Krótka rozprawa „O nierządzie pozarządowym”

Krótka rozprawa „O nierządzie pozarządowym”


Elbląskie organizacje pozarządowe to starannie przemyślana sitwa wzajemnych powiązań -mówią jedni, grupa ludzi aktywnych – argumentują drudzy. Tak czy siak, środowisko to dzieli się, jak każde, na pasjonatów chcących działać dla innych i kunktatorów chcących ze środków publicznych uwić sobie gniazdko i zostać zawodowymi społecznikami.

Przed nami nowa kadencja samorządu – po raz pierwszy będzie to kadencja pięcioletnia i to chyba czas odpowiedni do tego, by oddzielić działania pasjonatów od synekur, w których za wspólne pieniądze rozgrywa się własne interesy i interesiki.

 Na początek zaczniemy od głowy, którą w Elblągu tworzy tak zwana Rada Elbląskich Organizacji Pozarządowych. Rada, jak wynika z jej strony, posiada Statut. Ale czy jest on zgodny z prawem? Otóż niekoniecznie, a to z dwóch powodów. Po pierwsze, jego treść pochodzi z roku 2007, a ile razy się w tym czasie zmieniła ustawa o organizacjach pozarządowych, nie wie pewnie i sama kancelaria Sejmu. Aktualizacja  statutu z roku 2016 była zaś byle jaka.

Drugi to to, że prawdopodobnie nawet w roku 2007 nikt tego Statutu nie sprawdził i w ten oto sposób powstało swego rodzaju koło wzajemnej adoracji, przeznaczone tak naprawdę… do kantowania organizacji pozarządowych złożonych z pasjonatów i nie posiadających zawodowej reprezentacji.

 Jak się owo kantowanie odbywa? Otóż owa Rada składa się właśnie z zawodowych społeczników i jak na zawodowców przystało, dba głównie o to by na opłacenie etatów zawodowców były środki publiczne. A co zrobić żeby wybory do Rady odbyły się w sposób odpowiedni i wybrano jak zawsze tych, których wybrać należy?

Rada od lat stosuje dwa niezawodne patenty – pierwszy z nich to termin, w którym spotkania, narady i wszelkie wybory się odbywają. Nawet posiedzenia samej Rady odbywają się w dni robocze przed południem co oznacza, że nikt, kto zawodowo nie utrzymuje się z pracy społecznej w ich pracach udziału brać nie może. Są oczywiście emeryci czyli ludzie, którzy aktywność zawodową zakończyli i faktycznie to ich głosami w większości owa Rada bywa wybierana. Ale poza spotkaniami, na których jest darmowa kawa i ciasteczka, emerytów za wielu nie ma, jest więc tak, że Rada w zasadzie robi co chce i nikt niczego jej zrobić nie może „bo ponieważ” w jej Statucie nie ma ani drogi odwoławczej od jej decyzji ani drogi sądowej do jej rozwiązania.

 Komunistyczna Partia Towarzysza Kolińskiego żąda od lat rozwiązania Obozu Radykalno-Narodowego, nazywając jej członków faszystami, a ich ideologię faszystowską.

  Na ile spadkobiercy komunistów mogą krytykować faszystów? Na to pytanie każdy odpowie sobie sam, jest natomiast faktem, że delegalizacji ONR nie ma i zapewne nie będzie, ale sąd, który ową organizację zarejestrował, wnioski tego typu rozpoznaje.

 W wypadku Rady Elbląskich Organizacji Pozarządowych nie można zrobić nic, bo o ile wyczytać można ze strony Centrum Organizacji Pozarządowych owa Rada w żadnym sądzie się nie zarejestrowała… Czym się więc owa szanowna Rada zajmuje?  Naszym zdaniem – lobbowaniem – głównie na rzecz zawodowych działaczy społecznych, dbając o to by regulaminy konkursów ogłaszanych przez Prezydenta Elbląga były odpowiednie – to znaczy by wyłączyły z udziału w tych konkursach kogo trzeba i by pieniądze publiczne trafiły do kogo trzeba.

 Ale jest i drugi poziom zabezpieczeń finansowych interesów naszych profesjonalnych działaczy społecznych – powiązania personalne. Jeden prezes jednej organizacji jest wiceprezesem innej organizacji, a prokurent w trzech z nich jest prezesem czwartej. I tak dalej, i tak dalej i tak dalej…

Owi wielofunkcyjni specjaliści od wszystkiego robią wszystko – opiniują projekty uchwał, na podstawie których potem Prezydent ogłasza konkursy; opiniują regulaminy, w oparciu o które środki te się potem rozdziela, a na końcu jako eksperci przydzielają punkty dla poszczególnych ofert poszczególnych organizacji, oczywiście dbając ze szczególną konsekwencją by nie opiniować konkursów własnych organizacji.

Ale, jak wiadomo, ręka rękę myje, więc można powiedzieć, że na długo przed ogłoszeniem konkursu wiadomo kto go wygra i niestety Prezydent jest tu zakładnikiem demokracji bo zgodnie z założeniami ustawy o konsultacjach społecznych większość projektów konsultuje z tymi, których się ma czyli z tymi, z którymi ma je konsultować i którzy ze środków publicznych czerpią pełnymi garściami.

A co z całą resztą? Otóż reszta małych organizacji pozarządowych może co najwyżej robić za tło owych asów bo żadnych środków nie dostanie, bo nie posiada odpowiedniego doświadczenia i odpowiedniego potencjału.

W efekcie małe organizacje pozarządowe złożone z pasjonatów działają w zasadzie za składki i z darów, a na dostęp do środków publicznych liczyć raczej nie mogą.

