwilę rozszarpał poczucie, że świat, w którym żyjemy, jest uporządkowany i przewidywalny. Defekt mózgu, jaki nas dotyka, sprawia, że za kilka dni zaczniemy snuć zasłonę, pod którą schowamy niebezpieczeństwo i zaczniemy tworzyć kolejny mit, łatając nim poczucie bezpieczeństwa.

Zaczniemy ryzykować. Będziemy chodzić na spacery i randki, bo wiosna ma swoje prawa i żadne zagrożenie nie zmieni odwiecznego rytmu życia i śmierci. Przestaniemy siedzieć w domu, bo uznamy, że życie ograniczone do przetrwania nie stanowi żadnej wartości. Oczywiście nie stanie się to z dnia na dzień, ale ludzkość już zaczyna wracać do normalności, bo zaczynamy się oswajać z kolejnym niebezpieczeństwem. Nasz defekt mózgu sprawia, że to, o czym wiemy, już naszego strachu nie budzi, bo możemy kalkulować niebezpieczeństwo. A kalkulacja to, co na czym się nasz świat opiera. Przeraża nas, to czego nie znamy i czego nie umiemy kalkulować.

Oswajanie niebezpieczeństwa to nic innego jak tworzenie świata, w którym niebezpieczeństwo chowamy do odpowiedniej szufladki z etykietką i o którym z każdym dniem bardziej zapominamy. Bo życie trwa nadal.

Mariusz Lewandowski