List do Pana Boga

List do Pana Boga

Dziś w jednym z elbląskich kościołów został odczytany list, jaki żona adresowała do człowieka, którego ciało dziś spoczęło na cmentarzu. To bardzo nietypowy list i jego adresatem był bardzo nietypowy człowiek Jarek Sławek.

Kiedy spotkaliśmy się po raz ostatni kilka tygodni temu, jak zawsze zadałem mu durne pytanie – bardziej Jarek czy bardziej Sławek i jak zawsze owo pytanie budziło jego uśmiech. Twarz Jarka poorana była zmarszczkami ale bynajmniej nie były to zmarszczki od śmiechu bo Jarek był przez sporą część życia czynnym alkoholikiem i każdy, kto zna oblicza ludzi, którzy nie stronili od uciech życia od razu rozpoznaje owe mało, zda się, zauważalne rysy rzeźbione przez los. Ale los Jarka zatoczył koło – zginął pod kołami samochodu prowadzonego przez pijanego kierowcę. Można zatem powiedzieć, że to koło życia Jarka coś symbolizuje bo zginął od tego z czym sam walczył, zrywając się ze smyczy nałogu.

Kiedy kościół opuściła trumna z ciałem Jarka i wyszli niemal wszyscy żałobnicy, przez małe okna wybudowanego na wzór podhalański kościoła Błogosławionej Doroty z Mątów zaczęło się przebijać słońce. Jeden z promieni padał na obraz Jezusa upadającego pod krzyżem i uparcie pokazywał dlaczego droga Jarka była warta szczególnej uwagi. On swój krzyż podniósł bo poszedł dalej krok w krok za zbawicielem. I być może już siedzi po prawicy Ojca patrząc na nas z szelmowskim uśmiechem człowieka przez duże C.

Pożegnanie Jarka to słowa kapłana opisujące kim był Sławek dla wspólnot, w których działał. Ale punkt widzenia zawsze zależy od punktu, z którego się patrzy. A jak wiadomo więcej widać z daleka i kapłańskie wspomnienie o zmarłym tylko otarło się o to kim był Sławek w istocie.

Sławek od kilku lat działał w stowarzyszeniu Arka i moja uwaga padła na niego właśnie podczas jakieś konferencji wpisanej we wsparcie tych, którzy sami sobie w życiu nie radzą. Od tego czasu obserwowałem jego posty od czasu do czasu coś tam dodając lub coś tam podpowiadając. Ale z czasem okazało się, że w postach Jarka zaczęło pojawiać się coraz więcej informacji o tym co robił właśnie w katolickich kręgach wsparcia. Światełko w tunelu dla wielu innych i pątnik, który własnym przykładem pokazał, że droga życia nie zawsze prowadzi do Boga na wprost. Może nie był drogą i latarnią morską ale na pewno była kładką i światełkiem pokazującym, że nie ma tego złego z czym sobie poradzić nie można. A on wiedział i chętnie ową, okupioną latami własnego życia wiedzę rozdawał innym i był w tym autentyczny właśnie dlatego, że wiedział co mówi jak mało kto.

Miarą naszych lat jest lat siedemdziesiąt lub, gdy jesteśmy mocni, osiemdziesiąt” zabrzmiały dziś słowa Psalmu Dziewięćdziesiątego i nie jest przypadkiem że dopiero w połowie tej drogi nachodzi nas refleksja nad życiem własnym i nad światem, w którym żyjemy. Życie zaczyna się po czterdziestce, ale to nie do końca prawda. Są ludzie, którzy w pogoni za tym lub innym zajączkiem współczesnego świata zagonią się na śmierć i jeszcze zanim postawią sobie pytanie po co, są już na mecie rozliczając się przed Bogiem z życia zbyt pośpiesznego, by było rozważne.

Ile narkomanek przedawkowało przed dniem gdy stały się pełnoletnie? Ilu chłopców znalazło śmierć po paru zbyt głębokich kieliszkach? Ile niepotrzebnych tragedii wynikło tylko dlatego, że nikt nie postawił sobie pytania: „za czym gonię i po co mi to za czym gonię jest potrzebne?”

Owa smutna ceremonia odbyła się dokładnie w trzy miesiące po ślubie, jaki zawarł Jarek z Elą po niemal piętnastu latach znajomości. Ironią losu i zrządzeniem Boga jest to, że zabrał Jarka właśnie teraz, gdy droga jego życia się wyprostowała.

List Eli wyciskał łzy z oczu. Sporo wysiłku musiałem włożyć by nie płakać, słuchając słów żony skierowanych do męża. Czy może być lepszy list polecający dla kogoś kto staje w obliczu Pana dla rozliczenia swego życia?

W kilka godzin po śmierci Jarka było spotkanie z Krzysztofem Zanussim. Na krzesłach Seminarium zabrakło Jarka ale wtedy, szukając kity siwych włosów, nie wiedziałem, że to on stracił życie na Alei Jana Pawła II.

Pieniądze są wspaniałym sługą ale kiepskim panem” – usłyszałem od reżysera i zastanawiam się ile z tego o czym mówił reżyser można by było dziś potraktować jako epitafium życia Jarka?

Czemu miał służyć rajd pijanego kierowcy, który zakończył życie Jarka? Szybki podryw na dyskotece i poszpanowanie na Modrzewinie, od lat stanowiącej plac manewrów zdecydowanie zbyt szybko wykonywanych? Testowanie zimowych opon czy powitanie porannego słońca opromieniającego Elbląg?

Ale Zanussi mówił też o świętości i o tym, że świętość nie zawsze oznacza życie w Bogu i święci to nie zawsze ludzie przyjemni w obyciu. Czy śmierć Ojca Maksymiliana Kolbe sprawiła, że ludzie zapomnieli o jego trudnym charakterze? Nie, ale jego wady są niczym wobec ceny świętości jaką opłacił własnym życiem.

Za co zapłacił Jarek swoim życiem też nie wiem. Miara jego dni wypełniła się w dziewięćdziesiąt dni od zaślubin i właśnie na Alei Jana Pawła II, papieża, który psalmem dziewięćdziesiątym poprzedził swój list do ludzi w podeszłym wieku.

Trumna z ciałem Jarka wyjechała z Kościoła na jakimś profesjonalnym podeście przywiezionym przez zakład pogrzebowy.

Są ludzie, którzy całe życie ciułają grosz do grosza po to by ich trumnę ozdobiono złotem i wieziono w karecie do marmurowego grobowca.

Ale są też i tacy, którzy swoim życiem zasłużyli na to by być w ostatnią drogę poniesionym na ramionach przyjaciół.

Moim zdaniem Jarka za to co robił należało z kościoła wynieść, ale czy tak się stało na cmentarzu nie wiem, ponieważ aż tyle odwagi by tam pojechać w sobie nie znalazłem.

Jadąc do domu otarłem łzę ale naprawdę nie wiem czy bardziej z żalu, że Jarek odszedł czy z żalu nad tym, że wielu takich jak ja swoim życiem zawstydzał.

ML

Na pożegnanie ku pamięci nieśmiertelna piosenka zaśpiewana przez Eleni podczas Dni Papieskich.

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.