Taniec towarzyski dla par 60+

Centrum Tańca „Promyk” zaprasza wszystkich seniorów, którzy chcą ciekawie i aktywnie spędzić czas na emeryturze, do zapisów na nową sekcję tańca towarzyskiego dla par 60+. Pierwsze spotkanie odbędzie się w sobotę 2 lutego w CT „Promyk” o godzinie 15:00.

Tańca towarzyskiego można nauczyć się w każdym wieku, niezależnie od stopnia sprawności. Taniec poprawia samopoczucie, jest sposobem na uwolnienie się od codziennych napięć i jednocześnie pomaga zachować młodość, kondycję oraz dobre samopoczucie fizyczne i psychiczne.

– Dla osób po 60 roku życia, treningi tańca towarzyskiego są znakomitym rozwiązaniem i alternatywą dla trudnych ćwiczeń fizycznych i gimnastycznych. Są równie efektywne jak zajęcia z ciężarkami czy bieganie, ale co istotne, są przyjemniejsze – nie kojarzą się z przykrym obowiązkiem i dodatkowym obciążeniem – mówi Zyta Wrzos z Centrum Tańca „Promyk”.

Taniec towarzyski to dyscyplina sportowa, która umożliwia pracę nad pewnością siebie, pozwala uwolnić swoje emocje i odnaleźć w sobie na nowo siły witalne i temperament. Regularne treningi wpływają pozytywnie na układ krążenia oraz układ oddechowy, eliminują stres, depresję, a także poprawiają zdolności umysłowe.

Zajęcia nowej sekcji tańca towarzyskiego dla seniorów startują w sobotę 2 lutego o godzinie 15:00 w Centrum Tańca „Promyk” przy ul. Browarnej 80. Wszystkich zainteresowanych serdecznie zapraszamy do zapisów.

Pełna oferta i harmonogram zajęć dostępne są na stronie: www.promyk.elblag.pl

Biuro czynne od poniedziałku do piątku od 8:00 do 16:00
tel.
+48  55 611 01 30/40
tel. kom. +48 609 977 220
e-mail: promyk@swiatowid.elblag.pl

Od 25 stycznia do 7 lutego Kino Światowid zaprasza na film „Kartoteka 64″. To kolejna ekranizacja bestsellerowej serii kryminałów Jussi Adler-Olsena – pisarza stawianego przez krytykę i czytelników obok takich skandynawskich mistrzów gatunku, jak: Henning Mankell, Stieg Larsson i Jo Nesbo. Tym razem nieustraszeni detektywi z Departamentu Q podejmą się sprawy tajemniczego ośrodka, w którym na przetrzymywanych kobietach testowano nazistowskie praktyki eugeniki. 

Przeżywający problemy osobiste komisarz Carl Mørck przystępuje do nierozwikłanej od lat sprawy tajemniczego zaginięcia prostytutki. W toku śledztwa odkrywa, że przypadek kobiety stanowi zaledwie fragment znacznie większej układanki, dotyczącej nadużyć najgorszego rodzaju. Takich, których geneza sięga pół wieku wstecz i które prawdopodobnie nadal mają miejsce. Nadużycia seksualne, medyczne eksperymenty, przemoc i gęstniejący mrok składają się na najtrudniejszą i jak dotąd najbardziej zawikłaną sprawą w dziejach Departamentu Q.

Reżyseria: Christoffer Boe

Obsada: Nikolaj Lie Kaas, Fares Fares, Johanne Louise Schmidt, SørenPilmark

Produkcja: Dania 2018

Czas: 100 min

Bilety na film można nabyć online lub w kasie Centrum Spotkań Europejskich Światowid. Kasa jest czynna od poniedziałku do piątku od godz. 14.30 do 20.30 (lub 15 minut przed pierwszym seansem). W soboty i niedziele od godz. 11:30 do 20:30. Więcej informacji pod numerem: (55) 611 20 56/76 lub pisząc na adres: kino@swiatowid.elblag.pl.


Od 25 stycznia do 7 lutego Kino Światowid zaprasza na film „Maria, królowa Szkotów”. To historyczna superprodukcja opowiadająca o tragicznym życiu królowej Marii Stuart. W rolach głównych występują nominowane do Oscara Saoirse Ronan oraz Margot Robbie.

Maria, królowa Szkotów” to zapis trudnego życia charyzmatycznej Marii Stuart. W wieku 16 lat stała się królową Francji, w wieku 18 owdowiała, czując silną presję otoczenia, by ponownie wyjść za mąż. Zamiast tego Maria powraca do swej ojczystej Szkocji, by osiąść na tamtejszym, należnym jej, jak twierdzi, tronie. Tymczasem na tronie Anglii i Szkocji zasiada Elżbieta I. Młoda królowa przygląda się „siostrze” z lękiem i fascynacją. Rywalki we władzy i miłości, osamotnione kobiety w męskim świecie, muszą zdecydować, jaką strategię podejmą w grze toczącej się wokół małżeństwa i niezależności. Maria, zdecydowana być kimś więcej niż marionetka, utrzymuje, że angielski tron należy się jej, co zagraża suwerenności Elżbiety. Rebelia, zdrada, konspiracja zachwieją oboma tronami, zmieniając na zawsze kurs historii.

Reżyseria: Josie Rourke

Obsada: Saoirse Ronan, Margot Robbie, Jack Lowden, David Tennant

Produkcja: Wielka Brytania 2018

Czas: 125 min

Bilety na film można nabyć online lub w kasie Centrum Spotkań Europejskich Światowid. Kasa jest czynna od poniedziałku do piątku od godz. 14.30 do 20.30 (lub 15 minut przed pierwszym seansem). W soboty i niedziele od godz. 11:30 do 20:30. Więcej informacji pod numerem: (55) 611 20 56/76 lub pisząc na adres: kino@swiatowid.elblag.pl.

Dzień Żałoby Narodowej ku czci górników, którzy zginęli w kopalni w  Karwinie.

Co się stało w tej konkretnej kopalni sprawdzili już koledzy z Wirtualnej Polski a zapis ich widzenia sprawy można przeczytać

https://wiadomosci.wp.pl/dotarlismy-do-najwazniejszego-swiadka-katastrofy-w-karwinie-6330383289304705a

Co wato o Polskim węglu wiedzieć ? 18 grudnia odszedł na wieczny plan Kazimierz Kutz reżyser, który pokazał nam Śląsk a dokładniej – artystyczny obraz śląska.
Sól ziemi czarnej (1969) i Perła w koronie (1971) to klasyki i zapewne mało kto ich nie oglądał.

Polscy górnicy to nie są już tacy sami jak och dziadowie czy ojcowie – dziś to pokolenie ukształtowane nie przez patos zawodu, ale kapitalizm i jego realia.

A realia górnicze mamy trudne.

W USA przeciętny górnik w kopalni podziemnej wydobywa 3,5 tony węgla na godzinę, w Polsce zaledwie 0,4 tony, czyli ponad osiem razy mniej!
Najbardziej zdumiewające jest jednak to, że Amerykanie fedrują pod ziemią 122 mln ton węgla rocznie (prawie dwa razy więcej niż Polacy) eksploatując niemal o połowę mniej ścian wydobywczych – mają ich zaledwie 47 przy 85 w Polsce.
Po prostu tam inwestuje się wyłącznie w najbardziej zyskowne pokłady, a u nas wciąż pokutuje odziedziczone z PRL przekonanie, że węgiel z pokładu należy wydobyć do ostatniej bryłki.

https://oko.press/kolejny-polski-mit-umiera-wegiel-sie-konczy-starczy-na-15-lat/

No cóż, Stany to Stany i stać je na to, by wybierać najlepsze pokłady – Polski na taki luksus nie stać.
Czy na pewno, skoro już dziś lawinowo rośnie import węgla ze Wspólnoty Niepodległych Państw, którego cena jest zacznie niższa, od tej za węgiel z kopalń śląska ?
Górnicy wiedzą jak walczyć o swoje interesy, stąd cena węgla rośnie, a z nią rośnie import. To, co wwożą do Polski importerzy widać w powietrzu – w Elblągu czasami, w Katowicach prawie zawsze.

Co możemy zrobić ? Badać jakość węgla na składowiskach i sprawdzać co się z czyjego komina wydobywa. To drugie zadanie Elbląg już realizuje za pomocą drona, który zakupiliśmy dla Straży Miejskiej. Ale przede wszystkim ocieplać budynki, bo tylko tak możemy chronić klimat.

A jak chronić życie Górnika ? W dniu Żałoby Narodowej warto pomyśleć, czy tak naprawdę jest nam potrzebny nowy smartfon, czy zmiana mebli, bo warto pamiętać, że każda z tych rzeczy wymaga pracy również górników.

Szkolenie nurka w latach 80-tych nie było łatwe. Radzieckie reduktory potrafiły na głębokości kilkunastu metrów zamarzać, skafandry były sprzętem raczej ekskluzywnym ,jacket” to była deska z pasami, a trymowanie wyporności odbywało się za pomocą ołowianych ciężarków zaprojektowanych chyba przez samego Jacka Cousteau.

O tym, co przeżywali nurkowie w mundurach wojsk specjalnych, lepiej nie mówić. I nie mówiono o tym wcale, ponieważ, w przeciwieństwie do słynnych amerykańskich „Fok” nasi nurkowie działali w zupełnym milczeniu i w zupełnej ciszy nie tylko dlatego, że otaczała ich woda, ale i dlatego, że o ową ciszę wokół nic dbali specjaliści z wojskowych służb informacyjnych (jakby się one wtedy nie nazywały ) dość ściśle. Powodów było rzecz jasna kilka, ale najważniejszy był ten, że żołnierzy tych przygotowywano do służby najcięższej i najbardziej wymagającej. Desant z pokładu śmigłowca był i jest jednym z zadań typowych dla jednostek specjalnych, ale taki skok dla osoby w półsuchym skafandrze nurka z płetwami i maską oraz dwudziestokilogramowymi butlami to już akrobatyka.  Jednak prawdziwy problem zaczynał się, jeśli pod wodą okazywało się, że reduktor się zacinał, trym nurka wyliczony był na kilka metrów, a w zasięgu wzroku nie było żadnego z kolegów.

Panika to czasem największy wróg żołnierza i podejrzewam, że to z jej powodów każda armia ponosiła największe straty w każdej wojnie. Problem jednak, że paniki ofiar nie widać, panikę nurka widzą zaś jego koledzy. Dlatego do tej jednostki nie kierowano poborowych z przypadku, a i jej kadra dobierana była niezwykle starannie. Dość dodać, że oficerem tej jednostki był Roman Polko, generał dywizji Wojska Polskiego, oficer dyplomowany wojsk powietrznodesantowych i sił specjalnych, doktor nauk wojskowych. Na pierwsze stanowisko służbowe skierowano go do 1 Batalionu Szturmowego w Dziwnowie, a potem dowodził jednostkami wojskowymi: 6 Batalionem Desantowo-Szturmowym, 18 Bielskim Batalionem Desantowo-Szturmowym oraz Wojskową Formacją Specjalną GROM.

Kompania płetwonurków
Pierwszy pluton płetwonurków w Wojsku Polskim był w składzie 26. batalionu rozpoznawczego. W 1. batalionie przewidywano kompanię tej specjalności. Prócz dowództwa (dowódca, zastępca dowódcy ds. politycznych, pomocnik dowódcy ds. technicznych, lekarz, szef kompanii, pisarz, kierowca) miała składać się z trzech plutonów płetwonurków i plutonu zabezpieczenia technicznego. Każdy z plutonów płetwonurków to dowódca plutonu, dwóch dowódców grup, dwóch pomocników dowódców grup, 4 starszych płetwonurków-zwiadowców i 10 płetwonurków-zwiadowców. Jako środki łączności mieli otrzymać 18 radiostacji R-352. Pluton zabezpieczenia technicznego odpowiadał za wsparcie pododdziałów bojowych. Składał się z dowódcy, pomocnika dowódcy – kierownika magazynu, starszego mechanika komory dekompresyjnej, starszego mechanika kontroli sprzętu płetwonurków, dwóch mechaników sprzętu płetwonurków, dowódcę kutra motorowego, kierowcę-starszego mechanika silnika zaburtowego, czterech kierowców-mechaników silnika zaburtowego, kierowcę-sanitariusza. Działania mogli zabezpieczać dzięki: komorze dekompresyjnej, kutrowi rozpoznawczemu SMK-75, 6 łodziami desantowymi z silnikami zaburtowymi, samochodami ciężarowymi i jedną przyczepą do transportu kutra oraz sanitarką.

Przeskoczyć „Dunaj”

Gdy w 1968 r., w ramach operacji Dunaj, na bazie Śląskiego Okręgu Wojskowego budowano armię interwencyjną, jej dowódca gen. Florian Siwicki dostał do dyspozycji dwie jednostki komandosów: 1 batalion szturmowy (1 bsz) oraz 62 kompanię specjalną (kspec.). Ci żołnierze przygotowywali się do walki na tyłach NATO. W czasie wojny 1 bsz, stacjonujący w Dziwnowie, miał działać na rzecz wystawionego przez LWP frontu polskiego. W odległości powyżej 400 km od własnych wojsk komandosi prowadziliby rozpoznanie, dywersję i niszczyli broń jądrową.