A skoro na dostęp do środków publicznych liczyć nie mogą, to nie są zainteresowane ani samą Radą, ani jej członkami, ani tym bardziej jej działaniami. I tak owa beztroska bezczynność trwa i trwa, a kadencje głosowania i wybory lecą ku przodowi, a jedyne co się nie zmienia to właśnie mechanizm parawyborczy.

Dlaczego mechanizm jest parawyborczy? Powody są dwa – pierwszy z nich to ten, że do ważności wyborów nie jest wymagane żadne kworum. Co to oznacza w praktyce? Na konferencję plenarną przyjdzie dziewięć osób i wybiorą Radę zgodnie z owym Statutem… Ale i tu, jak przystało na zawodowych społeczników, jest drugie zabezpieczenie – nawet gdyby na konferencję nie przyszedł nikt to i tak głosowanie może się odbyć elektronicznie. Wniosek – wystarczą trzy osoby, które z  wyślą z kilku skrzynek  odpowiednie maile i już wybraliśmy kogo trzeba.

 Powód drugi i zupełna rewelacja to punkt 18 regulaminu głosowania, który stanowi, że: „Istnieje możliwość przeprowadzenia wyborów wyłącznie przy pomocy narzędzi elektronicznych z zachowaniem tajności wyborów. „ Można zatem wysłać dowolną ilość maili z dowolnych skrzynek pocztowych i wszystkie one będą głosami oddanymi w tych wyborach, a co ciekawsze, nikt w myśl zasady tajności głosowania zajrzeć do nich  nie może.  Na kogo zatem dana organizacja oddała głos jest tajemnicą tych, którzy te głosy liczą i dla nich to głosowanie tajne nie jest.

Tajne przez poufne specjalnej troski…

 Polacy śmieją się z wyborów na demokratycznej „Kubie” czy w przysłowiowym już  „San Escobar”, a tu proszę, w naszym kochanym elbląskim środowisku są osoby wybrane nie wiadomo przez kogo głosami tajnymi ze skrzynek pocztowych obsługiwanych przez nie wiadomo przez kogo i jest to swojego rodzaju specjalnej troski demokracja po elbląsku.

Po co organizować wybory, po co losować składy komisji wyborczych i płacić ich członkom diety skoro można zrobić tak jak zrobiła to Rada – ustalać wynik wyborów z „mankieta” komisji skrutacyjnej?

Ale, ale jak czasem mawia pewien znany dziennikarz używający określenia „Złota Pani” – przecież nie można ryzykować, by głosy liczył ktoś nieodpowiedni, bo jak mawiał Stalin – nieważne kto głosuje, ważne, kto liczy głosy. Dla zapewnienia demokratycznego przebiegu głosowania ustalono zatem, że komisja skrutacyjna ma się składać z członków ustępującej Rady i etatowych pracowników Centrum, przy czym ci pierwsi prawdopodobnie  wcale nie muszą z kandydowania do Rady zrezygnować. Zresztą ci drudzy są zazwyczaj podwładnymi tych pierwszych mamy zatem idealnie zaprojektowany  „korpus wyborczy specjalnego  przeznaczenia”.

Ale i to nie wszystko; bo co prawda głosowanie jest tajne, ale komisja skrutacyjna może uznać za nieważny głos złożony przez osobę, która prawa głosu nie posiada. Wystarczy zatem odpowiednią liczbę głosów nieprawomyślnie oddanych opatrzyć adnotacją, że głos został oddany przez osobę nieuprawnioną do głosowania i już.  Hola hola – ale jak ustalić, kto oddał dany głos skoro głosowanie było tajne?

W Technikum Mechanicznym przedmioty zawodowe wykładał  Profesor  Czystaw. Jego ulubioną odpowiedzią na pytanie uczniów jak dobrać jakiś parametr do wzoru na ścinanie sworznia było wskazanie sufitu i powiedzenie, że odpowiedź na to pytanie jest gdzieś tam na nim zapisana.

 Jak widać w Elblągu dokładnie tak ustalić można wynik głosowania do bardzo poważnej Rady, która podejmuje bardzo ważne decyzje i decyduje o tym na co pójdą miliony złotych jakie samorząd przeznacza na działalność organizacji pozarządowych.

 Elbląskie Stowarzyszenie Wspierania Inicjatyw Pozarządowych w roku 2013 otrzymało 320 tysięcy złotych z Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej na realizację programu „Elbląg Konsultuje” .

 Elbląski Klub Karate, który istnieje niemal pół wieku z trudem opłaca ogrzewanie sali gimnastycznej i jest dla niego problemem 50 zł za godzinę jej użytkowania. Młodzieżowe kluby sportowe, nawet te piłkarskie, z trudem wiążą koniec z końcem licząc bardziej na wpłaty od rodziców niż na wsparcie publiczne. „Lazarus” ma coraz większe problemy z pozyskaniem opiekunek dla osób niepełnosprawnych bo płace, jakie oferują, nie wytrzymują konkurencji sektora prywatnych usług opiekuńczych. Ochotnicza Straż Pożarna w Elblągu pilnie potrzebuje sprężarki dla nurków by napełnić ich butle podczas akcji ratunkowych lub podczas poszukiwania ciał ofiar utonięć.

Za owe 320 tysięcy złotych można by było takich sprężarek kupić dziewięć, ale najmądrzejsze ze wszystkich ministerstw uznało, że pomysł pewnego prezesa wszystkich prezesów jest najlepszy tylko dlatego, że partnerem w tym projekcie był Prezydent Elbląga Jerzy Wilk. Czy tak ma wyglądać rozsądne gospodarowanie środkami publicznymi, niech każdy z Państwa odpowie sobie sam i zastanowi się, której organizacji warto przekazać 1% swoich podatków.   Bo warto, ale z pewnością nie każdej…. 

Podobne