Głos Kobiet w sprawie Czarnego Piątku

Głos Kobiet w sprawie Czarnego Piątku

Czarny Piątek 2018 – wspólnie a jednak trochę osobno – Sukces z gorzkim posmakiem

Minęło niewiele czasu od „Czarnego Piątku”, a już jego główne przesłanie zostaje przyćmione przez niepotrzebne spory, przykre komentarze i próby wykorzystania walki kobiet o podstawowe prawa przez poszczególne partie. Czy naprawdę tak musi być? Czy to, o co walczą Polki nie może być sprawą samą w sobie? To przecież jest najważniejsze – Zatrzymanie okrutnego przepisu, który zmusza do rodzenia w wielu tragicznych przypadkach, nawet wtedy, gdy dziecko ma się urodzić śmiertelnie chore i umrzeć w ogromnym cierpieniu niedługo po porodzie – na oczach zrozpaczonych rodziców.

„Czarny Piątek”, który odbył się w wielu miastach Polski 23 marca 2018 roku był zrywem niezwykłym. Zorganizowanym w ciągu kilku dni protestem, odpowiedzią na komunikat Episkopatu Polski, którego głównym przesłaniem było zmobilizowanie rządu do jak najszybszego pochylenia się nad projektem „Zatrzymaj aborcję”. Niespełna tydzień później (19.03) partia rządząca skierowała ów projekt pod obrady komisji. Na zorganizowanie protestu było więc bardzo mało czasu. Mimo to udało się. Polki i Polacy wyszli na ulice licznie domagając się swoich praw. Skandowano hasła jak m.in „Martwa dziecka nie urodzę”, „Myślę, czuję, decyduję”,  „Kobieta też człowiek”, „Wolna Polka” czy „Wolność wyboru zamiast terroru”. Kobiety, a także ich partnerzy, pokazały swoją moc i to, że się nie poddadzą, nie ulegną propagandzie tych, którzy chcą na siłę narzucić im swoje poglądy. Że mówią „NIE” państwu kościelnemu. Niestety atmosfera wspólnoty, siły, ale także radości z udanej organizacji wydarzenia po części minęła.


Ci, którzy chcą zaszkodzić walczącym kobietom, ruszyli do boju. Oczywiście najłatwiej jest zostawić anonimowe wpisy w internecie, więc jest ich niezliczona ilość. Komentarze typu „Tym babom nie grozi aborcja bo są stare i brzydkie” lub „99% kobiet z marszu już zapomniało jak się bzyka” można uznać za całkiem przyzwoite… Wiele jest jednak takich, które nie tylko pełne są przekleństw, uczestniczki są w nich nazywane morderczyniami, nie brak w nich obraźliwych inwektyw, ale i często zawierają życzenia śmierci.

Sporo jest również takich, których autorzy żałują, że ci, którzy szli w marszach sami nie zostali „abortowani”. Niestety nie jest tajemnicą, iż część z nich napisanych zostało przez tzw. katolików, którzy czasami dopisują nawet, iż zamiast „łazić na durne protesty, lepiej iść wyspowiadać się czy na drogę krzyżową”. Nie ma to jak dbałość o stosowanie się do przykazań, a szczególnie to mówiące o miłości bliźniego….

Są tacy, którzy próbują walczyć poprzez personalne ataki na uczestniczki. Piszą więc, że jedna jest w takiej partii, inna w drugiej, a trzecia ma trójkę dzieci, więc jak może chodzić na marsze? Powinna siedzieć w domu i zajmować się tymi, co urodziła, a nie „walczyć o zabijanie kolejnych”. Nie brak też złośliwych komentarzy wokół jednej z ciężarnych kobiet, która została zatrzymana przez policję podczas warszawskiego „Czarnego Piątku” . Ktoś usłyszał, że jest w dziewiątym miesiącu ciąży, inny, że w ósmym, a jeszcze inny dodaje, że dziewczyna ma cukrzycę, więc jak w ogóle może chodzić z brzuchem zamiast leżeć i o dziecko dbać? Tak, jakby cukrzyca miała wykluczać z życia społecznego, a kwestia bycia na przełomie ósmego i dziewiątego miesiąca ciąży była sprawą wagi państwowej. Jednak, jak widać, ciężarna traci wszelkie prawa. Ma zajmować się tylko własnym brzuchem, a konkretnie – tym, co jest w nim, bez względu na to czy jest to pierwszy tydzień, czy ostatni miesiąc ciąży. Ona sama, jej chęci, pragnienia, przekonania się nie liczą. Jest przecież chodzącym inkubatorem, jej ciało sprowadza się do macicy. Zapewne może wyjść do kościoła i, ewentualnie ginekologa. Jednak nie na badania prenatalne! To przecież „oczywiste”, że są pierwszym krokiem do aborcji…

Pokusie uległy też niektóre partie polityczne, które na tragedii, bo jak inaczej nazwać tę sytuację, próbują zdobyć nowych zwolenników. Na wielu marszach, chociaż były przecież marszami kobiet, nie brakowało partyjnych flag, rozdawane były ulotki, charakterystyczne znaki widać było z daleka. Wystąpienia polityków i polityczek można, oczywiście, zrozumieć, co więcej – bardzo dobrze, że angażują się w tak ważne sprawy!

Szkoda tylko, że w trakcie przemówień tak wielu z nich przypominało o przynależności do swojego ugrupowania i wykorzystywało każdy moment by pochwalić się jego dokonaniami oraz zachęcało do głosowania w m.in. zbliżających się wyborach samorządowych. Zamiast walki o wolność i prawa kobiet z głośników w niektórych miastach płynęła więc partyjna agitacja – mniej lub bardziej oczywista.

A nie o to chyba przecież chodziło? Czy pomoc w ważnej sprawie usprawiedliwia „reklamę” partii czy swojej osoby? W czasie, gdy maszerujący chcieli się jednoczyć, działacze próbowali walczyć o coś innego niż prawa kobiet. Nie pomogło to ani w utrzymaniu atmosfery w czasie ani komentarzach po wydarzeniu.

Nie brakło też sporów o organizację samą w sobie – kto miał bardziej istotny wkład, komu należą się większe brawa. Czy jakaś z inicjatorek akcji należy do danej organizacji i czy w związku z tym ma prawo głosu? Ciosy padają więc nie tylko z zewnątrz, ale i z wewnątrz. Te drugie są boleśniejsze i trudniejsze do pokonania. Jednak przecież siła kobiet jest wielka i prawdziwa jedność może zwyciężyć.

Ale tym razem – Miało być wspólnie, a wyszło momentami trochę osobno… Przynajmniej wtedy, gdy skończył się już Piątek, a nastąpiły kolejne dni. Co nie znaczy, że następnym razem nie może być lepiej.

http://puellanova.pl/czarny-piatek-2018-wspolnie-a-jednak-troche-osobno-sukces-z-gorzkim-posmakiem/

Interesujący tekst wart przemyślenia. O ile ktoś sztukę myślenia opanował rzecz jasna.

Podobne

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.