Większość żołnierzy obu specjednostek stacjonowała na lotnisku w Hradec Kralowe. Mieli wykonywać działania specjalne, neutralizować wrogą agenturę i chronić mieszkańców współpracujących z interwentami. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna. Brali udział w sianokosach i wykopkach, raz gasili płonącą stodołę. Gdy 7 września na skrzyżowaniu w Jicinie pijany polski żołnierz zabił dwoje Czechów, zranił pięć innych osób, w tym dwóch Polaków, obstawiali pogrzeb ofiar. Dowództwo obawiało się zamieszek, więc w ramach demonstracji siły wysłano pododdział z 1 batalionu.
– „Wśród miejscowych czerwone berety budziły powszechny strach. Dlatego każdy ważniejszy polski dowódca chciał mieć ochronę złożoną z naszych ludzi. Dochodziło do tego, że wyjeżdżający na patrole żołnierze z jednostek regularnych pożyczali od nas berety, bo wtedy miejscowi zachowywali się mniej agresywnie” – śmieje się por. Andrzej Żdan.

W czasie całej operacji Dunaj polscy komandosi nie musieli strzelać. Na skutek nieostrożnego obchodzenia się z bronią zginął młody żołnierz z Dziwnowa. Szeregowy z Bolesławca został zaś postrzelony przez bawiącego się kałasznikowem żołnierza Wojskowej Służby Wewnętrznej. – Po obiedzie nad stawem mył menażkę. Z odległości 200-300 metrów dostał w pachwinę. Wtedy pierwszy raz w życiu widziałem dziurę po kuli, która przeszła na wylot. Chłopak leżał w kałuży krwi. Po trzech tygodniach wyszedł ze szpitala. Komisja lekarska odesłała go do cywila – opowiada sierż. Jandeczko.
Powstanie Formozy poprzedziło utworzenie w etacie Ośrodka Szkolenia Nurków i Płetwonurków WP (OSNiP WP) w Gdyni – Zespołu Badawczego ds. Płetwonurków Morskich. Zespół, którego pierwszym dowódcą został kmdr por. Józef Rembisz, powstał z dniem 01.10.1973 roku na mocy zarządzenia szefa Sztabu MW nr 051/Org. z dnia 17.12.1973 roku i wcześniejszego wykazu zmian wydanego przez pierwszego zastępcę szefa Sztabu Generalnego WP. Zespół ten liczył 9 etatów. Równolegle trwały dalsze prace planistyczne. Zarządzeniem szefa Sztabu Generalnego WP nr 007/Org. z dnia 19.01.1974 roku w sprawie wprowadzenia do realizacji planu zamierzeń organizacyjnych Sił Zbrojnych PRL na lata 1974-1975 – na drugą połowę 1975 roku zaplanowano sformowanie Dywizjonu Specjalnego Płetwonurków w Gdyni. Etatowo dywizjon na czas pokoju miał składać się ze 100 żołnierzy (20 oficerów, 10 chorążych, 30 podoficerów i 40 szeregowych), a na czas wojny powiększać się do 239 żołnierzy (20 oficerów, 47 podoficerów i 172 szeregowych).
Prace koncepcyjne nad powstaniem dywizjonu były już na tyle zaawansowane, iż szef Sztabu Generalnego WP wydał zarządzenie nr 037/Sztab z dnia 06.07.1974 roku w sprawie organizacji i przeprowadzenia kursu działań specjalnych. Kurs ten miał na celu przygotowanie kadr dla organizowanego Dywizjonu Działań Specjalnych Płetwonurków MW oraz doskonalenie oficerów jednostek specjalnych. Planowany był na okres od 15.10.1974 do 30.11.1974 roku na bazie 1. Batalionu Szturmowego w Dziwnowie (praktyczne działanie grup specjalnych) oraz szkoleń w Warszawie i Gdyni. Wybór batalionu w Dziwnowie nie był przypadkowy, ponieważ była to najważniejsza i największa ówczesna jednostka specjalna w WP i w swoim składzie miała kompanię płetwonurków.

https://forum.dobroni.pl/f/1-batalion-szturmowy/48602

Jak działa „Formozawiemy. Dziś nikt nie kryje jej istnienia, a jej oficerowie często biorą udział w pokazach i prezentacjach. Dysponują najnowszym światowym sprzętem. A o ich poprzednikach milczano również dlatego, że szkolono ich na sprzęcie armii NATO i również tym zdobytym w Wietnamie. Walki wręcz uczyli ich też oficerowie z Korei. Ale o szkoleniu wojsk specjalnych w walce wręcz napiszemy innym razem i być może pokażemy słynne 47 metod, jakimi żołnierze „Specnazu” potrafią zabijać saperką, która w przeciwieństwie do „Kałacha” nie zacina się niemal nigdy. W „Specnazie” owo „niemal” czasem stanowi o życiu….

https://formoza.wp.mil.pl/pl/

Prace leśne

Z uwagi na rozpoczęte prace leśne w leśnictwie Jagodno, zamknięty został 350 metrowy odcinek czerwonego szlaku „Kopernikowskiego” (mapa), na trasie pomiędzy Pruchnikiem, a Łęczem. Utrudnienia potrwają maksymalnie do 20 stycznia 2019 r.

Droga będzie nieczynna ze względu na prowadzoną w jej bezpośrednim sąsiedztwie wycinkę drzew i związanym z nią ryzykiem wypadku. Droga na odcinku prowadzonych prac zostanie wyraźnie oznaczona.

Rozpoczęte prace leśne to tak zwane cięcia rębne, których celem – oprócz pozyskania drewna – jest doprowadzenie do powstania nowego lasu. Dzięki nowoczesnym, zrównoważonym metodom gospodarowania, możemy w miejsce wyciętych drzew przywrócić las zgodny z panującymi w tym miejscu warunkami przyrodniczymi, między innymi stosując naturalne odnowienie. W przyszłości będzie tu rósł las bukowy z domieszką dęba, i innych gatunków liściastych oraz sosny i świecka.

Przypominamy, że droga przy której prowadzone są prace, to wewnętrzna droga leśna, na której obowiązuje między innymi zakaz wjazdu dla pojazdów silnikowych. Poruszając się taką drogą zawsze należy zachować ostrożność ze względu na możliwość spotkania na niej maszyn leśnych oraz samochodów z drewnem i samochodów służby leśnej. Ze względów bezpieczeństwa prosimy także o stosowanie się do poleceń służby leśnej oraz pracowników Zakładu Usług Leśnych, realizujących prace.

Za utrudnienia przepraszamy.

Na czym polega głupota ? Odpowiedzi na to pytanie jest tyle ile pytań i każda z nich jest inna.
Ale jest i głupota tłumu, która niestety zaczyna dopadać zwolenników prawej strony sceny politycznej, a widać to doskonale na przykładzie to, co pojawiło się w postach na pewnej prawicowej tablicy Facebooka.

Założyciel owego profilu postawił przed sobą bardzo szczytne zadani i nazwał go: DEMASKUJEMY TOTALNĄ OPOZYCJĘ !

Profil często zawiera bardzo fajne i trafne uwagi na temat totalnej opozycji, ale dziś zdarzyło się coś, co trzeba nazwać niekontrolowaną erupcją debilizmu, przy której wszystkie europejskie wulkany wyglądają jak Mont Everest przy Mont Olympus.

Henryk Sznigir Facet z gatunku odpornych na wiedzę i trudnych do za…nia.

Wiesław Gizycki Pisz teksty, rób muzykę i nie licz na dotacje, bo wtedy trzeba się skur.ić. Wszystkiego dobrego i dzięki za fajne kawałki z 80 lat.

Waldemar Mołojec Kiedyś dobry muzyk i gitarzysta, lider zespołu Perfect. Dzisiaj głupek polityczny, który się ośmiesza w mediach. Szkoda, że tak nisko upadł.

Janusz Bajerski Dobrego oddziału psychiatrycznego.

Eugeniusz Krzystała Niech prosi Boga o zdrowie, bo o rozum jest już za późno !

Zbigniew Holdys to ikona polskiej muzyki, ale nade wszystko twórca tekstów niosących bunt i wołających o wolność. I to właśnie te teksty zmieniły sposób patrzenia na świat ludzi wchodzących w dorosłość w latach 80 tych.

Skąd wzięli się ludzie, którzy chcą skracać kogoś, czyj cień pada na pokolenia i czyja muzyka żyje, pomimo że od jej napisania mijają trzy dekady ?
Co sprawia, że ludzie jak wilki chcą rozedrzeć kogoś, kto w czasach komunizmu potrafił pokazać jak absurdalny system zafundował na Iljicz Lenin ze swoimi krasnoarmijcami ?

Zapał w demaskowaniu opozycji totalnej okazał się totalnym blamażem ludzi atakujący Zbigniewa Hołdysa. Owa czereda paszkwilantów przesłania artysty nie zna, albo go nie rozumie.

Można całe życie stać w kolejce po nadzieje na rozum, ale ta kolejka ma jedną wadę – nie posuwa się do przodu. Rozumu się nie kupuje, rozum to też nie wykształcenie, i nie dyplomy. Rozum to sztuka bycia przewodnikiem innych i sztuka pokazywania im dobrej drogi w przyszłość. I tym właśnie była muzyka Hołdysa. Jeśli ktoś tego nie rozumie, może już nie warto go czytać, bo i po co skoro jest Autobiografia, przy której płakała nie jedna Ewka czy Magda K. Czy takimi ludźmi jak ci z grupy demaskatorów chcieliśmy być, gdy polska stawała się wolna ? Co nam zostało z owego wspólnego przeżywanie pasji tworzenia kraju, skoro dziś potrafimy już tylko pluć jadem na dawnych proroków ?

Telewizja zabija-dobry smak artystyczny i chęć do tego, żeby się nam coś chciało chcieć. Ale nie tylko, bo jak donosi portal służb ratowniczych, w Słupsku telewizja zabija naprawdę. Ofiara upadku telewizji zmarła w wyniku wielonarządowych obrażeń wewnętrznych. Niestety Policja nie podała czy przyczyną śmierci telewidza był telewizor polski, czy importowany. Nie wiadomo też czy w sprawie zarzutów nie usłyszy Jacek Kurski Prezes Telewizji Polskiej odpowiedzialny za poziom mediów narodowych, które w Słupsku sięgnęły bruku”.

 

Zabójstwo w Słupsku! Ofiara miała przywiązany telewizor do szyi!

Państwowa Wyższa Szkoła Zawodowa w Elblągu wraz z Aresztem Śledczym w Elblągu zorganizowała konferencję naukową na temat więziennictwa. Niestety okazało się, że zaproszeni na konferencję prelegenci z Czech i Litwy nie pojawili się na konferencji.

https://www.sw.gov.pl/aktualnosc/areszt-sledczy-w-elblagu-o-bezpieczenstwie-publicznym-miedzynarodowa-konferencja-naukowa

Nie było zatem szansy by sprawdzić jak lokuje się polski system penitencjarny na tle innych krajów dotkniętych zmorą komunizmu. Można mieć też sporo uwag do programu samej konferencji i przedstawionych tematów, ale….

 


Wystąpienie przygotowane przez prof. zw. dr hab. Dariusza Szpopera i mgr Oskara Kaneckiego przeniosło nas w czasy sarmatów karanych na gardle i trzymanych w wieży. Wykład był zbyt krótki by pokazać wszystkie niuanse sądownictwa szlacheckiego ale, stosownie do miejsca i czasu, jego autorzy przytoczyli sporo z zapisów i spisów ewidencyjnych. Ów zabieg sprawił, że w zasadzie nudny temat stał się czymś jak lektura „Pana Tadeusza” bo wygłaszający referat Oskar Kanecki wykazał się zdolnościami aktorskimi malując przed słuchaczami ”wierzeje zaszczepki i skoble” dawnych wiezień w sposób nader obrazowy, ze swadą, smakowicie okraszone składnią sarmacką. Żal tylko, że owych słowem malowanych więziennych urządzeń autorzy przed oczy słuchaczy nie mogli podsunąć.

 

 

 

 


Pewnego rodzaju zawodem było zaś wystąpienie prof. nadzw. dr hab. Wojciecha Zalewskiego, który potraktował konferencję jako okazję do puszczenia wodzy fantazji niemal naukowej. Niemal, ponieważ przeplatał w swoim wystąpieniu to, co już w systemach penitencjarnych istnieje, z wizjami tak fantastycznymi jak te, które widzieliśmy w sadze ”Gwiezdne Wojny”. Szkoda, że autor nie podszedł do problemu poważnie i nie pokazał tych rozwiązań, które są w zasięgu „naszego wzroku”, ale tak naprawdę nie o technikę chodzi ale o to, że owa prezentacja  niewiele wniosła do wiedzy praktycznie stosowalnej przez licznie obecnych funkcjonariuszy Służby Więziennej.

Co jeszcze w wykładzie Wojciecha Zalewskiego zawiodło? Zupełna ucieczka od analizy tego, co się w polskim więziennictwie zmieniło w ostatniej dekadzie. Autor z widoczną przyjemnością rozwodził się nad skutkami stosowania kamer w świecie poza murami wiezień, a zupełnie zapomniał o omówieniu ważnej zmiany, jaką jest wprowadzenie kamer do więzień i  nie pokazał jakie skutki owa zmiana sprzed niemal dekady już przyniosła.

Ale w wystąpieniu widać było i drugą, nader znaczącą, by była niezamierzoną, lukę – całkowite pominięcie wykluczenia cyfrowego polskich penitencjariuszy i faktyczne wykluczenie ich ze społeczeństwa informatycznego, które, jak pokazała świetnie studentka PWSZ pani Monika Hasić, staje się elementem naturalnej aktywności społeczeństwa. W tym zakresie referat pana profesora pozostał daleko w tyle za referatem studentki, która dostrzegła i pokazała zmianę systemu komunikacji społecznej, która zupełnie umknęła polskiemu ustawodawcy, polskim teoretykom penitencjarnym, a co najgorsza również samym więziennikom.

