Los Człowieka

Inforgafikana bazie strony tytułowej magazynu Uważam Rze oraz publikacji fotograficznej ze strony Kanału Elbląsko Ostródzkiego Pochylnie

„Tuptuś” to „ksywka” jednego ze stu pięćdziesięciu bezdomnych mieszkańców Elbląga. Bezsens, jaki bije z tego określenia wydaje się być oczywistą oczywistością, ale jest to bezsens pozorny ponieważ zjawisko bezdomności jest okresowe. Latem 2016 roku w lokalu na Czerwonego Krzyża 2 rozpoczęliśmy remont. Lato było wspaniałe, gorące dni i ciepłe noce sprzyjały „byciu wolnym”. Dla wielu bezdomnych bycie wolnym znaczy to, że ich żyłach krąży krew wymieszana z alkoholem. „Tuptuś” zamieszkiwał skwer pomiędzy przystankiem na ulicy Hetmańskiej z dawną siedzibą „Mody Polskiej”. Całe dnie przesiadywał na murku tuż przy wejściu do Biura Poselskiego Jerzego Wilka i siedziby miejskich struktur tej partii. Piętro wyżej mieści się Stowarzyszenia Organizatorów Pomocy Społecznej. Obok owych szacownych instytucji powstała też mała siedziba naszego stowarzyszenia, ale nikomu nie udało się pomóc „Tuptusiowi” ponieważ pomimo swojej sytuacji, żadnej pomocy nie chciał przyjąć. Czy był to przejaw dumy czy szaleństwa – trudno orzec i nie sposób określić motywów jednoznacznie. „Tuptuś” jest z urodzenia warszawianinem, a z zawodu piekarzem. Do Elbląga emigrował po ślubie, a na ulicy znalazł się po rozwodzie. Dlaczego do rozwodu doszło? Nie pytałem ponieważ w sprawy alkowy z rozmową uliczną wchodzić nie wypada. Pewne jest zaś to, że pozbawiony domu zamieszkał na ulicy i na ulicy spał. Zaciszne wnęki pod sklepowymi witrynami były jego sypialnią, a kartony, jakie rozkładał wieczorem były jego łożem. Duma nie zna ceny i właśnie „Tuptuś” pokazał to przez kilka letnich miesięcy. Przyjął od nas kilka sztuk ubrań, czasami wziął jakąś kanapkę lub kupionego w „Żabce” hot-doga. „Ksywka” „Tuptusia” wzięła się ze sposobu w jaki chodził. Krótkie kroczki lekko pociągane po chodniku pokazują, że choroba, na jaką cierpi, jest poważna. I niekoniecznie jest to choroba alkoholowa bo objawem tej jest zazwyczaj syndrom „sztywnego kolanka” czyniącym z alkoholika kogoś, kto kroczy jak żuraw. Ale „Tuptuś” nie chciał ani wystąpić o dowód osobisty ani stanąć przed Powiatowym Zespołem do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności pomimo, że jego kalectwo jest widoczne. Kilka tygodni temu rozmawiałem z dwójką innych bezdomnych, którzy zapytani o „Tuptusia” od razu powiedzieli, że od kilku tygodni zamieszkuje w domu dla bezdomnych na Warszawskiej. Dlaczego piszę o owym człowieku? Dziś rano jadąc do stowarzyszenia na chodniku zobaczyłem go stawiającego swoje charakterystyczne drobne kroczki. Ale dziś wyglądał zupełnie inaczej niż latem. Buty, spodnie, nowa kurteczka, czapka i rękawiczki. Życie „Tuptusia” zmieniło się tak, jak zmienił się jego wygląd. Czy jest to tylko zimowa zmiana, pokaże czas. Jedno jest pewne – że opieka jaką zapewnia dom dla bezdomnych ma wymierny efekt. Oby był to efekt stały i miejmy nadzieję, że z wiosną w żyłach „Tuptusia” nie zacznie krążyć alkohol. Miejmy też nadzieję, że Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej obejmie go swoją opieką i że nie wróci już na skwer, na którym go poznałem tamtego lata.


We wczorajszej publikacji użyliśmy fotografii stanowiacej własność Dziennika Elbląskiego. Po interwencji Pani RedaktorAleksandry Szymańskiej wykonano nową infografikę opartą o stronę tytułową magazynu " Uważam Rze " oraz
fotografię z serwisu Pochylnie.pl . Obie fotografie nie posiadały międzynarodowych oznaczeń ochrony praw autorskich . Za nieporozumienie przepraszamy.