Hejterzy z „Portelu”

Kampania wyborcza rusza. Witold Wróblewski opowiedział o tym, co za nim i o tym, co przed Elblągiem. Jednak najważniejsze jest to, co mówią o nim inni. Skuteczność to pierwsza cnota polityka a Witold Wróblewski zrobił wiele. Ile zrobi jeszcze – zdecydujemy za dwa miesiące.

Koledzy z Portelu specjalizują się w słowie pisanym i chwała im za to. Kilka dni temu Sebastian Bona Kuchejda napisał, że montując film z wesela, dowiaduje się o filmowanej parze, więcej niż można by się spodziewać. Owa krótka refleksja dotyczyła co prawda filmów z wesel i zaślubin, ale jest słuszna i warto ją zapamiętać. Nasza redakcja stara się połączyć dwa w jedni słowo pisane pozostawić na papierze naszego miesięcznika, a na portalu pokazać to, co się wydarzyło.

Bo jak mówi klasyk jedno zdjęcie to więcej niż tysiąc słów a jedna minuta nagrania to tysiące fotografii.

Pod publikacją na portelu już zaczyna się wylewać fala hejtu, ale nikt z geniuszy wolnego słowa nie ma odwagi użyć tych lier, z których składa się jego imie i nazwisko. Słowa bez podpisu nic nie znaczą i są jako dym na wietrze a ten, kto buduje z nich swój obraz świata, jest durniem równie wielkim, jak ci frustraci, którzy ten dym tworzą.

Ludzie inteligentni wola posłuchać, pomyśleć i czasami coś napisać. Ludzi mało inteligentni nie czytają, nie słuchają, za to notorycznie gadają lub piszą. Najczęściej głupoty….