Anegdota, która pokazuje jak w praktyce wygląda polski system penitencjarny dotyczy ostatnich wyborów. Praca Obwodowej Komisji Wyborczej w Areszcie Śledczym jest specyficzna z dwóch powodów – pierwszy to oczywiście ten, że łamie zasadę pełnego dozoru funkcjonariuszy Służby Więziennej nad osadzonym, który nawet gdy jest niebezpieczny ma prawo oddać głos w sposób tajny. Ów wyjątek w systemie pełnego dozoru nad osadzonymi w zakładzie karnym typu zamkniętego jest ważny bo pokazuje gradację praw człowieka – prawa wyborcze wstępują w pełni przed rygorami uwiezienia i jest to dla personelu penitencjarnego rzecz oczywista. Niestety, na tym jednym wypadku oczywistość prymatu praw człowieka nad rygorami osadzenia się kończy bo prawa do racjonalnego oddania głosu w wyborach polskie prawo karne wykonawcze już osadzonemu nie gwarantuje.

Co jest doskonałym przykładem na owo bezprawne pozbawienie skazanych części ich praw politycznych? Referendum. Instytucja referendum jest fragmentem polskiego systemu prawa wyborczego ale w roku 2012, gdy zbieraliśmy podpisy pod listami niezbędnymi dla zarządzenia przez Komisarza Wyborczego owego referendum, zbiórki takiej w Areszcie Śledczym zorganizować się nie udało. Referendum w Elblągu się odbyło, można oczywiście przypomnieć i podać drugi argument, że było to jedyne skuteczne referendum, w pełniącym niegdyś rolę ośrodka wojewódzkiego, mieście w Polsce.  Problem jednak w tym, że zgodnie z normami prawa każdy obywatel, który miał prawo w roku 2010 oddać głos w wyborach samorządowych, miał prawo udzielić swego poparcia grupie referendalnej. Poza, rzecz jasna, tymi wyborcami, którzy w murach Aresztu Śledczego przebywali….


16 października br. w Skowronkach doszło do uroczystego wkopania słupka przez trzech polityków Prawa i Sprawiedliwości. Łopata, której w tym dniu użył Prezes Jarosław Kaczyński, została po pierwszej turze wyborów samorządowych przekazana Witoldowi Wróblewskiemu, którego na ową uroczystość nie zaproszono czyniąc afront Elblągowi i jego mieszkańcom. Skutki owego afrontu politycy PiS poczuli dość dotkliwie w trakcie wyborów samorządowych bo fotografie lokalnych polityków więzionych na przyczepie traktora dla zrobienia „tła” ośmieszyły nie tylko Urząd Morski, który imprezę nieudolnie przygotował, ale cała formację polityczną sprawującą w Polsce władzę ustawodawczą i wykonawczą z jej liderem na czele. Ale oprócz owego błędu wizerunkowego doszło tam do innego spotkania, związanego z tematem więziennictwa.

Zygmunt Miernik /po prawej/  to kombatant „Solidarności” i człowiek, który był więziony jako więzień polityczny. Po transformacji pozostał opozycjonistą i ponieważ nie zmienił sposobu swojego działania na rzecz Polski, od czasu do czasu zwiedza polskie zakłady penitencjarne i na bieżąco odświeża swoją wiedzę na ich temat. Podczas spotkania w Skowronkach nie tylko złożył gratulacje politykom PiS ale udzielił nam krótkiego wywiadu, poruszając problem praw politycznych osadzonych . Jak widać, wzrok pana Zygmunta, pomimo wieku, sięga tam gdzie wzrok innych nie sięga i widzi to co dla innych jest niewidoczne.

 

Problem ten widać było podczas konferencji, na której nie znalazł się ani jeden rzecznik skazanych czy członek organizacji pozarządowej zajmującej obroną ich praw. Ale i określenie „konferencja” wydaje się być na wyrost wobec spotkania złożonego w zasadzie z samych prelekcji i prezentacji.


Niestety, z programu wypadł inny ważny temat, a mianowicie problem polityki kadrowej polskiego więziennictwa. Owa luka być może jest wynikiem zawieruchy wokół zmian w systemie sądownictwa i zastrzeżeń Unii Europejskiej bo jak wiadomo problem dekomunizacji aparatu wymiaru sprawiedliwości, a w konsekwencji i więziennictwa ma znaczenie nie tylko historyczne ale i niestety – praktyczne.


Miło słuchało się też referatu Łukasza Kamionka dotyczącego roli Służby Więziennej w systemie bezpieczeństwa wewnętrznego państwa. Co zasługuje na pochwałę – przede wszystkim to to, że funkcjonariusz SW zaakcentował gradację zadań jakie ustanowiła Ustawa o Służbie Więziennej. Niestety, prezentacja autora jest głosem wołającego na puszczy bo polscy więziennicy nadal siedzą mentalnie w systemie stalinowskim i niestety wynika to z faktu, że nikt w Polsce nie wymyślił racjonalnej metody pomiaru efektów pracy wychowawczej prowadzonej wobec skazanych. To, czy osoba osadzona opuściła zakład karny, widać i można to sprawdzić, policzyć, zrobić z tego jakiś raport i przedstawić w jakimś sprawozdaniu. Ale jak ocenić czy skazany jest poddany resocjalizacji? Z opinii jakie są na jego temat sporządzane przez funkcjonariuszy?

Pomysł lekko nieracjonalny bo wiadomo, że więziennik jak każdy inny urzędnik promował będzie tych skazanych którzy mu w pracy nie przeszkadzają, a sekował tych, którzy ją utrudniają. Jest i druga strona medalu – interesy grup zawodowych policjantów, prokuratorów, sędziów, więzienników, a na końcu kuratorów. Wszyscy ci ludzie są w podobnej sytuacji jak pracownicy Urzędów Pracy – jeśli będą wzorowo wykonywać swoją pracę to ją stracą. W Polsce w wiezieniach przebywa nieco ponad 200 osób na 10 000 obywateli. We Francji liczba ta jest cztery razy mniejsza.

Co z tego wynika? Że każde 10 000 francuskich podatników wydaje na wymiar sprawiedliwości mniej więcej cztery razy mniej niż Polak.

Dziś Francja płonie, a jej obywatele żądają zmian cen paliwa. Porównywać sytuacji Polaków i Francuzów tu nie wypada, wpada się jednak zastanowić, czy obecny wymiar sprawiedliwości nie jest synekurą, w której całe grono rodzin, dzieci czy krewnych „królika” znajduje zatrudnienie. A jest oczywiste, że skoro ich zatrudnienie ma być trwałe i pewne, w niczyim interesie nie leży resocjalizacja skazanych bo gdy ich zabraknie, zacznie się nieuchronne redukowanie etatów. Problem jest zatem taki, że cała ta sfera społeczna koncentruje się na łapaniu króliczka, ale w żadnym wypadku nie zależy jej na jego złapaniu.

W polskim więziennictwie jest tylko jedna grupa ludzi, którzy wnikliwie czytają akta skazanych – są to ludzie odpowiadający na ich skargi. I właśnie o skargach opowiadał dr Andrzej Piotrowski z Uniwersytetu Gdańskiego. Prelekcja była ciekawa, jednak wnioski, jakie autor wyciągał z przedstawionych danych, okazały się powierzchowne i słabo skonfrontowane z realiami polskich wiezień. Autor nie pokusił się ani o zbadanie ile skarg złożonych przez skazanych okazało się słusznych w opinii regionalnych zarządów więziennictwa, a ile za zasadne uznał dopiero Centralny Zarząd.

Wcale nie dokonano analizy orzeczeń sądów krajowych i orzecznictwa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Prelekcja stała się zatem raczej okazją do „poklepania” więzienników po ramieniu niż pokazaniem gdzie popełniają błędy i jak te błędy eliminować.


Następna prelekcja wygłoszona przez dr Annę Podolską była próbą konfrontacji idei „jednostki totalnej”, jaką są polskie więzienia, z europejską ideą uwięzienia i z praktyką, która słabo przenika do Polski. Owo słabe przenikanie wynika właśnie z faktu, że społeczeństwo polskie jest sukcesywnie „szczute” przez polityków Prawa i Sprawiedliwości, budujących na tym strachu kapitał polityczny. Spory udział w tym procesie szczucia mają też dziennikarze, którzy słabo orientując się w realiach działania polskiego systemu sądowniczego, szukają sensacji, podsycając żywy ogień pod politycznym kotłem, w którym miesza Zbigniew Ziobro. Na szczęście są i tacy którzy potrafią nie tylko pokazać patologię w polskim sądownictwie ale i wyciągnąć niewinnie skazanych zza krat.

Przykład z Elbląga – w roku bodaj 2008 jeden ze skazanych nie wrócił z pracy. Dyrektor Aresztu Śledczego w Elblągu znalazł się na pierwszych stronach dzienników w całej Polsce, bo takie prozaiczne w gruncie rzeczy wydarzenie,  było medialnym newsem.

W połowie lat 70-tych i na początku lat 80-tych w Elblągu miały miejsce dwa wypadki, w których żołnierze służby zasadniczej wyjechali z koszar na ulicy Grottgera czołgami. Za pierwszym razem był to T34, który stanął w okolicy kina „Syrena”, za drugim T-80. Ale informacji o tej dezercji nie znajdziemy w mediach czy w internecie pomimo, że była o wiele bardziej dla bezpieczeństwa publicznego niebezpieczna. Blokada informacyjna działała i działa nadal i tu są dwie analogie. Pierwsza z nich to fakt, że obaj żołnierze służby zasadniczej nie dostali przepustek na ważne dla nich wydarzenia rodzinne. Druga analogia to ta, że i wojsko i więziennictwo były jednostkami totalnymi.Wojsko zreformowaliśmy i jest to formacja dla zawodowców – więziennictwo zasadniczo się nie zmieniło i nadal opiera się o te sama założenia z lat dawno mienionych, dziedziczone w mentalności i pragmatyce służbowej.


Więziennictwo nie chce zmian i doskonale pokazało to wystąpienie dr Henryka Gawrońskiego. Opracowanie pana doktora postawiło na wprost dwie tezy do funkcjonariuszy Służby Więziennej nie docierające. Pierwsza z nich to ta, że służba więzienna jest usługą publiczną świadczoną… skazanym. Mentalny problem z polskimi więziennikami jest taki, że wcale nie starają się o to by usługa jaką świadczą skazanym i ich rodzinom świadczona była zgodnie z potrzebami i oczekiwaniami ich klientów. Dla większości z nich alibi do stosowania rozwiązań totalitarnych jest właśnie potrzeba izolacji, którą traktują jako pierwszoplanową. Gradacja celów jaką przedstawił pan doktor w ocenie kryteriów oceny więzień prywatnych pokazuje owe spaczenia zawodowe bardzo dobrze. Drugi element pokazany przez pana doktora to to, że w Polsce nie ma ani jednego prywatnego wiezienia, co pokazuje, że owa sfera usług nie jest służbą publiczną ale sposobem na życie tysięcy funkcjonariuszy służby więziennej i żaden z nich nie ma ani chęci ani zamiaru spotkać się z konkurencją.

 


Co jest ważniejsze od więziennictwa? Leczenie i wychowanie. W obydwu tych działach pojawiła się konkurencja. Wybieramy lekarza rodzinnego i jednostki, w których szukamy specjalistów.

Są też prywatne żłobki,szkoły i uczelnie. Ale w więziennictwie takiej konkurencji nie ma „bo ponieważ” połowa działań aparatu penitencjarnego nastawiona jest na przekonanie społeczeństwa, że skargi skazanych to ich fanaberie, a system wykonywania kar w polskich zakładach karnych jest najlepszy nie tylko na tym świecie ale i na wszystkich światach jakie istnieją.

 

 

Pani Monika Hasić dokonała pięknej prezentacji wielu niebezpieczeństw związanych z internetem. Na „szczęście” polscy penitencjariusze w trosce o ich „bezpieczeństwo” pozbawieni są dostępu do internetu, a większość z nich nawet nie ma dostępu do komputera. Pani Monika Hasić w pewien sposób pokazała, że polscy więźniowie są systemowo „wykluczeni cyfrowo” co stawia pytanie: do życia w jakim społeczeństwie chcą przygotować skazanych polscy więziennicy?

 

 

 

 

 

 

Bardzo interesujące było wystąpienie Bartłomieja Wasiaka, który pokazał problem samookaleczeń, a nawet wymienił jakie to ludzkie potrzeby polskie więziennictwo niszczy. Pytanie czy polscy więziennicy wykład studenta zrozumieją? Raczej nie, ponieważ jak się wydaje, stosownie do swojego postrzegania świata w większości wykład ten opuścili uznając, że nawet doskonale przygotowany student nic ciekawego im nie powie.

 

 

 

 

 

 

Rozwinięciem dyskusji o zadowoleniu klienta był wykład Oskara Sęka mówiący o oprogramowaniu i zadowoleniu klienta z posiadanego oprogramowania. Wiele prywatnych firm bada zadowolenie klienta i traktuje te dane jako wrażliwe i kluczowe. W polskim więziennictwie jest dokładnie odwrotnie – im mniej klient z poziomu świadczonej usługi publicznej jest zadowolony, tym lepiej.

 

 

 

 

 

Na koniec wygłoszono wykład przygotowany przez Wiktorię Wojciechowską i Kacpra Kryża. Autorzy wykładu pokazali kilka zmian jakie zaszły w funkcjonowaniu więziennictwa. jednak wyrażona przez autorów  nadzieja, że wprowadzane reformy przyniosą efekt, jest naszym zdaniem  w znacznej mierze  „życzeniowa”.

 

Jakimi metodami zreformować polskie więziennictwo? Pierwszą z metod jest oczywiście włożenie tam granatu i stosownie do opinii Wojciecha Cejrowskiego w sprawie sądownictwa całą kadrę więzienną „wyrzucić na bruk”. Druga to ewolucja i debata publiczna w sprawie reform – ale na tą, jak pokazała konferencja sami więziennicy absolutnie nie są gotowi. Trzecia opcja to nie robić nic i czekać, aż wielomilionowe odszkodowania dla skazanych odniosą skutek. Nadzieja na to jest jednak płonna i na faktyczną reformę więziennictwa poczekamy zapewne do czasu aż Polacy wyjdą na ulice i powiedzą, że na taki system penitencjarny dalej łożyć nie zamierzają.

U nas stawka, w zależności od osoby, a więc m.in. wieku, ewentualnej choroby czy względów religijnych, wynosi od 4 do 5,70 zł na cały dzień – mówi Piotr Melinis, rzecznik Zakładu Karnego w Gorzowie w roku 2017.

Miesięczne wyżywienie skazanego kosztowało zatem średnio około 150 zł miesięcznie. Ale wydatki na jednego skazanego wyniosły ponad 20 razy więcej bo przekraczają 3000 zł miesięcznie.


W cenie benzyny wynoszącej około 5 zł połowę stanowią podatki i jest to zdecydowanie zbyt wiele.

Porównując owa strukturę z więziennictwem można powiedzieć, że obywatele płacą za za 20-litrowy kanister ,z którego beneficjent otrzymuje jeden litr paliwa, zresztą zdaniem większości konsumentów więziennej „usługi”  – paskudnej jakości.

Ciąg dalszy rodzinnej tragedii z sobotniego ranka. Rodzina ofiary  Jarka Sławka potrzebuje pomocy i szuka świadków zdarzenia oraz telefonu ofiary.

 

„W wypadku zginęła bliska nam osoba. Próbujemy ustalić rzeczywisty i dokładny przebieg zdarzenia. Jest to dla nas bardzo ważne! Prosimy o kontakt wszystkie osoby, które miałyby jakiekolwiek informacje na ten temat. Poszukujemy również telefonu ofiary, który do tej pory nie został odnaleziony. Przewidujemy nagrodę. – 514 183 177 – Michał”  napisała do nas rodzina 49-latka.


Udało nam się ustalić że poszukiwany telefon to Samsung o konstrukcji wzmocnionej – budowlanej.

Poszukujemy aparatu telefonicznego który może być dowodem w sprawie ale przede wszystkim poszukiwanie są świadkowie zdarzenia.

Osoby posiadające psy , sportowcy biegający z rana czy spacerowicze którzy w sobotni ranek mogli widzieć zdarzenie proszeni są o kontakt z rodziną lub z naszą redakcją o ile pragną zachować anonimowość.  Interesują nas relacje naocznych świadków tragicznego wydarzenia. Po kontakcie z pełnomocnikiem rodziny postaramy się udostępnić informacje z akt tego postępowanie w zakresie w jakim nie utrudni to postępowania. Postaramy się też pokazać kim był  Jarek Sławek dla Elbląga i w ilu ważnych sprawach go zabrakło.

 

Kontakt  do rodziny    514 183 177 – Michał

Kontakt do redakcji 690-66-12-96 Redaktor Naczelny Mariusz Lewandowski

W czwartek podczas nadzwyczajnej sesji Rady Miasta zapytaliśmy Komendanta Miejskiego Policji o powody, dla których podlegli mu policjanci nie zawnioskowali o zastosowanie aresztu w sprawie wypadku, w którym życie stracił Jarosław Sławek. Inspektor Robert Muraszko przyznał, że sprawę od samego początku nadzorował prokurator i stwierdził, że jego funkcjonariusze prowadzili śledztwo pod jego kierunkiem.

Skład Rady Miejskiej i jej komisji

Bezpośrednio po nadzwyczajnej sesji Rady, podczas której powołano Komisję Bezpieczeństwa i Spraw Samorządowych, w której pracuje dwóch byłych Komendantów Miejskich Policji w Elblągu: Marek Osik jako członek i Krzysztof Konert jako jej przewodniczący. Pytanie o działanie prokuratury postawione zostało bezpośrednio Prokuratorowi Rejonowemu Jarosławowi Żelazkowi. Rozmowy z prokuratorem zazwyczaj nie są przyjemne i zazwyczaj niewiele po nich można się spodziewać, tym razem jednak było zgoła inaczej.

Okazuje się, że media nie zawsze o pewnych rzeczach dowiadują się pierwsze. W tym wypadku nasza redakcja nie otrzymała od Rzecznika Prokuratury Okręgowej komunikatu o zmianie stanu faktycznego i aresztowaniu sprawcy wypadku.

Cóż, nadzwyczajnie kadrowa sesja Rady Miejskiej ma swoje szczególne znaczenie, a skład Komisji Bezpieczeństwa i Spraw Samorządowych czyni z niej, nie jak to było przez całe lata, prywatny folwark całkowicie pozbawionej kompetencji Marii Koseckiej, a narzędzie gdzie o bezpieczeństwie rozmawiać się będzie fachowo i rzeczowo. Może się okazać, że obrady tej Komisji będą swego rodzaju serialem kryminalnym pokazującym jak Samorząd walczy o bezpieczeństwo elblążan.

Komisja w takim składzie ma też mocny mandat do tego by zajmować w imieniu mieszkańców stanowisko w sprawach ważnych społecznie i tu znów wracamy do pana Jarosława Żelazka,który jako Prokuratur Rejonowy pochodzi z nominacji. W Stanach Zjednoczonych Ameryki szeryfów, sędziów i prokuratorów wybierają obywatele. W najstarszej demokracji współczesnego świata o pracy prokuratorów wypowiadają się obywatele na wprost. W Polsce do tego jeszcze nie dorośliśmy. Ale w Elblągu sprawa ma się nieco inaczej – dzięki staraniom Kazimierza Falkiewicza i „Wolnego Elbląga” w każdej sprawie, nad jaką głosuje Rada Miejska, obywatele naszego miasta mogą zabrać głos i wypowiedzieć się publicznie. Zmieniła się też ustawa o samorządzie, mocno wprowadzając dotąd niemal martwą instytucję petycji. Petycje składane dotąd do Rady traktowane były „per noga” i biegały od Annasza do Kajfasza, odbijając się od murów urzędniczej niekompetencji lub lenistwa. Taki los spotkał na przykład petycję mieszkańców ulicy Bema, niezadowolonych z wprowadzenia zakazu skrętu w ulicę Puławskiego od strony centrum, która trafiła do Roberta Turleja i w zasadzie umarła w którejś z szuflad jakiegoś z urzędników.

 

Ale społeczeństwo Elbląga potrafi protestować – przypomnijmy sobie protest wobec sposobu przeprowadzenia wyborów samorządowych w roku 2014 czy protest w sprawie wyroków dotyczących skazań elbląskich ratowników medycznych za gwałt, jakiego dopuścili się podczas szkolenia w Kaliningradzie czy choćby protest zorganizowany przez Angelikę Domańską, „uliczną” wojowniczkę strajku kobiet. Najgłośniejszy protest w sprawie działania naszej Prokuratury to sprawa Zbigniewa Stonogi, który zdaniem organów ścigania znieważył Prokuratora Rejonowego Jarosława Żelazka podczas interwencji w sprawie pobitego na ulicy Płk. Dąbka jedenastolatka. Najmniej znany jest zaś w Elblągu fakt, że lokalni działacze partii Janusza Korwina Mikkego wysłali do Zbigniewa Ziobro petycję o dymisję pana Jarosława Żelazka z funkcji Prokuratora Rejonowego.

 

 

O złoty środek, jaki pomiędzy modelem amerykańskim i polskim jest do wypracowania w sprawie sobotniego wypadku, chcieliśmy podpytać Prokuratora, przygotowując się na złożenie do Rady Miejskiej w Elblągu petycji wzywającej Prokuratora do złożenia wniosku o tymczasowy areszt wobec sprawcy najtragiczniejszego chyba w tym roku wypadku.

Dlaczego tym razem rozmowa z panem Prokuratorem była przyjemna? Ponieważ poinformował nas o fakcie, że areszt wobec sprawcy już zastosowano. Jak widać, pan Jarosław Żelazek zna przepisy Kodeksu Karnego i Kodeksu Postępowanie Karnego lepiej od funkcjonariuszy Policji i prokuratora dyżurnego, który nierozważnie, na wniosek o stosowanie dozoru, przystał.

Inną kwestią jest to, czy wobec policjantów i prokuratora zostaną wyciągnięte sankcje dyscyplinarne i o to właśnie w naszym przekonaniu powinna Prokuratora zapytać podczas swej najbliższej sesji Rada Miejska.

Realia sprawy są niejasne – w sprawie, którą poruszył Zbigniew Stonoga było tło niemal korupcyjne ponieważ ojciec sprawcy był funkcjonariuszem więziennictwa, a matka pracownikiem sądu.

Jakie były realia tej sprawy? Generalnie scenariusze są trzy – pierwszy to scenopis korupcyjny, w którym sprawca korzystając z stanu swego posiadania / BMW nie jest tanie/ wręczył jakiemuś adwokatowi jakąś sumę, a ten albo sumę tę przekazał policjantom, a być może prokuratorowi dyżurnemu w zamian za nie stosowanie w sprawie aresztu. To scenariusz czarny, można powiedzieć, że najczarniejszy ale w dzisiejszych czasach mało prawdopodobny właśnie z powodu zmian personalnych jakie w polskim systemie wymiaru sprawiedliwości zachodzą.

Jest i drugi scenariusz nie czarny a raczej szarawy. Być może któryś z policjantów darzył sprawcę sympatią i z czystej sympatii postanowił złożyć wniosek o środek „wolnościowy”. Powodów dla takiej sympatii może być sto – głębokie poczucie żalu, rozpacz sprawcy jego sytuacja rodzinna lub na przykład dobra opinia w środowisku. Człowiek jest tylko człowiekiem i ma prawo do pomyłki, problem jednak gdy pomyłka człowieka staje się pomyłką systemu.

Trzeci scenariusz, którego wykluczyć nie można to ten, że prokurator dyżurny zadzwonił do dyżurującego sędziego i w krótkiej relacji przedstawił mu stan sprawy, po czym obaj uznali, że w sobotnie przedpołudnie nie ma co podrywać aparatu sądowego. Dlaczego? Bo areszt tymczasowy może zastosować tylko sąd, a dozór policyjny nakłada prokurator, który i tak na miejscu wypadku był obecny.

Owe trzy scenariusze mogą się przeplatać i przenikać, bo być może sprawcę znał i lubił sam prokurator, a być może był to ktoś kogo znał sędzia – tego rodzaju dywagacji możemy snuć na pęczki i dzielić włos na ośmioro szukają powiązań rodzinnych czy towarzyskich uczestników tych zdarzeń. Tyle że wszystkie one straciły sens gdy Prokurator Rejonowy uznał za konieczną osobistą interwencję w sprawie, zakończoną zmianą środka zapobiegawczego na mniej  „wolnościowy.”

Dlaczego sprawą powinna się zając Rada Miejska skoro nie jest organem procesowym? Właśnie dlatego, że jest organem przedstawicielskim i reprezentuje ogół mieszkańców. O ile zatem choćby jeden z nich złożył do Rady petycję, to tym razem będzie musiała ona się sprawą zająć i wydać jakąś uchwałę lub jakiejś uchwały nie podjąć, a wtedy każdy z nas ma prawo poznać kto z radnych był za działaniem, a który był za bezradnością i bezczynnością w sprawach społecznie ważnych. Być może, gdyby Zbigniew Stonoga stawił się na posiedzeniu komisji rady i zaapelował o podjęcie działania przez radnych, nie stałby dziś pod oskarżeniem o znieważenie rangi i urzędu.

Szaleństwo w policyjnym mundurze

 

Rada Miejska jest organem przedstawicielskim i ma ona reprezentować Elbląg i jego mieszkańców w każdej sprawie i przed każdym organem, w każdej sprawie dotyczącej ogółu. Ale ma być też ostatnim zapasowym bastionem w walce z korupcją, bo ma działać jawnie i klarownie. Tym razem rozmowa z Prokuratorem była przyjemna bo zrobił coś, czego wielu elblążan oczekiwało i zachował się jak trzeba. Prokuratorowi gratulujemy decyzji nadzorczej, a informacji o ewentualnych sankcjach wobec funkcjonariuszy postaramy się udzielić, gdy je otrzymamy.

http://szczecin.wyborcza.pl/szczecin/7,34939,24224936,klient-znanego-adwokata-mial-odpowiadac-z-wolnej-stopy-ale.html?fbclid=IwAR1QFZElTq1byr1J-txp7bR0TOmwq_MHKMsiBL5smqaeZ0aemTwCJsjB6iY

Komendant Miejski Policji powinien się za swoich podwładnych wstydzić,  a Prokurator Rejonowy z urzędu skierować wniosek o tymczasowe aresztowanie sprawcy śmiertelnego potrącenia Jarosława Sławka. Dlaczego?

Nie dlatego, że okoliczności sprawy są sporne ale dlatego, że sprawcy grozi nawet 12 lat pozbawienia wolności.

„Nie możemy zastosować aresztu wobec sprawcy. To jest w dyspozycji prokuratury i sądu – wyjaśnia kom. Krzysztof Nowacki, oficer prasowy Komendy Miejskiej Policji w Elblągu. – Wnioskowaliśmy natomiast o ustanowienie dozoru policyjnego. Sprawca tego czynu przyznał się do winy, złożył wyjaśnienia, współpracował z policjantami” – czytamy w publikacji Elblag24.

Opinia kom. Krzysztofa Nowackiego jest do połowy prawdziwa, ale owa półprawda to też całkowite kłamstwo – przynajmniej w myśl obowiązujących przepisów prawa karnego.

Kodeks karny stanowi, że:

Art. 177. § 1. Kto, naruszając, chociażby nieumyślnie, zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, wodnym lub powietrznym, powoduje nieumyślnie wypadek, w którym inna osoba odniosła obrażenia ciała określone w art. 157 § 1, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
§ 2. Jeżeli następstwem wypadku jest śmierć innej osoby albo ciężki uszczerbek na jej zdrowiu, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
I w zasadzie o ile na tym sprawa by się zakończyła, to przesłanki do stosowania aresztu w sprawie nie ma.

Tylko że to nie koniec, ponieważ Art. 258 Kodeksu Postępowania Karnego określa przesłanki stosowania tymczasowego aresztowania następująco:
§ 1. Tymczasowe aresztowanie i pozostałe środki zapobiegawcze można stosować, jeżeli zachodzi:
1) uzasadniona obawa ucieczki lub ukrycia się oskarżonego, zwłaszcza wtedy, gdy nie można ustalić jego tożsamości albo nie ma on w kraju stałego miejsca pobytu;
2) uzasadniona obawa, że oskarżony będzie nakłaniał do składania fałszywych zeznań lub wyjaśnień albo w inny bezprawny sposób utrudniał postępowanie karne.
§ 2. Jeżeli oskarżonemu zarzuca się popełnienie zbrodni lub występku zagrożonego karą pozbawienia wolności, której górna granica wynosi co najmniej 8 lat, albo gdy sąd pierwszej instancji skazał go na karę pozbawienia wolności nie niższą niż 3 lata, potrzeba zastosowania tymczasowego aresztowania w celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania może być uzasadniona grożącą oskarżonemu surową karą.

Kwestia zastosowania aresztu w sprawie śmierci Jarka Sławka byłaby więc uznaniowa, gdyby nie okoliczności sprawy, a mianowicie stosując zaostrzenie kary dotyczące nietrzeźwych kierowców, trzeba stwierdzić, że sprawca poniesie karę od 2 do 12 lat. W tej sprawie są dwie podstawy do zaostrzenia kary – pierwszą jest to, że sprawca nie był „wstawiony” – był zupełnie pijany.

Jak alkohol działa na kierowcę? Oto przykładowe dane :

-od 0,3 do 0,5 promila to nieznaczne zaburzenia równowagi oraz euforia i obniżenie krytycyzmu, upośledzenie koordynacji wzrokowo-ruchowej oraz zaburzenia widzenia

-do 0,7 promila to zaburzenia sprawności ruchowej (niezauważalne osłabienie refleksu, nadmierna pobudliwość i gadatliwość, a także obniżenie samokontroli oraz błędna ocena własnych możliwości, które często prowadzą do fałszywej oceny sytuacji

-do 2 promili to zaburzenia równowagi, sprawności i koordynacji ruchowej, obniżenie progu bólu, spadek sprawności intelektualnej (błędy w logicznym rozumowaniu, wadliwe wyciąganie wniosków itp.) pogłębiający się w miarę narastania intoksykacji alkoholowej, opóźnienie czasu reakcji, wyraźna drażliwość, obniżona tolerancja, zachowania agresywne, pobudzenie seksualne, wzrost ciśnienia krwi oraz przyspieszenie akcji serca.

Sprawca śmiertelnego wypadku miał, jak wynika z raportu policji, 0,8 promila zawartości alkoholu we krwi, co oznacza, że przekroczył dopuszczalny limit czterokrotnie. Przeszedł też dwa kolejne etapy upojenia i kierował w stanie, w którym nie mógł nie wiedzieć, w jakim jest stanie i miał pewność, że kierować mu nie było wolno. Gdyby stężenia alkoholu we krwi sprawcy wynosiło 0,25 promila, to stosowanie nadzwyczajnego zaostrzenia kary można by rozważać, ale w tym wypadku wątpliwości nie ma i owo nadzwyczajne zaostrzenie kary będzie konieczne.

Jest to druga niezależna od stanu upojenia alkoholowego podstawa do nadzwyczajnego zaostrzenia kary – rażąca nieostrożność kierowcy i prawdopodobne rażące przekroczenie dopuszczalnej prędkości. W komunikacie prasowym KM Policji nie podano prawdopodobnej szybkości pojazdu sprawcy, ale oglądając rozmiar szkód, jakie widać w samochodzie sprawcy i promień, na jakim rozrzucone zostały części, wydaje się, że była to prędkość znacznie wyższa od dopuszczalnej – naszym zdaniem mogła ona wynosić nawet w okolicy 100 km/h.

Zemsta krwawa to podstawa pierwszego pisanego prawa – Kodeksu Hammurabiego. To z tego kodeksu wyszła Biblijna zasada „oko za oko i ząb za ząb”, ale pomiędzy czasami, gdy wykuwano pismem klinowym prawa Babilonu zaszło coś nadzwyczajnego co dziś nazywamy „Odkupieniem”, a co otworzyło Nowy Testament oparty na żalu za grzechy i odkupieniu win.

Jak odkupić śmierć człowieka? Jak wynagrodzić śmierć poniesioną w wyniku takiej bezmyślności rodzinie? Ile jest warte życia człowieka? Milion? Dwa miliony? Złotych? Euro? Dolarów?

Rekordowe poręczenie majątkowe wyniosło w Polsce ponad 100 milionów złotych. Osoby poszkodowane przez polski wymiar sprawiedliwości walczą o odszkodowania dużo mniejsze.
Marek Kubala współzałożyciel Niepokonanych 2012 za kilkanaście lat gehenny utratę firmy i rozpad rodziny żądał 28 milionów złotych. Czesław Kowalczyk za ponad 12 lat odsiadki jako morderca uzyskał 2,8 miliona złotych. W USA Raymond Towler został oskarżony o gwałt i morderstwo 11-letniej dziewczynki. Za bestialski czyn przesiedział 30 lat… choć go nie popełnił. Po uniewinnieniu wypłacono mu 8 mln. dolarów.

Wszyscy ci ludzie jednak żyją i mogą w swoim życiu coś zrobić. Jarek Sławek leży w kostnicy. Jedyna droga, jaka czeka jego ciało to droga na cmentarz. Jak ma żyć jego żona? Co z jego dziećmi? Co z przyjaciółmi, z którymi prowadził pomoc bezdomnym? Co z krewnymi?

Czy 12 lat więzienia wynagrodzi im stratę, jaką ponieśli? Sprawca szkodę naprawi -powie ktoś naiwny.  Ale to nieprawda. Żaden wyrok i żadna kara nie naprawi wyrwy, jaka w życiu społecznym powstała, a nawet jeśli jakaś firma ubezpieczeniowa wypłaci rodzinie odszkodowanie to będzie to, jak zawsze w Polsce, ochłap rzucony zrozpaczonym krewnym. A przygotowani do prowadzenia takich negocjacji spece z tej lub innej firmy, przekonają samą rodzinę, a nawet mało wykwalifikowanego prawnika, że to odpowiednie zadośćuczynienie za zniszczenie całego świata ofiary i jego rodziny.

Życie w Polsce nie jest łatwe, ale i śmierć się tu nie opłaca. Jeśli policjanci już na wstępnym etapie śledztwa wykazują się nadmiarem pobłażliwości, to jest to działanie karygodne. Pobłażać można komuś, kto coś tam gdzieś komuś okradnie, ale w sytuacji, gdy ludzka pogarda dla prawa oznacza przelanie krwi, pobłażliwość staje się grzechem i woła o pomstę do nieba.

Czy sprawca, mając wizję 12 lat pozbawienia wolności, nie ulotni się jak kamfora i nie zniknie w jakimś kraju na równiku, z którym Polska nie ma umowy ekstradycyjnej? A jeśli nie i tylko „wsiąknie” gdzieś na belgijskiej prowincji, to ile lat i ile pieniędzy kosztować będą jego poszukiwania? A co się stanie, gdy uda się go zatrzymać za lat dwadzieścia lub trzydzieści, gdy karalność czynu ustanie?  I jaki sens ma wykonywanie kary tak odległej w czasie, że sprawca sam związku jednego z drugim nie widzi?

Na te pytania nasi dzielni policjanci nie chcą odpowiadać. Dlaczego? Bo w statystyce policyjnych słupków nie widać cierpienia wdów i dzieci. Bo statystyka policyjna to też tylko statystyczne kłamstwo i plaster, który naprawdę niczego poza samopoczuciem policjantów nie naprawia.

Dwa lata temu do Elbląga przyjechał Zbigniew Stonoga interweniować w sprawie dziecka pobitego przez lekko podpitego chuligana.

Co należy zrobić  w tej sprawie, aby wymiar sprawiedliwości zachował przyzwoitość? Jak „żółte kamizelki” w Paryżu podpalić nasz najwyższy w Polsce sąd czy może jak Holendrzy swego premiera – posiekać, upiec i zjeść któregoś z urzędników?

Przebaczenie ma swoje granice podobnie jak głupota. Kto przekracza tę drugą, niech liczy się z najgorszym.

Ale nie w Elblągu, bo tu sprawiedliwość jest dla wybranych bardzo łaskawa. Jak widać, wystarczy mieć BMW, by waga lokalnej Temidy zacięła się na samym początku skali kar. Szaleństwo w policyjnym mundurze.

Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową to motto tego tygodnia, w którym zbiegły się dwa wydarzenia Jarek Sławek, 24 listopada w sobotni poranek zginął w wypadku drogowym a wieczorem tego samego dnia spotkanie z Krzysztofem Zanussim.

 


Wszystkich zainteresowanych ostatnim pożegnaniem Jarka, który zginął tragicznie 24 listopada, informujemy, że uroczystości pogrzebowe rozpoczną się w dniu 01 grudnia o godzinie 10:30 różańcem i Mszą Świętą, w Kościele pw. Błogosławionej Doroty w Elblągu, na ulicy Rawskiej 16A. Jarek spocznie na cmentarzu komunalnym Dębica w jego nowej części.

Chcę w imieniu mojej Mamy, Elżbiety Sławek bardzo serdecznie podziękować wszystkim za każdą wiadomość, telefon, myśl, modlitwę, wspomnienie, obecność, pomoc, propozycję pomocy, strach, a także jego brak oraz każdą inną formę wsparcia, która w tej bardzo ciężkiej dla niej chwili jest nieoceniona. NutElka? od mojej Mamy.
Syn Michał.


Kto wie kim, był Jarek Sławek ? Dlaczego Bóg powołał go właśnie teraz ? Dlaczego na Alei Jana Pawła II ? Dlaczego w sobotni poranek ? Dlaczego pod kołami pijanego kierowcy ? Kim był dla swojej żony ? Kim był dla Mężczyzn Boga a kim dla ludzi z Elbląskiej Alphy ?

Zanussi mówił o tajemnicy. Czytając relację, kolegi Gruchalskiego, można by mieć wrażenie, że spotkanie zdominował film „Kler”, ale to nieprawda, bo tematem spotkania była tajemnica świata materialnego skryta między orbitami elektronów i protonów.

Życie mężczyzny jest zawsze zawieszone na włosie jego Anioła Stróża. Chwila nieuwagi, stopa postawiona nie tam, gdzie trzeba, zły człowiek w złym miejscu o niewłaściwej porze i już stajemy, u  bramy  której  strażnikiem jest św. Piotr. Tajemnica okrywa przyczyny, dla których pojawiamy się na świecie i nikt nie wie, dlaczego odchodzimy właśnie tu i właśnie teraz.

Jest jedna rzecz, która pozostaje – pamięć. Ks. Kilianowski mówił, że łatwość korzystania z wszystkich gadżetów powinna nam służyć do zapisywania tego, co jest ważne.

Ale to, co jest ważne, zazwyczaj potrafimy dostrzec, dopiero gdy tego zabraknie. Zupełnie podobnie jest z ludźmi – ich znaczenie widać dopiero po rozmiarach wyrwy, jaka powstaje w naszym życiu po ich odejściu. Dlatego czasami można pokazać tylko to, czego już nie ma.

Dla wielu z nas Zanussi to już tylko producent lodówek. A szkoda, bo to, co chciał pokazać reżyser już z lekka zapomnianych filmów to była próba pokazania tego, czego już nie ma, ale co jednak nadal jest.

Jak zapamiętamy Jarka Sławka ? Kto za rok będzie kojarzył to imię z kitą siwych włosów i szelmowsko uśmiechniętymi oczami za szkłami okularów ?

Senator Jerzy Wcisło

„Mija 85 lat od kulminacji Wielkiego Głodu w ówczesnej Ukraińskiej Socjalistycznej Republice Sowieckiej. W efekcie kolektywizacji i przymusowej egzekucji niewykonalnych kontrybucji produktów rolnych śmierć z głodu poniosło co najmniej 6 milionów ludzi” – napisano w uchwale odczytanej w środę przez senatora Jarosława Obremskiego.

W zasadzie nic do dodania. Czas na refleksję.

Polski senat jednogłośnie upamiętnił sowiecką zbrodnię ukraińskiego Wielkiego Głódu

Elbląg: Jechała 117 km/h, „zebrała” 25 punktów i mandaty, a straciła prawo jazdy

39-letnia kobieta została zatrzymana przez policyjny patrol ruchu drogowego z Elbląga w momencie, gdy „spieszyła się na spotkanie”. Tak przynajmniej tłumaczyła się policjantom. Dozwoloną prędkość w obszarze zabudowanym przekroczyła o blisko 70 km/h, to jednak nie jedyne wykroczenie jakie popełniła. Policjanci zatrzymali kobiecie prawo jazdy.

Było po godz. 8:00 rano, gdy policyjny patrol z Komendy Miejskiej Policji w Elblągu zauważył Honde CR-V jadąca z nadmierną prędkością i wyprzedzającą inne pojazdy w sposób niebezpieczny. Kierująca została nagrana wideorejestratorem w momencie, gdy wyprzedzała inne auto na skrzyżowaniu oraz przejściu dla pieszych, przejeżdżała linie ciągłe na jezdni oraz jechała przez obszar zabudowany z prędkością 117 km/h – w miejscu, gdzie jest ograniczenie do 50 km/h.

Policjanci zatrzymali ją do kontroli. Od siedzącej za kierownicą 39-latki usłyszeli, że „spieszy się na ważne spotkanie” stąd nadmierna prędkość. Spotkanie z policjantami zakończyło się dla niej „zebraniem” łącznej liczby 25 punktów karnych oraz mandatach karnych w wysokości łącznie 1300 złotych za popełnione wykroczenia drogowe. 39-latce zatrzymano także prawo jazdy za rażące przekroczenie prędkości powyżej 50 km/h w obszarze zabudowanym. Kobieta była trzeźwa.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

 


Od Redakcji: Prosta droga zapewne koło Krasnego Lasu i szybkość zaledwie 117 km/h. Zaledwie bo Honda CRV to bezpieczny samochód klasy średniej i szybkość do 150 km/h to dla niego żadne wyzwania. Problem w tym, że polska nie rozróżnia doświadczenia kierowcy i pojazdy, jakim jedzie, a znaki stawiane są byle jak, byle by życie kierowcy utrudnić. W tym wypadku kara 25 punktów karnych jest chyba przesadzona-bo jak ukarać kogoś, kto jechałby w tym samym miejscu z szybkością 150 km/h na przykład rozpadający się Daewoo Tico ?

Przypomnijmy, że ta podróż zaczęła się w Bedford, mieście położonym w centralnej Anglii. Był rok 1980. Grzegorz Turnau – niedoszły absolwent muzycznej podstawówki większość wolnego czasu spędzał w dziale muzycznym Bedford School, gdzie starał się dobrać ze słuchu właściwe akordy do ulubionych piosenek Lennona i McCartney’a, które towarzyszyły mu od dzieciństwa i które w dużej mierze ukształtowały go jako piosenkarza. Czasami też jeździł na rowerze…

 

W teledysku wyreżyserowanym przez Dariusza Rzontkowskiego (Huta 19 im. Joachima Fersengelda) wszystkie te elementy – muzyka, tajemnicza szkoła, piękne widoki i wycieczki rowerowe – łączą się idealnie.

 

Tutaj kilka zdjęć (autorstwa Dominiki Kucner) z planu zdjęciowego: https://we.tl/t-ng1PH5kFiK

Pierwotnie zamierzałem zatytułować tę płytę „For No One” – w nawiązaniu do emblematycznej beatlesowskiej ballady. Skoro często wracałem do tych piosenek i grywałem je dla relaksu czy podczas domowych imprez, tytuł wydawał się odpowiedni: ta płyta nie jest „dla kogoś”, tylko dla mnie. Ale w końcu nazwałem ją „Bedford School”. Dlaczego? Wyjaśnieniem jest piosenka tytułowa. W każdym razie – mam taką nadzieję” – przyznaje artysta.

Na płycie, poza autorską „Bedford School”, odnaleźć można „turnauowskie” aranżacje utworów znanych z repertuaru takich artystów jak The Beatles, Paul McCartney, Billy Joel, Donald Fagen, Sting czy Queen.

 

Pod tym linkiem znajdą Państwo zdjęcia z sesji „Bedford School” – autorstwa Rafała Masłowa: https://we.tl/t-emDUdPi8oN

 

Płyta „Bedford School” swoją premierę miała 9 listopada.

Dostępna jest tutaj: https://www.mystic.pl/plyty_cd,32292.htm

 

Na początku 2019 roku rozpocznie się trasa koncertowa promująca najnowszy album Grzegorza Turnaua, czyli…

 

TURNAU BEDFORD TOUR:

  • 27.01. – Zakopane | Nosalowy Dwór, ul. Oswalda Balzera 21d | godzina: 19:00
  • 02.02. – Szczecin | Filharmonia, ul. Małopolska 48 | godzina: 19:00
  • 9.02. – Białystok | Opera i Filharmonia Podlaska, ul. Odeska 1 | godzina: 19:00
  • 10.02. – Rzeszów | Filharmonia Podkarpacka, ul. Fryderyka Szopena 30 | godzina: 18:00
  • 18.02. – Poznań | Teatr Wielki, ul. Fredry 9 | godzina: 19:00
  • 09.03. – Kraków | Klub Studio, ul. Witolda Budryka 4 | godzina: 20:00
  • 10.03. – Kraków | Klub Studio, ul. Witolda Budryka 4 | godzina: 20:00
  • 25.03. – Warszawa | Teatr Muzyczny „Roma”, ul. Nowogrodzka 49 | godzina: 19:00
  • 26.03. – Częstochowa | Filharmonia  Częstochowska, ul. Wilsona 16 | godzina: 19:00
  • 05.04. – Lublin | Centrum Spotkania Kultur, Plac Teatralny 1 | godzina: 19:00
  • 06.04. – Toruń | CK Jordanki, Aleja Solidarności 1-3 | godzina: 18:00
  • 07.04. – Gdańsk | Filharmonia Bałtycka, Ołowianka 1 | godzina: 18:00
  • 08.04. – Łódź | Teatr Muzyczny, ul. Północna 47/51 | godzina: 19:00
  • 13.04. – Katowice | NOSPR, plac Wojciecha Kilara 1 | godzina: 18:00
  • 11.05. – Wrocław | Narodowe Forum Muzyki, plac Wolności 1 | godzina: 19:00
  • 12.05. – Bydgoszcz | Filharmonia Pomorska, ul. Andrzeja Szwalbego 6 | godzina: 18:00

 

 

Grzegorz Turnau online:

http://www.grzegorzturnau.pl

 

 

Trzy Pióra to jedna ze sprawności harcerskich. Harcerstwo przezywa kryzys, a dziś w XXI wieku, próbą charakteru powinno być nieużywanie przez trzy dni internetu i nielogowanie się do portali społecznościowych.

Próba milczenia w mediach ma inny wymiar – jest to swego rodzaju test, jak nasz portal, odbierają czytelniczy.

Media dzielą się na kilka grup i realizują różne zadania. Jedne to nośnik reklamowy skoncentrowany na pozyskiwaniu reklamodawców, inne to swego rodzaju magazyny plotkarskie pokazujące kto z kim sypia i prześcigające się w pokazywaniu swego rodzaju sensacji. Jeden z ulubionych tematów tego rodzaju portali to oczywiście wypadki drogowe a gwoździem czytelnictwa jest pokazywanie krwi i ciał ofiar. Niestety najsłabiej w tym zestaleniu wypadają portale informacyjne, które przeglądają wyłącznie ci, którzy sami wyrabiają sobie opinie i wolą docierać do źródeł informacji, a nie do przetworzonej przez redakcyjne młynki papki medialnej przeznaczonej dla czytelnika lokującego się intelektualnie spomiędzy wyjątkowo inteligentnym szympansem a średnio rozwiniętym gimnazjalistą. Test milczenia pozwala na bardzo szybkie oddzielenie tego rodzaju czytelnika od tego, który faktycznie szuka informacji o wydarzeniach takimi, jakie one są.

Kilak dni temu odbyło się odsłonięcie pomnika Lecha Kaczyńskiego. W uroczystościach brała udział grupa miłośników Gazety Polskiej z Elbląga i przez przypadek znalazła się wśród nich pewna Pani, która po powrocie z tej imprezy obejrzała relację, jaką z wydarzenia przedstawiła stacja TVN. Wydarzenie spotkało się z protestem – słownie ośmiu osób. W relacji TVN pokazano dość liczną grupę protestujących. Ludzie, którzy osobiście w wydarzeniach brali udział, nie mogli uwierzyć w to, co widzieli na ekranie telewizora.

Media XXI wieku to jeden wielki manipulator i ich zadaniem jest tworzenie miraży. Jedne tworzą miraże reklamowe, pokazując cudowne plaże wysp szczęśliwych i produktów idealnych, inne tworzą miraże polityczne, starając się stworzyć wizję, którą ktoś u nich zamówił.

TV Pis, jak obecnie wielu z nas nazywa Telewizję Polską, pokazuje Polskę okiem Jacka Kurskiego, a TVN stara się pokazać ten sam kraj, okiem Grzegorza Schetyny. Obie te wizje Polski to miraże, bo kraj, w którym żyjemy, jest zupełnie inny i zajmują nas zupełnie inne problemy niż wydumane problemy klasy politycznej.

Co pokazała nasza próba milczenia ? Przez 10 dni, gdy nie dodaliśmy na portalu ani jednego postu czy informacji przeglądało go średnio codziennie około 500 czytelników i każdy z nich przejrzał około 2 stron.

Paradoks ? Być może, ale sprawdziliśmy, czy możemy milczeć i mieć coś do pokazania.Jest jeszcze jedna ciekawa sprawa – 11 listopada portal odwiedziło niemal 900 osób. Próba milczenia pokazała, że nasz portal nie jest portalem fleszowym, a nai czytelnicy wracają do niego, nawet gdy nic się na nim nie dzieje. Czy to dobra informacja dla redakcji ? Być może nie warto nic pisać ? Zadaniem, jakie sobie postawiliśmy dwa lata temu, jest stworzenia portalu dla ludzi dociekliwych, którzy szukają informacji o tym, czego nie znajdą na innych portalach i opisu wydarzeń, jakimi one są, a nie jakimi chce je widzieć ten lub inny autor. I to dobra wiadomość, bo jest takich czytelników w Elblągu ponad 5000.

Kampania wyborcza roku 2018 na finiszu. Ostatnie godziny przed II Turą i trudny wybór Prezydenta Elbląga. Co zrobił, a czego nie dążył zrobić, Jerzy Wilk ? Jaka była ta kampania i jak czuje się polityk, oddając głos na samego siebie ?

 

 

 

Latynoskie rytmy sposobem na udaną imprezę

Andrzejki, sylwester, karnawał – okres zimowych balów zbliża się wielkimi krokami! Jeśli chcecie przygotować się do tych wyjątkowych nocy –Centrum Tańca „Promyk” ma dla Was coś specjalnego! 10 listopada zapraszamy na warsztaty z gorącej salsy i bachaty.

Jeżeli nie czujesz się zbyt pewnie na parkiecie albo chcesz nauczyć się nowego stylu to znaczy, że ta oferta jest właśnie dla Ciebie! Otwarte warsztaty Salsa i Bachata Soloto doskonały pomysł na trening przed zbliżającym się okresem zimowych balów. Gorący i bardzo efektowny styl latynoski cieszy się ogromną popularnością, a znajomość zmysłowych ruchów salsy i bachaty na pewno zrobi duże wrażenie na znajomych!

Umiejętności zdobyte na otwartych warsztatach karaibskiej salsy i bachaty, sprawdzą się bez względu na to gdzie będziesz się bawić – czy na dużym balu czy kameralnej imprezie. Pokażemy Ci, że nieskomplikowane ruchy angażujące klatkę piersiową, głowę i ręce oraz zmysłowe kołysanie biodrami mogą stworzyć układ, który oczaruje wszystkich wokół.

Naucz się tańczyć, poznaj nowych ludzi, zadbaj o swoje ciało i poczuj temperament latynoskiego tańca! Gorącą atmosferę dodatkowo podkręcą pikantne przekąski serwowane podczas warsztatów!

Warsztaty odbędą się w sobotę 10 listopada, w Centrum Tańca Promyk, ul. Browarna 80. Impreza rozpocznie się o godzinie 18:00 i potrwa dwie godziny. Ilość miejsc jest ograniczona, decyduje kolejność zgłoszeń. Zapraszamy do zapisów.

Pełna oferta i harmonogram zajęć dostępne są na stronie: www.promyk.elblag.pl

Biuro czynne od poniedziałku do piątku od 8:00 do 16:00
tel.
+48  55 611 01 30/40
tel. kom. +48 609 977 220
e-mail: promyk@swiatowid.elblag.pl

 


A oto rumba na klawisze i pewnego francuskiego kompozytora…

W strefie coworkingowej CH Ogrody przez cały miesiąc odbędą się liczne warsztaty i spotkania o zróżnicowanej tematyce. Przed nami zajęcia dla dzieci, spotkania dla dorosłych i aktywności dla całych rodzin. Wszystko to za darmo!

Listopadowy harmonogram otworzy wspólne granie w planszówki. W poniedziałek po długim weekendzie, 5 listopada, w godz. 15.00-17.00 odbędzie się Planszówkowy Zawrót Głowy – to okazja do dobrej zabawy bez prądu.

W sobotę 10 listopada w godz. 15.00-19.00 odbędzie się spotkanie ze specjalistami od bezbolesnej depilacji laserowej i zabiegów fototerapii na twarz. Eksperci z DepilConcept będą udzielać darmowych porad, analizować skórę uczestników, wykonają bezpłatnie zabiegi na twarz i regulację brwi. Każda zainteresowana osoba może liczyć na próbki kosmetyków do wykorzystania w domu i zaproszenie na zabieg w salonie w promocyjnej cenie. Spotkanie skierowane jest do osób powyżej 18. roku życia.

We wtorek 13 listopada w godz. 17.00-18.00 Liceum Plastyczne z Gronowa Górnego poprowadzi zajęcia pt. „Sekrety obrazów” z historii sztuki skierowane do dzieci i młodzieży. Te warsztaty wyjątkowo wymagają wcześniejszych zapisów, ponieważ liczba miejsc jest ograniczona.

W sobotę 17 listopada nauczyciele ze Szkoły Muzycznej YAMAHA z Elbląga przyjadą do strefy coworkingowej z instrumentami muzycznymi. W godz. 13.00-15.00 będzie można wspólnie pograć i pośpiewać.

We wtorek 20 listopada w godz. 11.00-13.00 specjaliści z Naturhouse będą udzielać bezpłatnych konsultacji dotyczących zdrowych jelit. Podczas spotkania uczestnicy dowiedzą się, które pokarmy pozytywnie wpływają na trawienie.

W sobotę 24 listopada w godz. 11.00-14.00 w strefie coworkingowej znów pojawi się Liceum Plastyczne. Warsztaty pracowni artystycznych dla dzieci, młodzieży i rodziców będą miały tytuł „W ogrodzie sztuki”. Tym razem nie obowiązują zapisy.

Tego samego dnia w godz. 16.30-18.30 nauczyciele programowania z FanRobot zaproszą dzieci na kolejne warsztaty z budowy maszyn i robotów. Zajęcia będą się odbywać w 30-minutowych blokach.

Ostatnie warsztaty w miesiącu odbędą się w niedzielę 25 listopada w godz. 15.00-19.00 i będzie to ponownie spotkanie z DepilConcept na temat bezbolesnej depilacji laserowej.

 

Wszystkie warsztaty i spotkania w strefie coworkingowej są całkowicie bezpłatne i poza wymienionym wyjątkiem nie wymagają wcześniejszych zapisów. Strefa znajduje się na poziomie 1, naprzeciwko sklepu Smyk. Poza zorganizowanymi wydarzeniami jest dostępna dla klientów w godzinach otwarcia galerii.

Kontakt dla mediów:

Marta Tittenbrun

m.tittenbrun@mediadem.pl

tel. 609 716 112

O Centrum Handlowym Ogrody:

Centrum Handlowe Ogrody to pierwszy, powstały w 2002 roku, kompleks handlowo-usługowy w Elblągu, którego rozbudowa zakończyła się w 2015 roku. Obecnie Ogrody to największa i najbardziej nowoczesna galeria handlowa w regionie, o powierzchni użytkowej 42 tys. mkw, ze 110 lokalami handlowo-usługowymi i restauracjami na dwóch poziomach, kompleksem kinowym, nowoczesnym konceptem fitness oraz trzypoziomowym parkingiem. Wśród najemców Centrum znajdują się między innymi: Carrefour, Multikino, Just GYM, H&M, KFC, McDonald’s, Media Markt, TK MAXX, Euro RTV AGD, Mango, Empik, CCC, Go Sport, Douglas, Smyk, Hebe, Rossmann. Inwestorem obiektu jest CPI Property Group Poland. Galerią zarządza Cushman & Wakefield.

Czy nowa twarz Naczelnika Urzędu Skarbowego w Elblągu to nowe oblicze fiskusa? Naczelnik Urzędu Skarbowego w Elblągu — Pan Maciej Maciejewski brał udział w dzisiejszej konferencji na temat wsparcia przedsiębiorczości.

Z pewnością odwiedzimy gościnne progi Pana Naczelnika z kamerą, by pokazać nowe, miejmy nadzieję, bardziej ludzkie oblicze tej dotąd nieludzkiej instytucji.

 

Wojciech Penkalski pretenduje do urzędu Burmistrza Braniewa. Można powiedzieć, że cel, jaki wyznaczył sobie były poseł Ruchu Palikota, to swoista droga po trupach. Ile trupów zostawił Pan Penkalski za sobą ?
Pierwszy trup to trup „Ruchu Palikota” przemianowanego potem na „Twój Ruch”. Niestety działacze lewicy nie poznali się w porę na „talencie” pretendenta i poparli jego kandydaturę do sejmu. Ilu z nich uważa, że był to największy z błędów, jaki popełnili i faktyczna przyczyna rozpadu bodaj najsilniejszej ze struktur tej partii w Polsce ?
Referendum, jakie zainicjowało jedenastu mieszkańców Elbląga, w roku 2013 wstrząsnęło polską sceną polityczną, a na jego sukces pracowało całe miasto – od polityków Ruchu Palikowa po Radnych Prawa i Sprawiedliwości. Sytuacja, jaka zapanowała w Elblągu po przejściu Juliusza Dziewałtowskiego-Gintowta do Platformy Obywatelskiej / dziś ów radny startuje z listy Koalicji Obywatelskiej w Okręgu 1 i nie jest to pomimo zbieżności nazwisk były Poseł Senator i Prezydent Elbląga/ okazała się zguba – politycy Platformy uzyskali pełną władzę w mieście i w zasadzie robili, co chcieli. Podwyżki czynszów, nieprzemyślne inwestycje w drogi zamiast w rozwój przemysłu czy usług, podwyżki cen wszystkiego, co mieszkańcom dostarczały spółki miejskie, pokazały, że władza właśnie zaczęła się uwłaszczać na majątku gminy. Ostatnim akordem tragedii Elbląga okazało się zamknięci kąpieliska miejskiego – od tego momentu zaczęła wzbierać fala protestu. Problem z Posłem Penkalskim był jednak ten, że wcale go losy Elbląga nie interesowały. Pierwszym z akordów rozpadu „Twojego Ruchu” był list Kazimierza Falkiewicza do Janusza Palikota, w którym otwarcie napisał, że dalsza współpraca z ” Posłem z Braniewa” jest niemożliwa, bo poseł zupełnie nie czuje potrzeb działaczy z Elbląga, czego przykładem była odmowa użyczenia Biura Poselskiego na utworzenie Biura Porad Obywatelskich. Późniejszy pełnomocnik Grupy Referendalnej złożył legitymację partyjną, by zaprotestować wobec traktowania Elbląga jako odskoczni do kariery politycznej i zachowaniom zupełnie sprzecznym z programem „Twojego Ruchu”. W myśl ideologii Posła Penkalskiego dopuszczalny był tylko taki ruch każdego z członków, który był zgodny z jego ideologią i służył jego partykularnym interesom. Na szczęście w Grupie Referendalnej „Wolny Elbląg” znalazło się zaledwie czterech działaczy „Twojego Ruchu”, a wybór Kazimierza Falkiewicza na jej pełnomocnika, okazał się swoistym „wotum separatum” wobec osoby Posła z Braniewa. Poseł jako „persona non grata” nigdy nie brał udziału w żadnych działaniach referendalnych a jedynym wsparciem, jakie grupa odczuła ze strony ugrupowania, było zorganizowanie w Elblągu konwencji samorządowej „Twojego Ruchu”, przy której okazji, politycy tego ugrupowanie zgłosili wiele postulatów, dziś wprowadzonych do polskiego prawa przez większość parlamentarną Prawa i Sprawiedliwości. Przy okazji referendum poseł dokonał największego chyba politycznego łajdactwa, jakiego można się dopuścić – przypisał sobie pracę innych. Jak do tego doszło ? Oszołomiony sukcesem Referendum polityk rozesłał do Elblążan około 40 tys. podziękowań za udział w akcji referendalnej. Cała grupa referendalna od samego początku akcji wiedziała, że sukces referendum będzie oznaczał nieunikniony polityczny sukces wyborczy PiS-u i jego lidera Jerzego Wilka. Dla nikogo z nas nie było tajemnicą, że ostry społeczny konflikt z politykami Platformy Obywatelskiej dla którejś ze stron musi zakończyć się swoistą kompromitacją, ale nie spodziewaliśmy się w najczarniejszych snach tak podłego gestu, jaki spotkał nas ze strony Wojtka Penkalskiego z Bożej niełaski „polityka”.

Tomasz Filimonow: byłem szaleńcem zakładającym Ruch Poparcia Palikota w Olsztynie

Okazało się, że to nie wszystko – potem spotkała nasz rzecz jeszcze gorsza, oskarżenie o to, że rozliczenie akcji referendalnej było nierzetelne, a grupa rzekomo skorzystała z niezgodnej z prawem pomocy finansowej „Twojego Ruchu” na zawrotną kwotę blisko pięćdziesięciu tysięcy złotych. Na szczęście w tej sprawie pomógł nam obecny senator Platformy Obywatelskiej Jerzy Wcisło, kierując do Prokuratury stosowne zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Wszystkie wydatki „Wolnego Elbląga” finansowane były ze składek ludzi związanych z referendum, a najpoważniejszym wydatkiem, był druk zawiadomień o zamiarze przeprowadzenia referendum i rozwieszenia ich na słupach będących w zarządzie ZBK.
Jak podało Radio Olsztyn „Po złożeniu wyjaśnień spotkał się z dziennikarzami i oskarżył o prowokację czworo byłych działaczy elbląskiej struktury Ruchu Palikota. To jest zorganizowana grupa przestępcza, która miała na celu oczernienie i zdezawuowanie mojej osoby, a także podjęcie prób szantażu – oświadczył Wojciech Penkalski. „

Oszust czy mitoman ? Kim jest człowiek, który nie wie, co mówi, i plecie głupoty, których nikt zdrowo myślący nie może zrozumieć ? Mam wrażenie, że gdyby Burmistrzem Braniewa został Wojciech Penkalski to już po siedmiu miesiącach i tam konieczne by było Referendum, bo odwołany w Elblągu Grzegorz Nowaczyk to przy „Pośle z Braniewa” naprawdę doświadczony samorządowiec i człowiek godny zaufania, bo przynajmniej wiedział, co mówi, i na jaki temat.

Są jednak takie chwile, gdy nasz nad wyraz gadatliwy polityk milknie – gdy padają konkretne pytania o jego dorobek zawodowy, pracę i dochody. No cóż w akcji referendalnej się nasz parlamentarzysta nie napracował to pewnie i w pracy zawodowej woli „patronować” pracy innych, by na jej owocach unosić się na falach błogiego lenistwa i politycznej popularności. Coś Marszałek Piłsudski o politykach jednak wiedział i jak widać, świat zmienia się szybciej, niż ludzka mentalność.

Kilka lat temu podczas ostatniej wizyty Janusza Palikota w Elblągu przez kilka godzin starałem się uzyskać od naszego „Patrona” kilka informacji o tym, jak to rzekomo finansował i kierował akcją referendalną w Elblągu. Jedyne co usłyszałem od Pana Janusza to potwierdzenie faktu, że on nie kierował w żaden sposób grupą referendalną, ale wyjaśnienie co miał nasz „ex poseł”, gdy mówił o finansowaniu akcji referendalnej, nie usłyszałem.

Czy są granice łajdactwa w polityce ? Jeśli jakieś są to Wojciech Penkalski przesuwa je poza granice widoczności. Lewicowy polityk, który swoją bezczelnością rozwalił formację Janusza Palikota znalazł się wśród osób, które aspirowały do startowania z list ruchu „Kukiz 15”.

Gdy tego najgorszego, moim zdaniem, z polityków regionu zobaczyłem podczas konwencji wyborczej Pawła Kukiza w Lubinie, niemal oniemiałem i znając postulaty antyklerykalne, podczas konferencji prasowej, zapytałem o ową osobę lidera ruchu. Być może tylko dzięki temu nie doszło do porozumienia, pomiędzy skazanym za pobicia Wojciechem Penkalskim i skazanym za pobicia i oszustwa ex-dyrektorem Biura Klubu Poselskiego Kukiz ’15 Dariuszem Pitasiem i wystawienia „Posła z Braniewa” do sejmu z List Kukiz 15.

Nowy poseł Andrzej Kobylarz (KUKIZ’15) do braniewian: „Gwarantuję być z Wami”. Poparcie Wojciecha Penkalskiego pomogło w wygranej


Nie mniej dobra komitywa, jaka zadzierzgnęło się pomiędzy obecnym posłem ziemi elbląskiej Andrzejem Kobylarzem a Wojciechem Penkalskim niczego nie gwarantuje. Skoro w sejmie interesy polskich górników, którzy pod wodzą Dominika Kolorza, blokowali tory w Braniewie, protestując wobec importu węgla z Rosji, może reprezentować Andrzej Kobylarz, były prezes spółki „Weko” zajmującej się właśnie takim importem, to nic nie stoi na przeszkodzie by ruch Kukiz 15 stojący na straży hasła „Bóg Honor i Ojczyzna” reprezentował poseł, który wraz z Januszem Palikotem żądał usunięcia Krzyża z sali plenarnej Sejmu Rzeczypospolitej.

 

W końcu chyba dla nikogo już nie jest tajemnicą, że Paweł Kukiz sprzedał za sejmową dietę wszystkie ideały, z jakim szedł „do polityki” poza może jednym – nadal nie korzysta z dotacji budżetowej dla partii politycznych. Skoro w ruchu Kukiz 15 „pretorianów” zastąpiły salonowe lewki, to nie ma powodu, by ludzi o światopoglądzie katolickim nie zastąpili wojujący antyklerykałowie. Nie takie cuda Dariusz Pitaś już robił i nie takie łajdactwa Paweł Kukiz toleruje.

Czy to jedyny „trup” w szafie z nazwiskiem Wojciech Penkalski – i wcale nie chodzi tu o sprawę pobić, za jakie naszego dzielnego kandydata kiedyś skazano.


https://www.se.pl/wiadomosci/polska/burmistrz-braniewa-powiesil-sie-bo-przegral-wybory-aa-DaYf-ePPr-gKXW.html


 

Henryk Mroziński. Gdy w Braniewie gościł z wizytą Stanisław Karczewski, Marszałek Senatu, gościa powitał właśnie Henryk Mroziński. Był to przepiękny gest polityka, dla którego ważniejsze były interesy i wizerunek miasta, niż polityczne animozje pomiędzy PIS-em i PSL-em. Niestety tamto spotkanie to już tylko zapis na jakimś dysku i następnego obdarzonego takim zmysłem gospodarskim polityka zapewne Braniewo długo mieć nie będzie. Jak doszło do śmierci Pana Henryka ? Czy w niemal cztery lata od tamtego tragicznego wydarzenia można już do niego wracać, nie raniąc uczuć bliskich ? Nie wiem, ale mam wrażenie, że to, co Wojciech Penkalski mówił i robił, podczas tamtej kampanii, warto zanalizować i powiedzieć gdzie przechodzi granica pomiędzy wymianą argumentów a zwykłym kłamstwem i politycznym łajdactwem. Bo są granice, które warto wytyczyć na nowo i przypomnieć, że nie można ich przekraczać bezkarnie.

                                                                                                                                                Mariusz Lewandowski

Uroczystość otwarcia ronda Obrońców Birczy rozpocznie się 13 października (sobota) o godz. 12.00. 

Organizatorami uroczystości są prezydent Elbląga Witold Wróblewski i przewodniczący Rady Miejskiej w Elblągu Marek Pruszak.

 

Elbląg: sprofanowano tablicę na Rondzie Obrońców Birczy [+FOTO]

Napis naniesiono za pomocą szablonu i farby w aerozolu. Tyle że z autorów żadni malarze, bo mieć szablon i jeszcze zrobić tyle zacieków to sztuka warta paru dni w celi Aresztu Śledczego w Elblągu.

Elbląg: „50+” – niebezpieczna prędkość

Policjanci z ruchu drogowego zatrzymali wczoraj (11 października) dwóch kierujących, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość w terenie zabudowanym o 50 km/h. Pierwszy z nich kierował motocyklem honda, drugi osobowym renault. W tych przypadkach funkcjonariusze zatrzymali im prawa jazdy na trzy miesiące.

Pierwszy z zatrzymanych do kontroli to 30-latek. Motocyklem honda jechał ulicą Królewiecką w Elblągu z prędkością 118 km/h. Drugi z mężczyzn został skontrolowany w miejscowości Nowy Dwór Elbląski. 43-latek przekroczył prędkość o 52 km/h. Mężczyzna rozpędził swoje renault do 102 km/h, gdzie obowiązuje ograniczenie do 50-tki.

W tych przypadkach funkcjonariusze zatrzymali im prawa jazdy na trzy miesiące i ukarali mandatami w wysokości 400 zł oraz 10 punktami karnymi.

Przekraczanie dozwolonej prędkości to jedna z najczęstszych przyczyn poważnych w skutkach wypadków drogowych. Apelujemy do kierowców o rozwagę.

Jakub Sawicki, zespół prasowy KMP Elbląg

Listopad z muzyką klasyczną w tle

Listopadowy wieczór może kojarzyć się z szarugą, ale może również kojarzyć się z muzyką klasyczną. O to, aby wśród elblążan przeważało to drugie skojarzenie, zadba Elbląska Orkiestra Kameralna. 4. listopada kameraliści wystąpią bowiem w sali koncertowej ZPSM, aby zaprezentować dzieła zagranicznych klasyków, w tym m.in. Felixa Mendelssohna
i Ottorino Respighiego.

Przekonamy się wówczas, że instrumenty smyczkowe i flet na jednej scenie mogą współbrzmieć nie tylko efektywnie, ale i efektownie. Wraz z Orkiestrą zagwarantuje to Matei Ioachimescu – flecista, który wyspecjalizował się w interpretacjach barokowego i współczesnego repertuaru. Podbił już serca austriackich i rumuńskich melomanów, teraz jak stwierdził, „nadeszła pora na polską publiczność”.

Nad grą muzyków będzie natomiast czuwać Marta Gardolińska – jedna z najbardziej utalentowanych polskich dyrygentek, która podobnie jak Matei, związała się zawodowo ze stolicą Austrii. To artystka, która nie boi się wyzwań – po jej okiem powstała na przykład płyta Transoceanic z utworami religijnymi i elektrycznymi, która łączy muzykę od Caracas, przez Wiedeń, do Warszawy.

4.11.2018, niedziela, 18:00

Sala koncertowa Zespołu Państwowych Szkół Muzycznych w Elblągu

Wykonawcy:

Marta Gardolińska – dyrygent

Matei Ioachimescu – flet

Elbląska Orkiestra Kameralna

W programie m.in.

O. Respighi – Antiche Danze ed Arie – Suite III

C. P. E. Bach – Koncert d-moll na flet i orkiestrę smyczkową (+klawesyn)

F. Mendelssohn – Symfonia na smyczki nr 7 d-moll

G. Holst – St. Paul’s Suite

Elbląg: Szukamy świadków kradzieży BMW

Policjanci z Elbląga prowadzą dochodzenie w sprawie kradzieży samochodu BMW serii 7 Long ciemny grafit z 2017 roku. Auto zostało skradzione z posesji przy ul. Szczecińskiej w Elblągu w nocy z 5 na 6 października. Miało poznańskie numery rejestracyjne.

Osoby, które widziały pojazd po tym czasie proszone są o kontakt z policjantem pod nr tel.: 230 16 20.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

Elbląg: Zniszczył drzwi do: mieszkania, windy i klatki schodowej

36-letni agresywny mężczyzna został zatrzymany przez patrol prewencji za dewastację. Agresor odgrażał się policjantom, że zostaną zwolnieni i pójdą „siedzieć”. „siedzieć” poszedł jednak 36-latek gdy sprawdzono go w policyjnej bazie okazało się że jest poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności.

Była godzina 22.00 gdy oficer dyżurny skierował patrol na osiedle Zawada, gdzie do drzwi wejściowych miał dobijać się nieznany mężczyzna. Wcześniej uszkodził on drzwi do klatki schodowej oraz drzwi windy. Policjanci zastali go w momencie gdy uderzał i kopał w drzwi prowadzące do jednego z mieszkań. Chwilę później 36-latek miał już założone na ręce kajdanki. Był on nadal agresywny odgrażał się policjantom i wykrzykiwał że „pójdą siedzieć”. Gdy ci sprawdzili go w komputerowej bazie okazało się że „siedzieć” pójdzie jak na razie on sam. Mężczyzna był poszukiwany do odbycia kary pozbawienia wolności za wcześniejsze przestępstwa. Teraz odpowie również za zniszczenie mienia.  

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu  


Od Redakcji – Janusze to specjalny rodzaj ludzi żyjących w innym świecie. Ten Janusz przez jakiś czas pożyje w świecie za kratami. Czy pobyt za kratami czegoś go nauczy ? Wątpliwe, bo mądrość po trzecim kieliszku to odmienny stan świadomości .

Elbląg: Podsumowanie weekendu

Policjanci podczas weekendu interweniowali 218 razy. 17 osób przewieziono do wytrzeźwienia. Funkcjonariusze z ruchu drogowego przebadali na zawartość alkoholu w organizmie ponad 400 kierujących. Zatrzymano dwóch pijanych kierowców.

Pierwszy to 55-latek, który kierował fiatem ducato. Mężczyzna został zatrzymany przy ul. Królewieckiej. Policjanci od razu wyczuli od niego zapach alkoholu. Wynik badania to 1,2 promila alkoholu w organizmie.

Dodatkowo w niedzielę około godziny 11.00 policjanci podczas obsługiwania kolizji drogowej stwierdzili że jej sprawca – 54-letni mężczyzna kierujący dostawczym fordem jest nietrzeźwy. 54-latek „wydmuchał” wynik 2 promile alkoholu. W trakcie kontroli ustalono też, że nie posiada on uprawnień do kierowania autem.

Obaj odpowiedzą za kierowanie autem w stanie nietrzeźwości. Grozi za to kara do 2 lat pozbawienia wolności.

kom. Krzysztof Nowacki oficer prasowy KMP w Elblągu

 

Irlandia kojarzy się nam z… No właśnie, z czym?

Szkocja to bursztynowy płyn z dębowych beczek coraz częściej pijany w Polsce, kadry z pierwszej kultowej części filmu „Nieśmiertelny” z Christopherem Lambertem, Sean Connery w kilcie grający na kobzie i słynna górska waleczność pokazana w „Lwim Sercu”

Irlandia to kraj wyspa przez lata podzielona wojna religijną. Na szczęście krwawy konflikt protestantów i katolików wygasa i zapominamy o atakach bombowych Irlandzkiej Armii Republikańskiej. Po ulicach Dublina nie chodzą już uzbrojone patrole angielskiej armii, a ziemia okazała się dziś fajnym miejscem dla emigrantów z Polski, przyzwyczajonych do morskiego pełnego wilgoci klimatu wyspy.

Po raz pierwszy o Irlandii usłyszeliśmy, gdy płytę „Irlandzki tancerz” nagrał zespół Dwa Plus Jeden z Ewą Dmoch, będącą w końcu lat 70-tych najpopularniejszą polską wokalistką. Owa płyta to płyta koncepcyjna złożona z tekstów oryginalnych średniowiecznych pieśni ludowych przełożonych przez Ernesta Bryla. Dzieło wydane w 1979 jest klasyką, a utwory z płyty zostały pokazane w formie teledysków składających się na program telewizyjny. Była to chyba pierwsza w telewizji polskiej płyta przełożona w całości na program telewizyjny.

Płycie warto poświęcić sporo uwagi, ale dziś postaram się przybliżyć dzieło, które się na tej płycie nie znalazło, a które mówi o samym początku Irlandii i bitwie, która uczyniła z niej kraj wolny od zmory średniowiecznej Europy – Wikingów. A dokładnie przypomnimy pieśń o tym, kim był Brian Bóruma.

W roku 2015 zespół szantowy Ryczące Dwudziestki zrobił teledysk z polskojęzyczną wersją klasyka z Irlandii.

Z Wikipedii:

Brian Śmiały, irl. Brian Bóruma mac Cennétig, ang. Brian Boru (ur. prawdopodobnie 941; zm. 23 kwietnia 1014) – król Munsteru od 978 i Irlandii od 1002 roku. Święty męczennik kościoła katolickiego, wspominany 12 marca.

Syn Cennétiga mac Lorcáin, irlandzkiego króla Tuadmuman, i Bé Binn. W 978 roku pokonał i zabił Máela Muada, króla Munster, i został jego następcą. W 999 w bitwie pod Glen Mama pokonał władcę Normanów Leinstera. Później zdobył Dublin, gdzie spalił największą świętość wikingów – Drzewo Thora. 1002 roku został królem Irlandii jako następca Máela Sechnailla. 23 kwietnia 1014 roku odniósł wielkie zwycięstwo nad wikingami pod Clontarf, jednak poległ w bitwie.

Od śmierci bohatera pieśni minęło lat tysiąc i cztery, a jego imię ciągle brzmi i brzmi, nie tylko w Irlandii.

W roku 1972 w słynnej paryskiej Olimpii nagrano najpiękniejsze jak dotąd nagranie tego szlagieru, wykonane w znacznej części, jak się wydaje, w części w języku wczesnoirlandzkim i francuskim.

Jak widać, imię świętego z dalekiej wyspy trwa nie tylko w Irlandii, a ponad pół miliona odsłon ma wykonanie harfistki Cécile Corbel z roku 2011:

Są nagrania studyjne koncertowe amatorskie i w pełni zawodowe. Jest wykonanie na kilka harf i skrzypce i jest nawet animacją pokazująca ostatnią bitwę Króla Irlandii, który walcząc z Wikingiem, poległ wraz z nim.

Dlaczego rozpisuję się o dawno poległym królu odległej w czasie i przestrzeni wyspy?

Powody są dwa. Pierwszy to ten, że utwór jest ponadczasowy i warto go znać, a po drugie dlatego, że nagranie Ryczących Dwudziestek pokazuje jak obrazem pokazać zespół i jego wodza. Ustawienie zespołu, gesty, ujęcia, kadrowanie czy oświetlenie stanowi dzieło wpisane w przesłanie utworu.


Patrząc na nagranie, wracam myślą do piątkowej konwencji PiS w Elblągu i myślę, co by było, gdyby ekipę elbląskich polityków poprowadził do wyborczej bitwy Brian Boru?